Maciej Staręga: „Mam nadzieję, że nasza praca da dobry efekt”

Kadra Narodowa MIX w biegach narciarskich ma za sobą długie i owocne zgrupowanie w austriackim Ramsau, a kolejnym celem jest Bruksvallarna. W Szwecji odbędą się też pierwsze starty kontrolne (18-20 listopada), w których udział wezmą: Maciej Staręga, Jan Antolec, Paweł Klisz, Dominik Bury, Martyna Galewicz i Urszula Łętocha. Już tydzień później zainaugurowany zostanie kolejny sezon Pucharu Świata. Na starcie w fińskiej Ruce (Kuusamo) pojawi się też Justyna Kowalczyk. O podsumowanie ostatniego zgrupowania i zdradzenie dalszych planów poprosiliśmy naszego najlepszego sprintera – Macieja Staręgę.

fot. Anna Karczewska/PZN

fot. Anna Karczewska/PZN

Niedawno wróciłeś ze zgrupowania w Ramsau, jak je oceniasz?
– Byliśmy przez trzy tygodnie w Ramsau na lodowcu. To było zgrupowanie wysokościowe, które miało na celu budowanie wydolności, parametrów krwi. To był w zasadzie taki ostatni szlif przed sezonem. Za nami długi obóz, dużo pracy, nawet bardzo dużo. Jak robiłem podsumowania, to ciekawie to wszystko powychodziło i mam nadzieję, że nasza praca da dobry efekt.

Jakie warunki towarzyszyły wam w Ramsau?
– W tym roku było super, bo gdy przyjechaliśmy, to już był świeży śnieg na lodowcu i jeszcze w trakcie zgrupowania cały czas dosypywało na górze, więc dla nas świetnie. Mogliśmy rozjeździć nowe narty i wytestować sprzęt. Na szczęście śnieg padał na górze, na lodowcu, a na dole nie i dzięki temu nic nie przeszkadzało w treningu. Można było spokojnie ćwiczyć crossy, imitacje, czy jeździć na rolkach. Mieliśmy też trochę dni słońca, choć w porównaniu z ubiegłym rokiem, gdy byliśmy na obozie we Włoszech, to w Ramsau raz na trzy dni jest słonecznie, a we Włoszech tylko raz na cztery dni pogoda się psuje. Ale to w żaden sposób nam nie przeszkadzało.

Podczas zgrupowania spotkaliście też innych kadrowiczów?
– Kombinatorzy norwescy byli z nami przez część zgrupowania, a potem w Ramsau trenowała też Justyna Kowalczyk. Nie mieliśmy wspólnych treningów z kombinatorami, ale fajnie, że byliśmy z nimi na obozie, bo mogliśmy się zintegrować. Praktycznie cały sezon przygotowawczy się mijamy, a dopiero potem spotykamy się na niektórych Pucharach Świata. Myślę, że mamy bardzo fajny kontakt z naszymi kombinatorami, fajne z nich chłopaki. Z Justyną bezpośrednio wspólnego treningu nie było, nie realizowaliśmy takich samych planów, ale jej serwis trochę nam pomagał smarować narty na lodowcu. Udało nam się też porozmawiać, gdy znalazła się na to chwila.

Jakie są dalsze plany?
– Wyjeżdżamy teraz do Bruksvallarny w Szwecji i będziemy tam przez dwa tygodnie. Gdy dostałem ostatnio zdjęcia od właściciela hotelu, to widziałem, że panuje tam piękna zima. Trasy są przygotowane, więc się cieszę, bo to już będzie dużo jazdy na nartach. Początki to zawsze taka ekscytacja przed pierwszym startem, pojawia się adrenalina. Lubię Bruksvallarnę, bo to nie jest miejsce za kołem podbiegunowym, więc dzień jest dłuższy, warunki mieszkaniowe też są fajne, a właściciel hotelu to bardzo dobry człowiek, który pomaga nam we wszystkim. Choć nie narzekałbym też na Gaellivare, byliśmy tam w ubiegłym roku z trenerem Petraskiem i również było ok.

Masz wrażenie, że to sezon przygotowawczy minął szybko?
– Faktycznie, szybko zleciało. Chyba każdy sezon przygotowawczy tak wygląda: ledwo się wiosna zacznie, człowiek przejeździ dwa-trzy obozy i już się orientuje, że połowa sezonu letniego za nami, jeszcze dwa obozy i już będą pierwsze starty. Szybko poszło, ale myślę, że dobrze wykorzystaliśmy ten czas. W tym roku wszystko było fajnie zorganizowane i mam nadzieję, że da to dobry efekt.

Jakie masz plany startowe na początek sezonu?
– To na pewno pierwsze Puchary Świata, podczas których odbędą się sprinty: Kuusamo, Lillehammer i Davos. Kuusamo mam do przełamania, jeszcze tam nie wszedłem do trzydziestki, a kiedyś musi nastąpić ten pierwszy raz. Lillehammer i Davos to trasy, które mi odpowiadają. Potem będzie Puchar Świata w La Clusaz, na który nie jedziemy. Jest tam bieg długi i sztafeta, ale stwierdziliśmy, że lepiej nam będzie zostać w Szwajcarii i pojechać na zawody FIS. Jeszcze zdążymy pobiec w sztafecie tej zimy. Myślę, że w tym roku mamy fajną grupę, która dobrze pracowała i potencjał nadal jest. Jeśli chodzi o starty podczas danego weekendu Pucharu Świata, to będzie różnie. Zawody w Lillehammer to turniej, więc pewnie pobiegnę wszystko, a w Kuusamo pewnie pojawię się tylko w sprincie, a na dystans szansę dostaną chłopaki. Musimy się dzielić, bo mamy tylko dwa miejsca w Pucharze Świata.

Czego ci życzyć w nadchodzącym sezonie?
– Myślę, że swój poziom sportowy mam wypracowany, więc najbardziej przyda mi się szczęście. W wielu przypadkach w poprzednim sezonie mi tego brakowało, a w sprincie to się bardzo przydaje. W tamtym roku dopiero w Kanadzie szczęście się do mnie uśmiechnęło i to chyba od razu z nawiązką za wszystkie poprzednie starty.

Autor komunikatu: Alicja Kosman / PZN