Short track: Łyżwiarze ruszają po igrzyska… bez wsparcia reprezentacji

Czasem ignorancja jest gorsza od robienia na złość. A to nie od dziś dosyć popularna forma walki o wpływy w mniej popularnych dyscyplinach. Niestety, tam gdzie patrzy stosunkowo niewielu, a zrozumieć to co się dzieje potrafi jeszcze mniej osób, bardzo łatwo jest coś zatuszować. Tak jak PZŁS ukryć próbuje istnienie OTTO Speed Skating Team.

Z reprezentacji Polski w short tracku zniknęli nasi najlepsi łyżwiarze. Wszystko wyglądało tak, jakby dosłownie kadra A wyparowała. Ci, którzy w poprzednich latach przebijali się do światowej czołówki – siostry Maliszewskie, Rafał Anikiej i Bartosz Konopko – nagle znaleźli się poza kadrą. I choć oni potrzebują reprezentacji, a reprezentacja potrzebuje ich… ktoś odgórnie podejmuje bardzo nielogiczne decyzje, które mącą w środowisku sympatyków short tracku.

Żeby zrozumieć, co tak naprawdę się dzieje, musimy cofnąć się w czasie – do wyborów trenera reprezentacji narodowej. Mimo usilnych próśb zawodników oraz głównego sponsora reprezentacji – firmy OTTO – na stanowisko to nie został zatrudniony Sebastian Cross, ale Anna Łukanowa-Jakubowska. Polce nikt talentu do prowadzenia drużyny nie odbiera. Nie ma jednak wątpliwości, że nie jest ona w stanie przygotować naszych zawodników w ten sam sposób, co Cross, który ma na swoim koncie medale olimpijskie zdobyte z reprezentacją Kanady (w Vancouver) oraz Rosji (w Soczi). Związek zdaje się jednak tego nie dostrzegać. Jak można było wypuścić z rąk okazję na zatrudnienie Crossa? Jakie czynniki sprawiły, że Francuz nie trenuje teraz naszej reprezentacji? Tego niestety nie wiemy. Telefony w PZŁS milczą.

Wiadomo jednak, jak poradzili sobie nasi czołowi zawodnicy. Dzięki staraniom grupy OTTO w Białymstoku niespodziewanie powstała pierwsza komercyjna grupa – OTTO Speed Skating Team – w której trenują nasi najzdolniejsi łyżwiarze: Natalia Maliszewska, Patrycja Maliszewska, Rafał Anikiej oraz Bartosz Konopko. Na Podlasie udało się ściągnąć właśnie Sebastiana Crossa, który nie tylko podjął się trenowania zawodników grupy OTTO, ale także już zaczął wprowadzać swój system szkolenia młodzieży. Skutki jego działania mamy odczuć już za kilka lat w postaci nowych zdolnych zawodników. Francuzowi w treningach asystuje Urszula Kamińska – również nietuzinkowa trener, która Crossowi pomagała już na igrzyskach w Soczi.

„Grupa OTTO Skating Team jest pierwszą grupą komercyjną, która powstała na potrzeby zawodników short tracku, którzy są odłączeni od szkolenia związkowego. W tej drużynie są zawodnicy, którzy w ubiegłym roku zajmowali najwyższe miejsca w rankingach. Także świadomość tego, co powinno zostać wykonane do najbliższych igrzysk, jakie umiejętności powinni posiąść zawodnicy, doprowadziła do tego, że zawodnicy chcieli pracować ze szkoleniowcami, którzy już na tym poziomie pracowali, wiedzą, co jest potrzebne i mogą podać zawodnikom klucze, za pomocą których oni otworzą drzwi, wejdą do pomieszczenia i sięgną po swoje marzenia” – skomentowała powstanie grupy trener Kamińska.

Łyżwiarze z teamu otrzymali swój program treningów i nie dziwi, że – skoro skutkuje i przynosi coraz lepsze wyniki – nie chcą go w żaden sposób łamać. Jak mówi nam jednak trener OTTO Team, Urszula Kamińska, jednym z głównych celów zespołu jest wywalczenie awansu jak największej liczby zawodników na igrzyska w Pjongczang. A kwalifikacje nieubłaganie prowadzą przez reprezentację, która… jakby obraziła się na zawodników OTTO Speed Skating Teamu.

Dochodzi przez to do sytuacji wręcz absurdalnych. Na najważniejsze zawody rangi międzynarodowej powoływane są 16-latki (Kamila Stormowska i Patrycja Markiewicz), Magdalena Warakomska i Oliwia Gawlica, którym – fakt – nikt talentu nie odmawia, Monika Grządkowska, nie umiejąca włączyć się nawet w walkę o awans do ćwierćfinału oraz Michał Domański, uzyskujący podczas Pucharu Świata czasy podobne do tych, którymi Bartosz Konopko może pochwalić się… w trakcie treningu.

Największym rozczarowaniem było jednak nie zabranie do Ameryki Północnej Rafała Anikieja. I to mimo tego, że wygrał krajowe eliminacje. „Od początku wiedziałem, że nie pojadę na te puchary. Wiedziałem, że propozycja będzie taka, że mam przyjechać do Opola i trenować właśnie tam. A ja od początku mówiłem, że tam nie pojadę. Byłaby to dla mnie jakby zmiana planu treningowego, co nie jest mi na rękę. Pani trener powiedziała mi, że jeśli nie pojadę do nich, to nie pojadę na puchary. Cóż, oswoiłem się z tym i teraz muszę tylko trenować” – tak o swojej sytuacji opowiedział sam zainteresowany.

Niesprawiedliwość wobec młodszego kolegi zauważył również Bartosz Konopko, który do zajścia odniósł się w taki sposób: „Teraz mamy taką sytuację dosyć niekomfortową dla łyżwiarzy w Polsce. Mamy „obóz Opole” [tam trenuje reprezentacja, pod wodzą Anny Łukanowej-Jakubowskiej – przyp. red.] i „obóz Białystok” [miejsce treningów OTTO Team – przyp. red.]. I na Puchary Świata nie jadą zawodnicy, którzy wywalczyli sobie miejsce na ten puchar, tylko jadą na te zawody zawodnicy z 10., 11. czy 12. miejsca… To nie będzie miało sensu”.

On sam również nie jest w najlepszej sytuacji. „Miałem kontuzję, była operacja kolana. Ale wróciłem – moim zdaniem – w dobrym stylu, bo 4. miejsce Mistrzostw Europy, dwa rekordy Polski indywidualnie. A teraz? Niestety jest gorzej. Związek nie pomaga. Zabrali mi rehabilitację, bo nie jestem w tej „grupie Opole”. I niestety zostałem na lodzie. Nie byłem jeszcze w pierwszym okresie startowym, czyli w Sanoku, gotów startować. Teraz na Puchary Świata nie jestem, moim zdaniem, gotów, nie jestem przygotowany. Dlatego też moim celem jest znowu Europa. W tamtym roku fajnie się przygotowałem. Elegancko z rehabilitacją było, a w tym… coś się stało, że nie ma” – dodał.

Trener Łukanowa-Jakubowska nie zabrała na PŚ najlepszego z naszych juniorów tylko dlatego, że ten podczas zgrupowania nie chciał przyjechać trenować z nią w Opolu, a wolał postawić na treningi z Sebastianem Crossem w Białymstoku. Związek zdaje się nie widzieć problemu, pozwalając pani trener na robienie tego, co tylko chce. Ich milczenie zdaje się mówić: „Nie chcesz trenować z coachem kadry? No to trudno – Twój wybór”. Przypomnijmy jednak, że nie do końca tak jest. Po pierwsze, skoro treningi z Crossem przynoszą skutek – po co to zmieniać? Po drugie – wiele takich przypadków. Nie sięgając daleko – Adam Małysz również nie trenował z coachem reprezentacji narodowej – Łukaszem Kruczkiem. Nasz najlepszy skoczek wolał postawić na treningi z Hannu Lepistö. I jakoś wówczas ani kibice, ani tym bardziej związek nie znajdowali powodów, aby się obrażać.

Spokój w całym zamieszaniu zachowuje Natalia Maliszewska. Podczas EVO Cup, które w ubiegły weekend odbyło się w Białymstoku, powiedziała: „Jako zawodnik, który tu trenuje, jestem super szczęśliwa, że ta grupa powstała. To coś wspaniałego, że Sebastian Cross, który jest jednym z najlepszych trenerów na świecie jest zatrudniony w Białymstoku. Jestem bardzo spokojna o to, co robimy. Wierzę w ten plan, jak w nic innego. Czuję się bardzo dobrze, kiedy tu trenuję. Jest najlepiej, jak tylko mogłam sobie wyobrazić” – zakończyła radośnie.

Optymizm wydaje się być uzasadniony. Na hali w stolicy Podlasia warunki do treningów są niepowtarzalne. Znakomite lodowisko, profesjonalne salki do ćwiczeń. Cały obiekt w wysokim standardzie. Dodatkowo jedni z najlepszych trenerów na globie. I utalentowani zawodnicy, z dnia na dzień robiący postępy, głodni sukcesów – także tych olimpijskich. Nie jest możliwe, aby takie przedsięwzięcie było jeszcze długo ignorowane przez trener reprezentacji i PZŁS. Szczególnie że – jak zaznaczyłem wcześniej – OTTO jest sponsorem polskiej kadry. Związek niebawem zostanie zatem zmuszony, aby podjąć jakieś kroki.

Najlepszym wydaje się dopuszczenie zawodników OTTO Team do reprezentacji i jednoczesne pozwolenie trenowania im w dalszym ciągu z Crossem. O ile oczywiście nadal będą prezentować wysoką (reprezentacyjną) formę. Innym rozwiązaniem, nieco mniej komfortowym, wydaje się być zatrudnienie Sebastiana Crossa na stanowisko trenera reprezentacji. Urszula Kamińska nie ma wątpliwości, że takie rozwiązanie byłoby możliwe. „Nie ma żadnych przeciwwskazań. Byłoby wręcz bardzo fajnie. Natomiast musimy poczekać. Dobry wynik sportowy na pewno nas obroni i to będzie decydowało o wielu rzeczach” – mówi trener OTTO Team.

Pozostaje zatem czekać. I pukać do drzwi kadry i związku. Nadal nasuwają się bowiem pytania, na które jedyną odpowiedzią jest głucha cisza w słuchawce telefonu:
1. Czemu nie zatrudniono trenera Crossa, gdy była taka okazja?
2. Co stoi na przeszkodzie w dogadaniu się z OTTO Team?
3. Co z firmą OTTO, skoro jest głównym sponsorem związku?
4. Jakim prawem zwycięzca krajowych kwalifikacji nie pojechał na PŚ?

Miejmy nadzieję, że odpowiedzi szybko się znajdą. A tymczasem pozostaje być dobrej myśli. Do igrzysk w Pjongczang pozostało jeszcze trochę czasu. Do treningu – coraz mniej. Do tego, aby naprawić reprezentację i powalczyć w Korei o poważne miejsca – jeszcze jest czas. I oby wszystko potoczyło się po dobrym torze. To, co w weekend zobaczyłem podczas Evo Cup, przekonuje mnie tylko, że Białystok na swoich reprezentantów w short tracku na IO po prostu zasługuje. Czas zatem znieść klapki z oczu. Jeśli nie chce ich zobaczyć związek, może powinno zainteresować się Ministerstwo Sportu, które ma już chyba lepsze rzeczy, niż zajmowanie się trzecią ligą hokeja na lodzie? Miejmy nadzieję…