Okiem Spikera: Ogarnąć igrzyska

Już blisko końca. Niektórzy moi znajomi mają do mnie pretensje, że namówiłem ich do zaprzyjaźnienia się z olimpiadą.Gubią się w gąszczu różnorodnych wydarzeń.Na co czekać, czym się pasjonować, na co liczyć? Jak zrozumieć i zaakceptować kolejne olimpijskie niespełnienia?

Olimpiada niczym skomplikowany organizm wymyka się ludziom przyzwyczajonym do prostych, jednoznacznych przekazów. Większość emocjonuje się dyscyplinami, które lubi i zna.Jak objąć tę kondensację przeróżnych wcieleń sportowej rywalizacji? Kłopot z ogarnięciem igrzysk prześladuje kibiców, ale przede wszystkim dotyczy najważniejszych mediów. Relacje są zatomizowane – zazwyczaj – wszystko osobno.

Integracja i hierarchizacja faktów dobrze funkcjonuje tylko na poziomie historycznym. Mamy konkretne tryumfy, klęski, mamy medale i swoje miejsce w tabeli. Integracja i hierarchizacja wydarzeń bieżących i nadchodzących to zdecydowanie bardziej wymagające zadanie.

Tak, igrzyska to złożony organizm. Tu aż się prosi o ruchome paski u dołu ekranu. W czasie, gdy Anita Włodarczyk – w telewizyjnej jedynce – walczyła o złoto dwa inne kanały relacjonowały wydarzenia z innych aren. Jeden z moich znajomych miał do mnie pretensje, że nie widział na żywo rekordowego rzutu naszej Mistrzyni. I tak oto dotykamy kolejnej oczywistości – igrzyska to nie muzeum, liczy się uczestnictwo w tym co dzieje się TERAZ. Tymczasem, dla przykładu – zamiast zwycięskiej walki Karola Robaka telewizja prezentowała zmagania zapaśniczek z dalekich krajów.

Chciałbym dożyć olimpiady przy telewizorze lub przy radiu – bez KONIECZNOŚCI zaglądania na skądinąd znakomite (!) portale internetowe. (Gratulacje za „doby brazylijskie” z polskimi godzinami! A nie wszystkie portale…)

Wystarczy już tych technicznych aspektów informacji z Rio. Igrzyska to przede wszystkim EMOCJE. Najprostsze to te związane z najbardziej popularnymi dyscyplinami, w naszym przypadku to męska siatkówka i piłka ręczna. Te dwa skrzydła niosą naszego wspólnego ducha. Chwała siatkarzom za całą fazę grupową! Chwała szczypiornistom za porywającą batalię z Chorwacją!

Emocje potrzebują maestrii dyrygenta kształtującego oczekiwania; budującego nastrój; zaciekawiającego. Denerwują hura-optymiści, ignoranci i przemądrzalcy. To przez nich przygodni kibice wpadają w rozpacz, załamują ręce i odchodzą.

Nie natknęli się na dyrygenta, który uświadomiłby, że olimpiada wymaga cierpliwości i wyrozumiałości. No właśnie – olimpiada to mieszanina uczuć. Z tą niezwykłością regułą, że jedno zwycięstwo zazwyczaj przysłania smutek płynący z wielu porażek.

Po tryumfie wioślarek, po kosmicznym wyczynie Anity Włodarczyk, po cudownym zwycięstwem nad Chorwacją – ileż goryczy po prostu wyparowało. Na igrzyskach – jak w życiu. W pamięci – na lata – zapadają medaliści, ale także reprezentanci, którzy doznali zaskakujących lub niezwykłych niepowodzeń. Paweł Fajdek – kliniczny przypadek olimpijskiego paraliżu. Na dzisiaj – ta przypadłość jest silniejsze od naszego Mistrza.

W naszej pamięci pozostanie też Maria Andrejczyk – z dwoma brakującymi centymetrami i nasi tenisiści stołowi podejmujący heroiczną walkę z Japończykami.

Emocje wszelkich barw… Do końca pozostało kilkadziesiąt godzin. Cieszmy się olimpiadą – tak jak umiemy. Jeszcze wiele się wydarzy.

Wspierajmy naszych! Podziwiajmy najlepszych! Następna spotkanie z letnimi igrzyskami dopiero za cztery lata.