Adeus, Rio (33) – Skoki do wody

Wiele osób przed igrzyskami uważało, że w Rio w skokach do wody nie wydarzy się nic ciekawego, a wszystkie złote medale trafią do faworytów, którzy są poza zasięgiem rywali, słowem nudy. Dziś wiemy, że było zupełnie inaczej. Działo się i to niemało! 

Plan prawie doskonały

Nie od dziś wiadomo, że skoki do wody to dyscyplina niemal całkowicie zdominowana przez reprezentantów Chin. Zawodnicy z Państwa Środka od lat „zgarniają” wszystkie najważniejsze tytułu na głównych imprezach. Nikogo nie dziwiło zatem, że tuż przed igrzyskami byli stawiani w roli największych faworytów. Skaczący w innej lidze Chińczycy mieli bardzo prosty plan – przywieźć z Rio osiem historycznych złotych medali. Dlaczego historycznych? Choć od lat wygrywają wszystko, to nigdy nie udało im się zdobyć kompletu złotych medali na igrzyskach. Co ciekawe, zazwyczaj tracą złoto w najmniej spodziewanych konkurencjach. W Rio było bardzo podobnie.
Trzy konkursy synchroniczne i trzy mistrzowskie tytuły. Wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. A jednak nie. „Pechowy” okazał się tym razem konkurs skoków synchronicznych mężczyzn z trampoliny 3-metrowej. Zgodnie z „tradycją” ten, w którym Chińczycy mieli być poza zasięgiem rywali. Bo kto może być większym gwarantem sukcesu niż dwukrotny mistrz olimpijski w tej konkurencji – Qin Kai? Jednak Chińczycy szybko pogubili się, zawiedli już w trzecim skoku, po który musieli odrabiać starty i kiedy byli blisko sukcesu zanotowali kolejną słabą próbę i  pożegnali się nie tylko ze złotem, ale także ze srebrem, bowiem zmagania zakończyli na sensacyjnym trzecim miejscu. Po konkursie w Rio dużo mówiło się o tym jakie poruszenie w sztabie szkoleniowym Państwa Środka wywołał słabszy start Qin Kaia i Cao Yuana. Dla Chińczyków była to niewyobrażalna porażka. Po niespodziewane złoto sięgnęli reprezentanci Wielkiej Brytanii. Jack Laugher i Chris Mears zdobyli tym samym pierwszy w historii dla swojego kraju medal olimpijski w tej konkurencji. Srebro wywalczyli Amerykanie – Sam Dorman i Mike Hixon.

Brakowało tylko Waltera Hofera

Choć we wszystkich pozostałych konkursach triumfowali reprezentanci Chin, to nie brakowało sensacji i niespodzianek. Do kłopotów z przeprowadzeniem zawodów przez zbyt silny wiatr przywykli kibice skoków narciarskich, ale dla fanów skoków do wody, to co działo się podczas eliminacji mężczyzn w skokach z trampoliny 3-metrowej było sporym zaskoczeniem. Chwilę przed rozpoczęciem drugiej serii skoków w Maria Lenk Aquatics Centre zerwał się porywisty wiatr, który niemal przewracał zawodników stojących na trampolinie. Niestety, na nic zdały się protesty skoczków i trenerów, jury uparcie twierdziło, że rywalizację można kontynuować. To właśnie w warunkach pogodowych wiele osób upatrywało przyczyn kolejnej chińskiej sensacji. He Chao, aktualny mistrz świata, jechał do Rio jako jeden z największych faworytów do złota. W eliminacjach zawiódł kompletnie, zajął… 21. miejsce i pożegnał się z walką o medale. Na szczęście dla Chińczyków świetnie spisał się jego rodak – Cao Yuan, który nie tylko pewnie wygrał kwalifikacje, ale także w finale nie dał szans rywalom.

Najmłodsza mistrzyni olimpijska z Rio

Rywalizacja w skokach do wody podczas igrzysk przejdzie do historii przede wszystkim jako ta, która wyłoniła najmłodszą mistrzynię olimpijską z Rio. Zaledwie 15-letnia Ren Qian pokazała, że sport nie zna słowa „granice”. Już przed zawodami dużo mówiło się o dwóch Chinkach okrzykniętych mianem „cudownych dzieci” skoków do wody. Ren Qian i Si Yajie, to dwie nastolatki, które zdominowały rywalizację w skokach kobiet z wieży 10-metrowej. Po rewelacyjnych występach w eliminacjach oczywistym stało się, że bój o olimpijskie złoto stoczą dwie młodziutkie rodaczki. W finale ostatecznie lepsza okazała się Ren Qian. 15-latka skakała fenomenalnie i pewnie pokonała dwa lata starszą koleżankę. Tym samym Ren została nie tylko najmłodszą mistrzynią igrzysk w Rio, ale także najmłodszą medalistką.

Elektryzująca rywalizacja, której nie było

Konkurs skoków mężczyzn z wieży z 10 m miał być jednym z najciekawszych. Do walki o złoto mieli stanąć, broniący tytułu z Londynu, David Boudia i wicemistrz olimpijski czterech lat Qiu Bo. Każdy z panów miał jasny cel: Brytyjczyk Boudia miał pokazać, że złoto z Londynu to nie tylko zasługa wsparcia kibiców, z kolei Qiu chciał rewanżu za rywalizację w Wielkiej Brytanii, gdzie przegrał olimpijskie złoto o niecałe 2 pkt. Mieli do końca walczyć o złoto, a w rzeczywistości w ogóle nie liczyli się w rywalizacji o mistrzowski tytuł. Zgodnie z zasadą „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta” po złoto sięgnął Chen Aisen. I to w jakim stylu! Chińczyk nie pozostawił rywalom złudzeń, prowadził od początku do końca i wygrał z przewagą prawie 50 pkt. Boudia „wyszarpał” brązowy krążek, a co się stało z Qiu Bo, który jeszcze w eliminacjach i półfinale prezentował świetną formę? Tego nie wie nikt. Chińczyk w finale zupełnie sobie nie radził i zajął 6. miejsce.