Adeus, Rio (14) – Kajakarstwo

Nadzieje były jak nigdy, skończyło się jak zawsze – tak najkrócej można podsumować występ polskich kajakarzy na igrzyskach w Rio. Byłoby to daleko idące uproszczenie, jednak prawda jest taka, ze na Lagoa Stadium dominowały inne nacje, a Polacy pozostają wciąż bez olimpijskiego złota w tej dyscyplinie.

Polacy

Największe nadzieje wiązaliśmy oczywiście z występem naszych kajakarek. Zakładaliśmy komplet finałów i medale – może nawet cztery. Po pierwszym finałowym dniu, kiedy po medale w świetnym stylu sięgnęły Marta Walczykiewicz oraz dwójka Karolina Naja – Beata Mikołajczyk wydawało się, ze jest świetnie, rewelacyjnie wręcz. Niestety kolejne dni przyniosły nam rozczarowania i to sporego kalibru. Najpierw do finału A nie awansowała Ewelina Wojnarowska w jedynce na 500 metrów, a dwa dni później z rywalizacji o medale odpadła czwórka, z którą chyba wiązaliśmy największe nadzieje. Co się stało w sprawnie i efektownie działających maszynach naszych kajakarek? Nie wiemy, coś jednak musiało się wydarzyć między startami naszych osad. Tajemnicy nie odkrywa przed nami pisząca na oficjalnej stronie Polskiego Związku kajakowego skądinąd znakomite teksty Beata Sokołowska-Kulesza, znająca temat bardzo dobrze, wszak wiele lat startowała z powodzeniem na najważniejszych imprezach kajakarskich. Błędy taktyczne? Zabrakło mocy szczególnie w półfinałach? W każdym razie w finałach B i Ewelina i czwórka prezentowały się lepiej niż w eliminacjach, uzyskiwały czasy, które dawałyby wysokie miejsca w bezpośredniej rywalizacji o medale. Wygrane finały B dla nikogo nie stanowiły nawet minimalnego pocieszenia.

Embed from Getty Images

Niektóre media widziały walce o najwyższe cele również naszych panów, szczególnie kanadyjkową dwójkę. Do medali było bardzo daleko, nawet o awans do finałów B nie było łatwo. Najlepiej z męskiej części ekipy zaprezentował się Tomasz Kaczor, który wygrał finał B na 1000 metrów, jednak nieporozumieniem był jego start na dystansie sprinterskim. Dziewiąte miejsce zajęła dwójka Mateusz Kamiński – Michał Kudła. Dwójka ta wygrała wewnętrzne kwalifikacje z Marcinem Grzybowskim i Piotrem Kuletą, którzy rok temu zdobyli brąz mistrzostw świata. W tym momencie pojawia się pytanie, czy wysłanie do Rio młodej, mniej doświadczonej osady było dobrą decyzją PZKaj. Nie wiemy i nigdy się nie dowiemy jak na Lagoa poradziliby sobie Grzybowski i Kuleta, niemniej system wewnętrznych kwalifikacji ustalony przez związek raczej zawiódł – dowody na to mieliśmy również w kajakarstwie górskim. Chyba jednak pierwszeństwo powinni mieć ci, którzy kwalifikację olimpijską dla naszego kraju wywalczyli. Może start na igrzyskach „z urzędu” dla zdobywających przepustkę także byłby przesadą, niemniej trzeba na przyszłość znaleźć rozwiązanie lepsze, niż zastosowane w minionych igrzyskach.

O starcie kajakarzy nie ma co wspominać, obecnie to zdecydowanie najsłabsza część naszego kajakarstwa.

Embed from Getty Images

Gwiazdy

Obrazek powyżej mówi wszystko. Węgierka Danuta Kozak zdobyła trzy złote medale i została bezdyskusyjnie największa kajakarską gwiazdą igrzysk. To były trzecie igrzyska 29-letniej zawodniczki, na koncie ma już łącznie sześc krążków, w tym pięć złotych. 11 tytułów mistrzyni świata i worek innych medali z mistrzostw Europy, Igrzysk europejskich czyni ją już dziś kajakarską legendą, a przecież przed nią wiele lat startów, swój dorobek olimpijski z całą pewnością będzie chciała powiększyć w Tokio. Kozak przyćmiła Lisę Carrington, która przed igrzyskami była typowana na gwiazdę rozmiarów mega. Pokonała ją Kozak nie tylko „korespondencyjnie”, ale także w bezpośredniej walce, w jedynce na dystansie połowy kilometra. Pięćsetka jest słabsza konkurencją Lisy, jednak podwójna mistrzyni świata z ostatnich mistrzostw świata liczyła na olimpijską powtórkę, pozostał jej na tym dłuższym dystansie „tylko” brąz.

Gwiazdą numer dwa okazał się Sebastian Brendel. Niemiecki kanadyjkarz nie tylko obronił tytuł mistrzowski z Londynu w jedyne – był tu „murowanym faworytem”, ale dołożył jeszcze złoty medal w dwójce z Janem Vendreyem, a to już była pewnego rodzaju niespodzianka, bo osada ta dotąd medalu na mistrzowskich imprezach nie zdobywała.

W cieniu Brendela na gwiazdę wyrósł Isaquias Quieroz. Trzy medale Brazylijczyka nie są aż tak wielkim zaskoczeniem, jak uparcie twierdził kajakarski „ekspert” Telewizji Polskiej, Dariusz Szpakowski, wszak zdobywał już 22- letni zawodnik medale mistrzostw świata od 2013 roku. Są natomiast dowodem, że organizacja igrzysk przyczynia się do rozwoju wielu dyscyplin, które wcześniej w kraju gospodarza nie miały żadnych praktycznie tradycji. Śmiem twierdzić, że przed Brazylijczykiem jeszcze wielka przyszłość, że medale będzie zdobywał na igrzyskach i za cztery i za osiem lat.

Niespodzianki, blaski i cienie

Z całą pewnością atrakcyjności zawodom kajakarzy dodały „okoliczności przyrody”. Cudownie położony Lagoa Stadium oferował sportowcom i kibicom niezapomniane widoki. Takie choćby jak ten powyżej. Nie samymi widokami żyje jednak kajakarz, musi pływać i to najlepiej w czystej wodzie. Ta w Rio była daleka od standardów przyjętych na świecie. Widok kajakarza wyplątującego wiosło z mokrego i obrzydliwego zielska nie był rzadkością, można się domyślać, że podobne rzeczy czepiały się łódek, istotnie wpływając na ich prędkość. Bardzo zmienne tez były warunki pogodowe na olimpijskim torze regatowym, czego może akurat kajakarze nie doświadczyli, jednak wioślarze, rywalizujący w tym samym miejscu kilka dni wcześniej igrzyska zapamiętają głównie z perturbacji pogodowych.

Cieniem na rywalizacji kajakarzy położyła się afera dopingowa z udziałem Białorusinów i Rumunów, która wybuchła kilka tygodni przed igrzyskami, do której dołożyła się ogólnosportowa afera z dopingiem w sporcie rosyjskim. Doping w kajakarstwie bywał (niestety mają i Polacy w tym swój niechlubny udział), jednak nie na taką skalę. Miejmy nadzieję, że za kilka lat wyniki igrzysk w Rio nie zostaną istotnie zmodyfikowane przez MKOl, czy też WADA. Już w czasie igrzysk mieliśmy  zamieszanie z medalem Mołdawianina Segieja Tarnovschi, który a to się pojawiał w oficjalnych wynikach, a to znikał, a to znowu się pojawiał.

Największą niespodzianką igrzysk była postawa kajakarzy z Hiszpanii. Saul Craviotto, Marcus Waltz i Cristian Carballo wyłowili dwa medale złote i jeden brązowy. Ten pierwszy to bardzo utytułowany zawodnik, medalista z Pekinu i Londynu, jednak jego koledzy aż tak znani już nie są, a w ostatnich latach na imprezach mistrzowskich liczbą zdobywanych medali nie powalali. Najlepszą formę przygotowali na najważniejszą imprezę czterolecia i mają teraz powody do wielkiej satysfakcji.

Tokio

Za cztery lata czekają nas inne zawody kajakarskie. ICF stara się doprowadzić do startu na igrzyskach równej liczby panów i pań, chce tez „na salony” wprowadzić dynamicznie rozwijające się kanadyjki kobiece. Wstępny pomysł jest taki, by w konkurencjach kanadyjkowych zrezygnować z męskich dwójek, a zastąpić je kobiecą jedynką. Czy tak się stanie przekonamy się już w grudniu,  na Kongresie ICF. Oczywiście zmiany musi zaakceptować MKOl, ale idą one w duchu Agendy 2020, więc nie powinno być z tym problemów.

Wyniki >>KLIK<<