6 dni do igrzysk paraolimpijskich: Lekarze rosyjscy wymuszali na sportowcach branie dopingu! – wywiad z Tadeuszem Kruszelnickim

Byłem na wszystkich paraolimpiadach licząc od Atlanty, w 1996 r. (…) Wszystkie sukcesy jakie osiągnąłem to 100% ja. – Tak mówi Tadeusz Kruszelnicki, który jedzie na szóste igrzyska paraolimpijskie i będzie reprezentował Polskę w tenisie na wózkach! Rozmawialiśmy z nim tuż po  ślubowaniu, przy Lotnisko Chopina w Warszawie na kilka godzin przed wylotem do Brazylii, o paraolimpiadach a także o dopingu i wykluczeniu Rosjan.

Tadeusz KruszelnickiStarałem się policzyć kto z naszych paraolimpijczyków, którzy lecą do Rio brał udział w największej ilości paraolimpiad i wyszło mi, że pan był na ich aż 5 razy.

Dokładnie tak, teraz będą szóste igrzyska w Rio. Byłem na wszystkich paraolimpiadach licząc od Atlanty, w 1996 r.

Z jakimi nadziejami leci pan do Rio?

Powiem tak. W singlu będzie bardzo ciężko. Ostatnie dni przygotowań wskazują, że jest progres w górę, ale brakło czegoś co pomogłoby mocniej potrenować. To nie były marzenia moich przygotowań. Jestem jednak pełen nadziei przy deblu, jeżeli zagramy we dwójkę z Kamilem Fabisiakiem na dobrym poziomie, to jest szansa przynajmniej na ćwierćfinał, a przy dobrej grze i szczęściu w losowaniu to nawet na coś więcej. Ja już po paraolimpiadzie w Sydney w 2000 r. deklarowałem, że jestem spełniony w tej dyscyplinie i mogę skończyć karierę. Potem jednak osiągałem jeszcze najlepsze rezultaty w 2004 i 2005 roku. Ja jestem trochę nieobliczalny. Może ta paraolimpiada w Rio nie będzie moja ostatnia? Wszystko zależy od mojego zdrowia. Na razie gra w tenisa przynosi mi wiele radości.

W Brazylii zabraknie Rosjan. Jest pan bardzo doświadczonym sportowcem i jak pan patrzy na tę decyzję?

Mam dobry kontakt z Rosjanami, z tymi osobami co przygotowali tenisistki rosyjskie. Wszystko przemawia za tym, że ta decyzja jest trafna, aczkolwiek ja bym się jednak nie zgodził, że każdego Rosjanina należy dyskwalifikować. Na pewno jest grupa sportowców, którzy nie brali dopingu. Wiem jak tę decyzję przeżywają rosyjskie tenisistki, które zakwalifikowały się do Rio, a nie wystąpią. 6 lat pracy trenerki zostały zmarnowane. Jeśli one czują się 100% czyste to jest to dla nich krzywda. Ja znam sytuację. Lekarze rosyjscy wymuszali na sportowcach branie dopingu!

Nie inicjował tego sportowiec?

Nie. Lekarze przychodzili i mówili: to masz wziąć! Taki zawodnik nie miał wyjścia. Jakby powiedział: nie, to od razu byłoby wiadomo, że jest skreślony jako sportowiec. Ja wiem, że to było dość mocno stosowane. Lepiej byłoby przepadać tych sportowców, którzy są czyści i ich dopuścić.

Opowiadał mi pan podczas Płock Orlen Polish Open w tym roku, że ktoś kiedyś panu również proponował doping.

Ja miałem nietypową sytuację, ponieważ mam przyjaciela, który zajmuje się suplementacją diety i na temat leków wiedziałem, że ma dużą wiedzę. Ja pojechałem do niego 400 km. Pamiętam, że pijemy kawę i pada pytanie: I co Tadeusz chciałbyś wygrywać. Ja powiedziałem: Chciałbym. Mój organizm ma już na tyle lat, że należałoby go wspomóc czymś. Odpowiedź mojego przyjaciela była taka: Tadziu nie ma innego wyjścia musisz wziąć w żyłę. Ja mówię: Dziękuję bardzo. Wsiadłem w samochód i zrobiłem następne 400 km do domu. Była kiedyś akcja ITF: 100% ja. Byłem chyba drugim lub trzecim tenisistą, który się podpisał. Ja nawet jointa nie zapaliłem w swoim życiu, gdzie jak trenowałem koszykówkę i wyjeżdżaliśmy na turnieje, to tego typu sprawy mnie nie interesowały. Wszystkie sukcesy jakie osiągnąłem to 100% ja.

Właśnie pan był kiedyś koszykarzem.

Tak, stąd bardzo dobrze jeżdżę na wózku na korcie. To jest super dyscyplina uzupełniająca do tenisa.

Jedzie pan na szóste igrzyska. Jak zmieniał się tenis na wózkach od 1996 roku?

Bardzo się zmienił. Ewolucja następowała poprzez współpracę z tenisem pełnosprawnych, z profesjonalnymi trenerami. Kiedyś się grało płasko. Teraz co chwilę są rotacje. Teraz już kick przy serwisie, że człowiek z wózka nie może dostać, to już norma. Pamiętam jak miałem kiedyś propozycję wyjazdu do Anglii przed igrzyskami w Londynie i potrenowania z trenerem angielskim. Mówił do mnie: Tadziu przyjedź, ja wszystko funduje. Mnie wstyd było się przyznać, że mnie nie stać było na bilet. Przykre to jest, ale taka prawda. Dużo bym zyskał trenując z nim, ponieważ popatrzmy, że w pierwszej dziesiątce rankingu jest trzech angielskich zawodników.

Był pan na igrzyskach w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Australii i w dwóch krajach europejskich: Grecji i Wielkiej Brytanii. Jak w tych poszczególnych miejscach podchodzono do kwestii niepełnosprawności?

W Londynie i Sydney było świetnie. To ten sam poziom świadomości i podchodzenia do sportu. W Atlancie również dobrze. Natomiast w Pekinie. Powiem tak. To jest kraj trochę zamknięty. Owszem są sympatyczni. Chętnie sobie zrobią zdjęcie, ale żeby entuzjazm współgrał między sportowcem a kibicem to tego nie doświadczyłem. Miałem wrażenie, że oni byli przymuszeni do tego: masz machać! Masz się uśmiechać! Grecji nie zapamiętałem bardzo, ale byli też entuzjastyczni.Każda paraolimpiada wniosła nowe wartości.

W Brazylii będzie ciężko się zbliżyć do Wielkiej Brytanii i tych igrzysk z 2012 roku. To jednak inna kultura podejścia do niepełnosprawności. Tam jednak góruje kultura piękna.

Tak. Nie sądzę, że będzie tyle publiczności co w Londynie. Ja pamiętam jak wyszedłem na kort i zobaczyłem, że po paru minutach trybuny były pełne. To wtedy aż chce się grać! Publiczność niesie sportowca. Natomiast w Atenach mój mecz o wejście do ćwierćfinału nie układał się dobrze. Przegrywałem 1:4 w trzecim secie z młodym Holendrem. W pewnym momencie mam ciarki, ponieważ wchodzi publiczność, w tym osoby z polskiej szkoły. A miałem wypracowany wraz z Piotrkiem Jaroszewskim, z którym byłem na igrzyskach, taką piosenkę: Tadek Polska, Tadek! On to zainicjowałem na trybunach i pamiętam, że ten doping pomógł mi. Wygrałem to spotkanie.

Panie Tadeuszu życzę sukcesów w Rio de Janerio, takich wyników, aby był pan bardzo zadowolony.

Dziękuję bardzo, na pewno będę się starał!

Rozmawiał w Warszawie Michał Krogulec