Najgorszy turniej w karierze – rozmowa z Bartoszem Łosiakiem i Piotrem Kantorem

Choć sezon siatkówki plażowej już za nami, a od igrzysk olimpijskich w Rio minęło sporo czasu, to mamy dla naszych czytelników wywiad, który nagraliśmy jeszcze w trakcie trwania rozgrywek.

Dawid Lis: Igrzyska w Rio to był Wasz debiut. Kiedy to wszystko do Was dotarło?
Bartosz Łosiak: Dotarło do nas wtedy, gdy została zamknięta lista. Wtedy byliśmy już pewni awansu. Jeżeli chodzi o samo granie i przebywanie w Rio, to nie mam dobrych wspomnień z tego turnieju. To był chyba najgorszy turniej w karierze jaki grałem. Nie przypominam sobie, żebym tak bardzo słabo grał. Jeżeli chodzi o bagaż doświadczeń, to na pewno duża stamtąd wyciągnę, dużo się nauczyłem. To na pewno nam pomoże w kolejnych igrzyskach, bo wierzę, że tam zagramy.

D.L.: A jakie wrażenia z Rio i wioski olimpijskiej przywozicie?
Piotr Kantor: Prawdę mówiąc przed igrzyskami, nigdy tam nie będąc, inaczej sobie wyobrażałem wioskę olimpijską i całą otoczkę. Zaskoczyło mnie to troszeczkę na minus. Wyobrażałem to sobie troszkę lepiej. Jednak mam też miła wspomnienia. Zebrałem cenne spostrzeżenia z przebywania z tymi ludźmi. To na pewno będzie procentowało w dalszym treningu, w samozaparciu.

D.L.: W mediach społecznościowych można było spotkać zdjęcia z gwiazdami z innych dyscyplin. Jak wyglądało Wasze podejście do tego?
B.Ł.: Skupialiśmy się na sobie, na grze. Zdarzało się, że gwiazdy przechodziły obok. Na pewno poznaliśmy dużo zawodników z Polski, czy siatkarzy, czy piłkarzy ręcznych, czy też lekkoatletów. To na pewno bardzo fajne przeżycie, że można poznać tych ludzi. Fajnie z nimi porozmawiać, bo tak to tylko możemy ich oglądać w telewizji. To na pewno bardzo miłe. Zagranicznych sportowców widzieliśmy, ale nie robiliśmy sobie żadnych zdjęć, bo nam nie było to potrzebne. Chcieliśmy się skupiać grze.

D.L.: A mieliście okazję uczestniczyć w innych meczach Polaków?
P.K.: Osobiście nie byłem na żadnym meczu. Jak oglądałem jakiś mecz, to siadałem w holu w naszym polskim budynku i oglądałem w telewizji. Tam kibicowałem z innymi kadrowiczami, bo zazwyczaj tam było kilka osób z różnych dyscyplin i wspólnie oglądaliśmy i kibicowaliśmy.

D.L.: Główna arena Waszych zmagań prezentowała się imponująco w telewizji.
B.Ł.: Na żywo to na pewno jeszcze lepiej wyglądało. Było parę niedociągnięć jeżeli chodzi o wioskę, pokoje czy posiłki, ale za to stadion i organizacja była świetna. Pierwszy raz na żywo widziałem taki ogromny stadion. To na pewno fajne przeżycie.

D.L.: W tym sezonie mieliście trochę przerw z powodu kontuzji. Czy to miało wpływ na grę w Rio?
P.K.: Ciężko powiedzieć, czy to miało jakiś wpływ. Na pewno na zgranie, jeżeli się miesiąc nie trenuje wspólnie, a później jedzie się na jakąś imprezę, to trzeba około tygodnia, aby to wszystko wróciło i zaczęło funkcjonować. My tego czasu nie mieliśmy. Ale czy to miało jakiś wpływ? Ciężko powiedzieć. Na pewno, gdyby nie było tej przerwy, to pewniej byśmy się czuli, byłoby lepiej. A tak to była jedna wielka niewiadoma.

D.L.: Fazę grupową zakończyliśmy z jednym zwycięstwem. Zakładam, że liczyliście na więcej.
B.Ł.: Pomimo tego zwycięstwa w pierwszym meczu, to ta gra też nie była rewelacyjna. Pierwszy set zagraliśmy bardzo fajnie, ale w tym drugim było już dużo własnych, niepotrzebnych błędów. Ale wygraliśmy set i mecz i zbytnio się nie przejmowaliśmy tą grą. Jak się wygrywa i gra nawet słabo, to chwała nam za to. Dwa kolejne mecze przegrane, szczególnie z Rosjanami dostaliśmy szybką lekcję. Nie spodziewaliśmy się tego, nie wiem co się wydarzyło. Ten mecz był tak słaby. Tydzień przed Rio grałem z Michałem Brylem i gładko z nimi wygraliśmy 2:0. A na igrzyskach nie mogłem sobie poradzić z każdym elementem, czy przyjęciem czy skończeniem piłki. Ostatni mecz z Holendrami wyglądał dużo lepiej, ale przegraliśmy w końcówkach dwa razy do 19 i mecze grupowe się dla nas zakończyły i musieliśmy grać w barażu.

D.L.: Te baraże o późnych godzinach w Rio, a do tego losowanie przeciwka chwilę przed meczem. To miało jakiś wpływ na przebieg spotkania?
B.Ł.: Byliśmy na to przygotowani. Wcześniej rozegraliśmy mecz i spokojnie czekaliśmy. Jedyny minus to fakt, że w Rio była godzina 23. Ale każdy miał takie same warunki. Jeżeli chodzi o sam mecz, to w pierwszym secie nie mieliśmy nic do powiedzenia. Drugi poszedł dla nas. Wydawało się, że złapaliśmy rytm i dociągniemy mecz do końca i wygramy. Było 4:1, proste błędy i zrobił się remis. Pod koniec rywale nam uciekli na 13:10, zdołaliśmy wyrównać. Przeciwnicy zdobyli punkt z przyjęcia i zostałem zablokowany. Końcówka była niepewna dla nas. Dla mnie ten turniej był bardzo słaby, byłem wściekły na siebie. Byłem rozżalony. Dawno tak słabo nie grałem. W Klagenfurcie dobrze się czułem i to był prognostyk. Gdybym znał teraz odpowiedź co zawiniło, to chętnie bym to powiedział. Na pewno nie czułem presji czy stresu. To jest nasza praca. Nie graliśmy pierwszy raz pod stresem, bo zdobyliśmy cztery medale w tym roku. Może ta cała otoczka, to przebywanie na igrzyskach… Czułem się inaczej niż na innych turniejach. To powietrze w Brazylii było bardzo dziwne. Nie mam usprawiedliwienia, przyjmuję te porażki na klatę. Mam nadzieję, że wyciągnę wnioski na przyszłych turniejach i na kolejnych igrzyskach będzie lepiej.

D.L.: Przed igrzyskami rozmawialiśmy o graniu co dwa dni. Z tym sobie poradziliście?
B.Ł.: Nie było z tym problemu. Nie było też problemów ze snem. Nie było tak, że czekaliśmy i myśleliśmy o meczu i przez to nie mogliśmy zasnąć. Myśleliśmy, że tak może być, że nie będziemy spać po nocach. Jeśli chodzi o te mecze co dwa dni, to przyjęliśmy to spokojnie, dobrze nam się spało. Trenowaliśmy normalnie. Z tym nie było problemu.

D.L.: Zaskoczony jesteś rozstrzygnięciami w turnieju?
B.Ł.: Na pewno zaskoczyli Włosi, z którymi przegraliśmy w barażu. Nie spodziewałem się, że zdobędą medal. Dwa ostatnie lata grali kiepsko, ale dwa wcześniejsze prezentowali się fajnie. Jak zdobywali piąte miejsce w tym sezonie to był sukces. Wygrała para, która powinna wygrać. Wygrywali wszystko, co się dało. Grali u siebie i zasłużenie wygrali.

D.L.: Powtarzałeś kilka razy o kolejnych igrzyskach. To deklaracja na Tokio?
B.Ł.: Nie wierzę, że tak słaby turniej może nam się powtórzyć w Tokio. Wierzę, że te cztery lata na pewno będą lepsze, będziemy starsi i mądrzejsi. Na pewno inaczej do tego podejdziemy. Zbierzemy doświadczenia po drodze. Wierzę, że na pewno się na nich znajdziemy.