Refleksje po Rio [felieton]

Igrzyska w Rio powoli odchodzą do przeszłości. Nie pozwolimy jednak tak prędko trafić im pomiędzy stare albumy, baśnie i legendy. Teraz dopiero przychodzi czas na najważniejszą część – wyciągnięcie wniosków. Żeby za 4 lata ponowić sukcesy i nie powtórzyć porażek.

50 medali – dużo czy mało?
Medale zdobyte w Rio oczywiście cieszą. 11 na igrzyskach olimpijskich i 39 na paraolimpijskich daje łącznie 50 krążków. To dużo. Konkretnie o 4 więcej, niż było w Londynie. Cierpimy jednak na ciągły niedobór złota. Krążków z najcenniejszego kruszcu zdecydowanie zabrakło. Zaledwie 2 zdobyte na IO, do tego 9 na paraolimpiadzie – łącznie 11. Cztery lata temu, być może w lepiej sprzyjających, europejskich warunkach było ich 16 (2 na IO + 14 na paraolimpiadzie), a w Pekinie za to „tylko” 9, lecz aż 4 na IO.

Tak czy inaczej, trzeba uznać, że 50 medali to dla nas sporo. Porównując się do poprzednich lat – w Londynie łącznie mieliśmy 46 krążków różnego koloru (10 na IO + 36 na paraolimpiadzie), w Pekinie zaś było ich 41 (11 na IO – licząc również medal Marcina Dołęgi + 30 na paraolimpiadzie).

Wszystko idzie więc do przodu. Z każdymi igrzyskami następuje delikatny progres. Ponoć nic więcej nie da się zrobić. Ponoć procesu zmian w sporcie nie da się przyspieszyć. Guzik prawda – da się. Pokazały to w ostatnich latach dwa narody.

Najlepiej widać to u Brytyjczyków. W swojej historii, pomijając rok 1908 (!) sportowcy z Wysp nie liczyli się zupełnie w światowym sporcie. Dopiero na początku XXI wieku Wielka Brytania zanotowała pierwszy skok w rozwoju sportowym i z igrzysk zaczęła przywozić po 20-30 medali, z których około 10 było złotych. Sytuacja diametralnie poprawiła się również, gdy otrzymali prawa do organizacji „swoich” igrzysk. Już w Pekinie, w 2008 roku, pokazali siłę. Wówczas wywalczyli aż 47 medali, z czego 19 złotych! Nie zwolnili tempa. Na własnym terenie, w Londynie po raz pierwszy w historii (pomijając rok 1908) Brytyjczycy zdobyli ponad 20 złotych krążków, konkretnie – 29. Tego wyniku nie przebili w Rio (gdzie zdobyli 27 złotych medali). W Brazylii pobili jednak inny rekord – w ogólnej liczbie zdobytych medali. Zza Oceanu do Wielkiej Brytanii przywieźli ich bowiem aż 67. Tak dobry wynik pozwolił im na zajęcie 2. pozycji w klasyfikacji medalowej (przed Chinami!).

A mowa tylko o igrzyskach olimpijskich. Zupełnie inną kwestią była paraolimpiada. Na tej w tym roku obok Brytyjczyków wyróżnili się również Ukraińcy. Te dwa narody skompletowały tam przeszło sto (!) medali. Łącznie zatem z Rio Wielka Brytania wywiozła zatem ponad 3 razy więcej, a Ukraina ponad dwa razy więcej medali niż Polska. A mówimy przecież o krajach niewiele większych od nas, w których sport funkcjonuje na podobnych zasadach.

Trzeba podpatrzeć zatem to, co dzieje się w sporcie w tych krajach. I być może uda się wyciągnąć logiczne wnioski, które pozwolą na progres nie o 4 medale na 8 lat, ale o 8 medali na 4 lata? Jak pokazali inni – to jest możliwe.

Stawiać na indywidualizm
Myśląc o różnicach między nami a Brytyjczykami to pierwsze, co rzuca się na myśl. Polacy kochają sporty drużynowe i wielbią swoje reprezentacje. Nie trudno znaleźć takich, którzy oddaliby oba złote medale w zamian za jakikolwiek krążek siatkarzy czy piłkarzy ręcznych.

Oczywiście, bardzo fajnie, że rozwijamy się w tym kierunku. W obu sportach należymy do światowej elity. A niebawem może zagościmy w niej także z piłkarzami. Wymagając medali, trzeba jednak pamiętać, że drużyna może wywalczyć tylko jeden krążek. W sportach indywidualnych zdobywanie medali jest jakby łatwiejsze. Wystarczy wspomnieć na to, że do jednego kraju może trafić tam więcej niż jeden medal w danej konkurencji.

Może więc warto byłoby postawić na sporty indywidualne? Zainwestować w naszych sportowców? Poprawić warunki treningu, poprawić również kwestie dotyczące sprzętu? Może trzeba by zrobić jakąś dobrą reklamę naszym sportowcom? Dlaczego każdy zna skład reprezentacji piłki ręcznej czy siatkówki, a wiele osób nie wie kim jest Monika Michalik czy Oktawia Nowacka? A to przecież one, a nie sporty zespołowe zapewniły nam medale.

Zmienić mentalność
Każdy naród myśli inaczej. Nie możemy więc wyznawać żadnego „amerykańskiego stylu myślenia” czy też żadnego innego. Czy ktoś w USA przejmuje się tymi, którzy zajęli 4. miejsca? Którym zabrakło niewiele? Nie wiem. Ale wyobrażam sobie, że nie – przecież mają tam tyle medali, że i to nie sposób ogarnąć.

U nas również bardzo szybko zapominamy o tych, którzy byli blisko. Jeśli nie wyrobią sobie sławy względami pozasportowymi (jak Ewa Swoboda czy Maria Andrejczyk), po kilku miesiącach nikt już o nich nie pamięta. Ba! Mam wrażenie, że bardzo szybko zapominamy również o tych, którzy wygrywali. Zbigniew Bródka dla przykładu. Gdzie się podziały te hale treningowe, ten sprzęt dla panczenistów, którzy wszyscy obiecywali w blasku chwały? Nawet mistrz nie będzie dalej mistrzem bez treningu. Dobrego treningu.

Nie można wymagać czegoś z niczego, nie dając wcześniej nic. W drugą stronę jednak też to działa. Nie można dawać bez wymagania efektów. Ale… najpierw należy dać, później wymagać. Nigdy na odwrót.

Zmienić podejście muszą też nieco zawodnicy. Tu przydałby się rzeczywiście porządny psycholog, o którym już podczas igrzysk wspominało wielu. Mamy kilku młodych sportowców, którym chyba tylko głowa przeszkadza w odnoszeniu sukcesów. Może to się zmieni z czasem, gdy dojrzeją. Zanim to się jednak stanie, rozmowa z psychologiem nie zaszkodzi, a pomóc może.

Jak uniknąć dopingu?
Tyle ode mnie, jeśli chodzi o wnioski dotyczące spraw sportowych. Resztę niech przemyślą i rozstrzygną w związkach. Mam wielką nadzieję, że tak się właśnie stanie. Podczas tegorocznych igrzysk pojawił się, a raczej powrócił ze zdwojoną mocą inny problem – doping. I wszyscy zastanawiają się co z tym fantem zrobić.

Gdy zalęgną się u nas osy, nie wybijamy każdej po kolei – staramy się odnaleźć gniazdo i je zlikwidować. Tak moim zdaniem powinno zrobić się również i w tym przypadku, choć taka „kuracja” mogłaby być przez pewien okres czasu dla sportu bardzo bolesna.

Ze startu na IO masowo eliminowani zostali Rosjanie. Jednych to przerażało, innych cieszyło. Ja dostrzegłem w tym pewną niesprawiedliwość. Bo czemu akurat Rosja, skoro podobne zarzuty mamy w stronę Chin, a ich nikt wykluczać jakoś nie chciał? Ba! Podejrzenia pojawiają się nawet co do Amerykanów. Szczególnie, że przypadkiem (sic!) wszystkie ich próbki z ostatnich 26 lat zostały zniszczone. Przypadek?

A więc co powinniśmy zrobić w tej sytuacji moim zdaniem? A no… wykluczyć WSZYSTKICH sportowców z całego świata, którzy mieli w przeszłości jakąkolwiek karę za doping. Tak, wiem – uderzy to również w Polskę. Trudno – dopingowiczom dziękujemy.

Dosyć radykalny pomysł? Jeśli nie, to jeszcze jedna propozycja – wykluczyć „zanieczyszczone” sporty z programu igrzysk olimpijskich. Przynajmniej do momentu, w którym sprawa dopingu w tych konkurencjach nie ucichnie na dobre. A zatem pozbywamy się kolarstwa i podnoszenia ciężarów. Może również do tego kilku konkurencji lekkoatletycznych (800m kobiet na przykład)? A może w pakiecie dorzucić jeszcze tenis ziemny, którego olimpijską wersję wszelkie gwiazdy zdają się olewać? Co Wy na to?