Adeus, Rio (23) – Siatkówka

Dla Brazylijczyków rywalizacja w Rio miała słodko-gorzki smak: zawiodły siatkarki, ale niepowodzenie koleżanek z nawiązką odrobili siatkarze. Piękne wspomnienia z Brazylii wywiozły Chinki, Serbki i Włosi. Z dwoma brązowymi medalami zmagania olimpijskie zakończyli Amerykanie. A Polacy? Polacy po raz kolejny pojechali na igrzyska z dużymi nadziejami, a wrócili z niczym. Co działo się w sierpniu na olimpijskich parkietach?

Kogo zapamiętamy?

Trenerów złotych drużyn. Zarówno Jenny Lang Ping, jak i Bernardo Rezende dokonali w Rio rzeczy wielkich. Trenerka chińskiej reprezentacji kobiet, sięgając z podopiecznymi po tytuł mistrzowski, została pierwszą w historii siatkówki osobą, która zdobyła złoto olimpijskie jako zawodniczka i jako szkoleniowiec. Na najwyższym stopniu olimpijskiego podium Lang Ping stała w 1984 roku, kiedy w finale igrzysk Chinki pokonały drużynę USA i po raz pierwszy sięgnęły po tytuł.

Osiągnięcia trenerskie Bernardo Rezende robią nie mniejsze wrażenie. Szkoleniowiec Brazylijczyków po raz czwarty z rzędu awansował ze swoim zespołem do finału olimpijskiego. W 2004 roku w Atenach Canarinhos sięgnęli po tytuł, a później dwukrotnie przegrywali w finałach, najpierw ulegając reprezentacji Stanów Zjednoczonych (2008), a później Rosji (2012). W Rio, przed własną publicznością, wrócili na szczyt. Co ciekawe, zarówno dwanaście lat temu w Atenach, jak i teraz, w meczu finałowym Brazylijczycy pokonali Włochów. Wspominając o sukcesach Bernardo Rezende, należy też pamiętać, że passa medalowa szkoleniowca gospodarzy igrzysk jest jeszcze dłuższa – w latach 1996-2000 Bernardinho był trenerem żeńskiej reprezentacji swojego kraju i wówczas sięgnął z Brazylijkami po dwa brązowe medale IO (1996, 2000). W historii siatkówki lepszym wynikiem niż Rezende może pochwalić się jednak Nikołaj Karpol: trener kobiecej drużyny ZSRR trzykrotnie doprowadził swoje podopieczne do olimpijskiego złota.

Trzech weteranów. Na igrzyskach w Rio fantastyczną formę prezentowały trzy siatkarskie ikony – Sergio, Siergiej Teietiuchin i William Priddy. 41-letni brazylijski libero sięgnął po czwarty olimpijski medal w karierze (drugi złoty), został wybrany MVP turnieju i nie mógł sobie wymarzyć piękniejszego zakończenia kariery. 41-letni Siergiej Tietiuchin przyjechał na swoje szóste igrzyska i po raz szósty znalazł się w najlepszej czwórce turnieju. Był o krok od wywalczenia piątego w karierze medalu IO – co byłoby  osiągnięciem rekordowym – jednak w chwili, gdy Rosja w meczu o brąz prowadziła z drużyną USA 2:0 w setach, na parkiet wszedł… William Priddy. 38-letni przyjmujący „Jankesów” na swoim czwartym olimpijskim turnieju – w przeciwieństwie do Sergio i Tietiuchina – nie odgrywał w zespole czołowej roli, był rezerwowym, na parkiecie pojawiał się rzadko. W meczu o brąz zaliczył natomiast prawdziwe „wejście smoka” – od momentu gdy amerykański weteran pojawił się na boisku, gra jego kolegów zupełnie się odmieniła. Priddy zdobył w spotkaniu 18 punktów i to głównie dzięki niemu „Jankesi” wrócili z Rio z medalem.

Reprezentację Serbii. Historyczny – pierwszy – medal olimpijski dla swojego kraju w Rio wywalczyła żeńska reprezentacja Serbii. Podopieczne trenera Zorana Terzica od lat zaliczane są do światowej czołówki – zdobywały medale mistrzostw świata i Europy, jednak występy na igrzyskach dotychczas im nie wychodziły. W fazie grupowej Serbki nie zachwycały – przegrały z drużynami z USA i Holandii, a pokonały późniejsze mistrzynie olimpijskie z Chin. W fazie pucharowej zobaczyliśmy jednak odmieniony serbski zespół. W ćwierćfinale Serbia zmiotła z parkietu Rosjanki, które nie miały w meczu nic do powiedzenia – w jednym z setów ugrały ledwie 9 punktów. W dramatycznym półfinale w pięciu setach rozprawiły się z faworyzowanymi Amerykankami. Przegrały dopiero w finale, w którym uległy Chinkom.

Zapłakane Brazylijki i bezradnych Francuzów. Największymi przegranymi igrzysk w Rio są: żeńska reprezentacja Brazylii i męska kadra Francji. Brazylijki, które jak burza przeszły przez fazę grupową, nie tracąc w niej ani jednego seta, poczuły się zbyt pewnie. Ekipa Canarinhos miała przed własną publicznością zdobyć trzecie złoto IO z rzędu, tymczasem odpadła w ćwierćfinale z Chinkami i została bez medalu. Francuzi, przez niektórych uważani za jednego z kandydatów do medali, z turniejem pożegnali się jeszcze szybciej – nie zdołali wyjść z grupy.

„Czarne konie” i kombinujących Włochów. O ile w fazie pucharowej męskiego turnieju siatkarskiego nie było większych zaskoczeń, o tyle w fazie grupowej niespodzianka goniła niespodziankę. Już pierwsza kolejka spotkań była sensacyjna: w grupie A Kanadyjczycy w trzech setach ograli drużynę z USA, a w grupie B Argentyna w takim samym stosunku rozprawiła się z Iranem. Obie drużyny można uznać za „czarne konie” turnieju w Rio. Siatkarze z kraju Klonowego Liścia awansowali do ćwierćfinałów kosztem Francji, a Argentyna wygrała swoją grupę. Olimpijska przygoda tych ekip zakończyła się jednak w ćwierćfinałach.

Fazę grupową zapamiętamy także dzięki Włochom. Siatkarze z Italii od początku prezentowali znakomitą dyspozycję, wygrywali wszystko jak leci, pokonując bez straty punktu Francję, USA i Brazylię. Taka sytuacja sprawiła, że przed ostatnią kolejką spotkań byli pewni pierwszego miejsca w grupie. Wtedy to postanowili zagrać „po włosku” – na mecz z Kanadą wyszli głębokimi rezerwami, na środku zagrał nominalny przyjmujący Oleg Antonow. Podopieczni trenera Blenginiego podłożyli się rywalowi, wpuszczając do ćwierćfinału Kanadę i jednocześnie eliminując z turnieju przegranego z meczu Brazylia – Francja. Można mówić, że takie zachowanie jest niesportowe, ale prawda jest taka, że w analogicznej sytuacji niemal każdy zespół zrobiłby dokładnie to samo. Podobną szopkę odstawili Brazylijczycy na MŚ 2010, kombinowali także Polacy na ME 2011. We wszystkich wspomnianych przypadkach „kombinowanie” dało efekt medalowy.

Co zapamiętamy?

Rekord olimpijski w najmniejszej liczbie zdobytych punktów w secie. Dwukrotnie w turnieju olimpijskim oglądaliśmy niechlubny rekord w najmniejszej liczbie zdobytych punktów w secie. Najpierw pobili go Rosjanie w grupowym meczu z Egiptem, jedną z partii wygrywając 25:9. Później ów wyczyn powtórzyli Amerykanie w półfinałowym pojedynku z Włochami.

36 punktów Bartosza Kurka w meczu z Rosją. Blisko pobicia innego olimpijskiego rekordu był w Rio Bartosz Kurek. Nasz atakujący fantastycznie zagrał w grupowym meczu z Rosją. Zdobył w tym spotkaniu 31 pkt. w ataku, 3 pkt. w bloku i 2 pkt. z zagrywki. Z dorobkiem 36 oczek zajmuje drugie miejsce w historii – więcej punktów w meczu IO zdobył jedynie Gyorgy Grozer. Cztery lata temu w Londynie niemiecki bombardier w pięciosetowym pojedynku z Serbią punktował 39 razy.

Niesamowite zagrywki Iwana Zajcewa. W kategorii „najbardziej niespodziewany zwrot akcji” nagrodę można by przyznać Iwanowi Zajcewowi. Włoski atakujący swoimi niesamowitymi serwisami odmienił losy półfinałowego pojedynku z drużyną USA. Kiedy Amerykanie byli o krok od wejścia do finału – prowadzili 2:1 w setach i 22:19 w czwartej partii – w polu zagrywki stanął Zajcew i… nie zszedł z niego do końca seta. Siatkarze z Italii zdobyli sześć punktów z rzędu, a Zajcew zakończył partię trzema asami serwisowymi. W całym olimpijskim turnieju był najlepiej zagrywającym zawodnikiem i może żałować, że od pewnego czasu nie przyznaje się indywidualnej nagrody w tej kategorii.

Ćwierćfinałową klątwę. Polacy jechali do Rio z myślą, by po dwunastu latach złamać ćwierćfinałową „klątwę”. W Atenach  w ¼ turnieju przegraliśmy z Brazylią, w Pekinie z Włochami, w Londynie z Rosją. Tym razem na drodze Biało-Czerwonych stanęli Amerykanie i niestety znów nie udało przebić się do strefy medalowej. Siatkarze z USA zagrali lepiej i bardziej konsekwentnie, zdominowali nas na siatce i uniknęli przestojów w grze. Polacy nie zdołali utrzymać przewagi, którą wypracowali sobie w drugim secie i ostatecznie ulegli rywalom w trzech partiach. Marzenia o olimpijskim medalu trzeba odłożyć o kolejne cztery lata.

Koszulkę Stephane’a Antigi. Nietypowa koszulka z Orzełkiem polskiego selekcjonera wywołała w mediach większe zainteresowanie niż wyniki meczów Biało-Czerwonych. Kibice z całego kraju pytali, gdzie takową można kupić, a producent zapewniał, że odpowiedni model jest dostępny w sprzedaży. Nie mamy wątpliwości, że gdyby za występem w Rio poszedł także wynik sportowy, obecnie pół Polski chodziło by w podobnych koszulkach. A tak… chwilowa moda na t-shirt z Orzełkiem pewnie szybko przeminie.

Koszulka to jedno, przyszłość trenera Antigi to drugie. Kibice dobrze znający siatkarskie realia mają zapewne wyrobione zdanie na temat pozostania francuskiego trenera na stanowisku. Nawet my w redakcji mamy różne opinie. Wszystko więc zweryfikuje czas i decyzja władz Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Brak przerw technicznych. Pomysł wprowadzony właściwie tylko po to, by skrócić czas trwania meczu, może na stałe zagościć w świecie siatkówki, co byłoby bardzo dobrym posunięciem – gra byłaby płynniejsza, mecze krótsze, a trenerzy i tak mieliby dwie możliwości wzięcia czasu na żądanie w każdym secie. Ta reforma nie mająca bezpośredniego wpływu na siatkarzy może okazać się bardzo pożyteczną innowacją.

WYNIKI