Echa afery dopingowej: Ile wart jest wieniec laurowy?

Pierre de Coubertin przewraca się w grobie. W sporcie olimpijskim nikt już nie chce tylko brać udziału. Każdy nastawiony jest na zwycięstwa, medale, wieniec laurowy i wieczną chwałę. Tego oczekują trenerzy, związki sportowe i kibice. A podczas walki o wszystko, wszystko jest dozwolone – no chyba, że jest się Rosjaninem.

Gdy byłem dzieckiem wydawało mi się, że nie ma większych wartości od tych olimpijskich, które wówczas wydawały mi się święte. Dziś ze wstydem patrzę się na to, co dzieje się w szeroko pojętym sporcie. Nie chodzi tu tylko o aferę dopingową, ale również o jej skutki i nierówne traktowanie zawodników.

Od kilku miesięcy ze wszystkich stron dociera do mnie, że przez cały czas oglądałem szopkę, a żadnego medalu zdobytego czy to w Pekinie czy w Londynie (a nawet – o zgrozo – w świątyni olimpizmu – w Atenach) nie możemy być pewni. Pierwszy poważny cios dla sportu zadała afera z udziałem rosyjskich lekkoatletów. Później okazało się również, że podczas IO w Soczi brali… niemal wszyscy reprezentanci gospodarzy. Rosyjski doping z hukiem uderzył w MKOl i jego przewodniczącego – Thomasa Bacha, który musiał podejmować szybkie decyzje. Wybrał tą drogę, której wszyscy, wydawałoby się, chcieli – wykluczył z udziału na igrzyskach w Rio rosyjskich lekkoatletów, a co do reszty Rosja postawił ultimatum – jeśli choć raz był w przeszłości przyłapany na dopingu, nie miał prawa startu.

Pamiętacie? Cały świat bił wtedy Niemcowi brawa za tę decyzję. Ba! Niektórzy zaznaczali, że prezes MKOl „nie miał jaj”, żeby ogółem wykluczyć Rosję z igrzysk. Rzeczywiście, nie miał jaj. Ale do czegoś zupełnie innego. Do czegoś, co z trudem przechodzi nam przez głowę – do sprawiedliwości.

Nie uważam, że Rosjanie zostali wykluczeni niesłusznie. Tego na pewno nigdy nie napiszę. Ale spójrzmy na resztę świata. Czy jesteśmy na tyle czyści, aby pierwsi rzucać kamieniem? Jest przecież bardzo wiele przesłanek, świadczących o tym, że podobny proceder co w Soczi, miał miejsce również w Pekinie, a Chińczycy klasyfikację medalową wygrali wówczas na „podwójnym gazie”. Amerykanie? Również brali. W domniemaniu – wszędzie. Czy ktoś jeszcze wierzy w to, że całkowitym przypadkiem sprzątaczka strąciła WSZYSTKIE amerykańskie próbki z ostatnich 26 lat?

Tak więc, jeśli chcielibyśmy być sprawiedliwi, wyrzucone musiałyby zostać minimum trzy wielkie mocarstwa. Ale i z tym się nie zgadzam. Jest mnóstwo sportowców, którzy zostaliby wówczas (i w przypadku Rosjan zostali, na IO 2016) osądzeni niesprawiedliwie, ponieśli odpowiedzialność za kogoś. W tym przypadku najlepsze wydaje się prawo – raz zostałeś przyłapany na dopingu, nie jedziesz na igrzyska. Sprawiedliwe? Bardzo. Ale wtedy dopiero zobaczylibyśmy jak bardzo świat pozbawiony jest herosów. Lekkoatletyka bez połowy zawodników, podnoszenie ciężarów chyba trzeba by znieść z programu IO z powodu braku chętnych, a na trasach kolarskich Rafał Majka ścigałby się sam ze sobą. Wymieniać dalej? Andre Agassi, Maria Szarapowa czy Martina Hingis nigdy nie wyszliby na kort, Bolt (jako jedyny z czołowej 15 świata nigdy nie przyłapany na dopingu) biegałby po sekundę szybciej od reszty stawki, biegi narciarskie bez Norweżek czy… Polek (tak, tak – mało kto pamięta, ale również Justyna Kowalczyk i Kornelia Marek były zawieszane za doping). Straszne – a wymieniać można jeszcze dalej.

Codziennie na światło dzienne wychodzą nowe afery z udziałem zawodników, których w życiu byśmy o doping nie podejrzewali. Co chwila coś się zmienia. Być może będzie tak (to jest bardzo prawdopodobne), że medal za ponoszenie ciężarów z Londynu trafi do zawodnika, który ukończył „normalną” rywalizację poniżej 10. miejsca. To dobitnie pokazuje skalę problemu.

Jak sobie z nim poradzić? Na to recepty nie znalazł jeszcze nikt. Ja apeluję tylko, żeby radzić sprawiedliwie. Wykluczanie po kolei każdej nacji, która w sposób nagminny miesza się w doping doprowadzi do tego, że za moment nie będzie miał kto startować. I choć wielu z nas szczerze chciałoby się pozbyć Rosjan ze sportu, trzeba otwarcie powiedzieć, że odpowiedzialność zbiorowa jest absolutnie niesprawiedliwa. Nie rozumiem systemu, w którym oszukują hokeiści, przez co każe się badmintonistów – chore!

Chciałbym wrócić do dzieciństwa i jeszcze raz uwierzyć w czystość sportu. Bez korupcji i bez dopingu. Chciałbym wierzyć choćby w dzisiejszych herosów – w Anitę Włodarczyk, Usaina Bolta czy Michaela Phelpsa. Oby im nigdy nie przydarzyła się „wpadka”. Bo przecież nie każdy sportowiec jest brudny i zły. Może jeszcze uda się cofnąć tą spiralę zakłamania i dożyjemy czasów, z których sam de Coubertin byłby dumny. Oby…