Adeus, Rio (17) – Taekwondo

Dzięki dobrym występom aż dwóch naszych reprezentantów, taekwondo w końcu przebiło się do świadomości polskiego kibica. Jak pokazał turniej olimpijski, ta dynamiczna dyscyplina może być źródłem wielu sensacyjnych rozstrzygnięć, które czynią ją jeszcze bardziej interesującą.

Historyczny sukces

Już sam fakt, że w Rio wystartowało dwóch naszych taekwondzistów, należy uznać za dowód na rozwój tego sportu w Polsce. Może i nie awansowaliśmy z rankingu olimpijskiego, ale w Europie nie brakuje solidnych zawodników, których trzeba było pokonać w drodze po zaledwie 2 miejsca w danej kategorii. Co jeszcze ważniejsze, w samej rywalizacji olimpijskiej, Biało-czerwoni nie byli statystami. Jako pierwszy do historii przeszedł Karol Robak. 19-latek już miał wielkie zasługi w promocji taekwondo w Polsce, po tym jak w świetnym stylu sięgnął po srebro zeszłorocznych igrzysk europejskich. Nie jechał do Rio jako anonimowy przedstawiciel mało znanej dyscypliny. Sam otwarcie mówił, że jego celem jest medal, a i kibice wiązali z jego startem większe oczekiwania. Robak na pewno ich nie zawiódł. W pierwszej walce z Senegalczykiem Dieye, mimo kłopotów w I rundzie, odniósł przekonujące zwycięstwo, stając się pierwszym w historii polskim taekwondzistą, który awansował do kolejnej rundy IO. Pierwszym, który wygrał walkę w turnieju olimpijskim. Gdyby tylko starczyło mu czasu w ćwierćfinale, byłby o krok od spełnienia swojego przedwyjazdowego założenia. Kibice w całym kraju emocjonowali się pojedynkiem z liderem światowych tabel, Belgiem Achabem, który tym razem Robak minimalnie przegrał (7:9). Pozostawił jednak po sobie dobre wrażenie i nadzieję, że może już w Tokio, polskie taekwondo olimpijskie, będzie cieszyło się z kolejnego historycznego sukcesu, tym razem o dużo większej wadze. Szkoda trochę, że Belg nie wszedł do finału, bo ewentualna drabinka repasażowa Polaka wyglądała, w kontekście brązu, bardzo atrakcyjnie.

Kolejny historyczny sukces stał się udziałem drugiego naszego reprezentanta – Piotra Pazińskiego. 28-latek swoją inauguracyjną walkę wprawdzie przegrał, ale został pociągnięty do repasaży, gdzie po niezwykle wyrównanym boju, po dogrywce zwyciężył wyżej rozstawionego Niemca Guleca. Tym samym stanął przed szansą zdobycia pierwszego polskiego medalu w taekwondo. Choć pojedynek, którego stawką był brązowy medal igrzysk olimpijskich, nie ułożył się po myśli Polaka, i tak możemy być dumni z jego postawy. Niewątpliwie oba występy pozostawiają lekki niedosyt, także i samym zawodnikom, ale przecież polskie taekwondo nigdy nie pokazało się na igrzyskach z tak dobrej strony. Jeżeli powinniśmy inwestować w rozwój, którejś z dyscyplin, to taekwondo w najlepszy możliwy sposób pokazało, że do takich się zalicza. Tym bardziej, że nie brakuje też innych uzdolnionych zawodników.

Pogrom faworytów u mężczyzn

Takie jest już piękno sportu, że nie zawsze ci, którzy na papierze są żelaznymi faworytami, okazują się zwycięzcami kiedy dochodzi do bezpośrednich zmagań. Jednak skala niespodzianek w zmaganiach w kategoriach męskich, przeszła najśmielsze oczekiwania. Żadnemu z zawodników z TOP2 rankingu olimpijskiego nie udało się awansować do finału. Do walki o złoto nie wszedł żaden aktualny mistrz olimpijski. Sztuka ta udała się zaledwie jednemu mistrzowi świata. A przecież ze względu na rozstawienie trafiali oni na teoretycznie najsłabszych przeciwników. I nie świadczy to o przypadkowości tego sportu, a o tym, że, jak w każdym sporcie walki, brak koncentracji i szacunku do przeciwnika, kończy się wypadnięciem z turnieju. W kat. -58kg dwie największe gwiazdy – Irańczyk Ashourzadeh i Koreańczyk Tae-hun, przegrali pierwsze walki z najniżej notowanymi zawodnikiem. Pierwszego pokonał Marokańczyk Hajjami (nr 84 rankingu olimpijskiego), a drugiego Tajlandczyk Hanprab (nr 64 rankingu olimpijskiego). Obaj bez żadnych większych sukcesów na arenie międzynarodowej. Zresztą, akurat w tej kategorii los nie oszczędził też pozostałych faworytów, choć Tae-hun ostatecznie wywalczył brąz. Podobne wpadki notowali dominatorzy z kat. -68 kg (np. Lee Dae-hun czy Saul Gutierrez), z kat. -80 kg (i Aaron Cook i Mehdi Khodabakhshi przegrali swoje pojedynki z dużo niżej notowanymi rywalami przed czasem!) i z najcięższej +80kg (absolutny faworyt, Dmitrij Szokin, skończył bez medalu, po tym jak wcześniej przegrał z mało znanym zawodnikiem z Nigru). Tylko Cheick Cisse i Radik Isajew walczyli na miarę swoich osiągnięć z ostatnich lat. Oczywiście porażki faworytów stały się szansą dla reszty, którzy dzięki temu sięgnęli bo, być może, największe sukcesy w swoich karierach. Światowe taekwondo zyskało kilku nowych zawodników, z którymi trzeba będzie liczyć się w przyszłości.

Co ciekawe, podobnych sensacji nie było już tak wiele w rywalizacji kobiet. Tam podobny pogrom faworytek miał miejsce w najlżejszej kategorii -49kg, ale w pozostałych to największe gwiazdy meldowały się w finałowych pojedynkach o złoto.

Pierwsze medale, medale po latach

W Pekinie dzięki taekwondo pierwszy medal olimpijski w historii kraju zdobył Afganistan. 4 lata temu Gabon. Teraz, dzięki tej samej dyscyplinie, do grona państw mogących się poszczycić zdobyczą medalową na igrzyskach olimpijskich, dołączyła Jordania. Ahmad Abughaush mierzył się w Rio tylko z wyżej notowanymi rywalami, z medalistami mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Choć wielu wątpiło, że przejdzie I rundę, on doszedł do finału i ten finał wygrał. Tym samym na stałe zapisał się w historii swojego kraju. Telefoniczne gratulacje tuż po sukcesie złożył mu sam król Jordanii – Abdullah II. Co ciekawe, w Rio de Janeiro trzy kraje zdobyły swoje pierwsze krążki w historii. We wszystkich przypadkach, były to medale złote.

Zmagania w Rio dobrze będą też wspominać Afrykanie. Jak dotąd ich olimpijskie sukcesy w tym sporcie to dorobek dwóch krążków. Teraz został znacznie powiększony. Przede wszystkim, pierwsze afrykańskie złoto zdobył Cheick Cisse z Wybrzeża Kości Słoniowej. Po pokonaniu Piotra Pazińskiego, doszedł do finału gdzie okazał się lepszy od Brytyjczyka Muhammada. To drugi medal dla tego kraju w historii IO. Poprzedni został zdobyty 1984 roku. Właściwie to jest to medal trzeci, bo kilkadziesiąt minut wcześniej brąz w kat.-67 kg zdobyła Ruth Gbagbi. Jeszcze dłużej na kolejny krążek musiał czekać Niger. Pierwszy w 1972 roku był udziałem pięściarza Issaka Daborga. Na drugi trzeba było czekać 44 lata. Abdoul Razak Issoufou w drodze do finału pokonał Dmitrija Szokina. W walce o złoto przegrał, ale i tak stał się nowym sportowym bohaterem w swojej ojczyźnie. Reprezentanci Afryki zdobyli jeszcze 2 inne brązowe medale.

I tak Korea najlepsza

Koreańczycy jako jedyni mieli w turnieju więcej niż 4 zawodników. Mimo iż największe gwiazdy zawiodły, reprezentanci ojczyzny taekwondo nie mieli sobie równych. Po raz trzeci wygrali klasyfikację medalową z dorobkiem 2 złotych i 3 brązowych medali. Medale zdobyli wszyscy reprezentanci tego kraju. Tylko Brytyjce Jade Jones udało się obronić tytuł. Po brązach w Londynie, srebra w Rio zdobyli Maria Espinoza i Lutalo Muhammad. Odwrotną ścieżką podążyła Turczynka Nur Tatar. Ciekawa sytuacja miała miejsce w kat. -68kg panów. Zgłosiło się do niej trzech medalistów z niższej kategorii z Londynu (Lee Dae-hun, Aleksiej Dienisienko i Joel Gonzalez). Wszyscy ponownie stanęli na podium, choć nikt na najwyższym jego stopniu.

Pełne wyniki