Adeus, Rio (31) – Siatkówka plażowa

Niedawno poznaliśmy nowych mistrzów olimpijskich. Niby zaskoczeń przy medalach brak, ale jednak turniej nie był do końca przewidywalny. Co zatem zapamiętamy najbardziej z turnieju na Copacabanie?

Od zakończenia turnieju olimpijskiego w Rio de Janeiro minęło już kilkanaście dni. To jednak odpowiedni czas, aby na chłodno ocenić sportowe wyniki tych zawodów. Czy możemy mówić o sensacjach lub niespodziankach? Kto zaskoczył na plus, a kto zagrał poniżej oczekiwań? Czy wygrali faworyci?

Na pewno musimy przyznać, że obiekt na Copacabanie robił fenomenalne wrażenie. Z drugiej strony, czy rozgrywanie meczów o północy czasu miejscowego miało sens? Zapewne marketingowy, bo w telewizji w innych częściach świata było to o w miarę normalnej porze.

W żeńskim turnieju na najsłynniejszej plaży świata mieliśmy jedną naszą parę. Kinga Kołosińska i Monika Brzostek to debiutantki na tego typu imprezie. Polki wygrały dwa mecze w grupie i zajęły drugie miejsce, co możemy niewątpliwie uznać za małą, miłą niespodziankę. Nasze dziewczyny poradziły sobie z presją, zagrały na dobrym poziomie i były bliskie awansu do czołowej ósemki. Niestety turniej zakończyły na 1/8, co i tak jak na debiutantki, w dodatku po kontuzji, możemy ocenić jako pozytywny występ i miłą niespodziankę.

Wśród kobiet na pewno możemy mówić o porażce Brazylijek, choć przecież Agatha i Barbara wywalczyły srebrne medale, eliminując tym samym z finału Kerri Walsh Jennings i April Ross. To nie zmienia jednak faktu, że obie pary gospodyń, bo w meczu o brąz grały przecież Larissa i Talita, okazały się przegrane. A najbardziej właśnie wspomniane Larissa i Talita, które były notowane najwyżej, a zakończyły turniej na własnej ziemi bez medalu.

Z brązowego medalu cieszyły się Amerykanki, ale na pewno Kerri Walsh liczyła na więcej. Przecież to trzykrotna mistrzyni olimpijska i na Copacabanie miała potwierdzić swoją dominację. To się jednak nie udało.

Najlepsze w Brazylii okazały się Laura Ludwig i Kira Walkenhorst. Niemki w strefie medalowej dwukrotnie pokonały gospodynie. Co ciekawe, do tegorocznych igrzysk żaden żeński zespół z Europy nie wywalczył medalu. Przed kilkunastoma dniami dokonały tego Niemki, które od razu wywalczyły te najcenniejsze krążki. Do tego para Ludwig/Walkenhorst przez cały turniej straciła zaledwie seta, co na pewno jest warte odnotowania.

Wśród panów możemy wyróżnić więcej niespodzianek, a nawet i sensacji. Bo w niektórych przypadkach trzeba się posłużyć właśnie takim określeniem. Do sensacji zaliczyć możemy chociażby totalną porażkę pary Jacob Gibb i Casey Patterson, którzy nawet nie wyszli z grupy. Amerykanie zajęli ostatnie miejsce, czego nikt nie mógł założyć przed startem rozgrywek.

W takiej samej sytuacji znaleźli się Łotysze – Aleksandrs Samoilovs i Janis Smedins, którzy upatrywani byli w roli faworytów, którzy powinni wywalczyć jeden z medali i na pewno ich czwarte miejsce w grupie możemy uznać jaką sporą niespodziankę.

My na pewno więcej spodziewaliśmy się po polskich parach, tym bardziej, że w męskim turnieju uczestniczyły dwa biało-czerwone zespoły. Obie ekipy zajęły trzecie miejsca w swoich grupach i trafiły do barażu. I też obie na tej rundzie zakończyły swoją przygodę, nie awansując do najlepszej 16. Liczyliśmy, że chociaż jedna para awansuje dalej, ale niestety spotkaliśmy się z niemiłą niespodzianką.

Jeżeli chodzi o Amerykanów, to wspominaliśmy, że z grupy nie wyszła para Gibb/Patterson. Na pewno na lepszy wynik liczyli także Phil Dalhausser i Nick Lucena. Oni jednak na swojej drodze napotkali na Alisona i Bruno, a Canarinhos okazali się zaporą nie do przejścia. Wcześniejsze odpadnięcie z turnieju doświadczonych „Jankesów” było jednak konsekwencją ich słabszej postawy w grupie i układem drabinki.

A największe sensacje na Copacabanie? Niewątpliwie Kubańczycy – Nivaldo Diaz Gomez i Sergio Gonzalez Bayard. Ta para przebojem wdarła się do najlepszej ósemki turnieju. Wcześniej z kompletem punktów wygrali grupę, z której pewnie mało kto dawał im awans do kolejnej rundy. A w 1/8 odprawili z kwitkiem Alexandra Horsta i Clemensa Dopplera. Kubańczycy zatrzymani zostali dopiero w ćwierćfinale, gdzie lepsi po tie-breaku okazali się Krasilnikov/Semenov.

Jest jeszcze jedna para, która osiągnęła bardzo wiele, choć mało na to wskazywało. Włosi Nicolai/Lupo wyszli z grupy z trzeciego miejsca. W barażu pokonali Bartka i Piotrka i awansowali dalej. Tam trafili do łatwiejszej części drabinki, ale przecież szczęściu i tak trzeba pomóc. Włosi pokazali się z dobrej strony, złapali formę w odpowiednim momencie i zdołali awansować aż do finału. Tam ulegli Alisonowi i Bruno, ale to nie zmienia faktu, że był to niespodziewany finalista i medalista igrzysk olimpijskich.