Short track: Skomplikowana relacja Warszawa-Białystok

Do PZŁS-u dodzwonić się nie mogliśmy. Po pierwszym artykule szybko jednak skontaktowaliśmy się z działaczami, na których zaproszenie przybyliśmy do stolicy, aby wysłuchać ich wersji wydarzeń. Sprawa związana z relacjami na poziomie Białystok-Warszawa wydaje się być po tym wszystkim jeszcze bardziej skomplikowana.

Trudno sobie wyobrazić, żeby cokolwiek kursowało między Białymstokiem a Warszawą bardziej topornie niż pociągi PKP. A jednak, znalazło się coś takiego. Chodzi tu o myśl szkoleniową, co do której wciąż obie strony nie umieją się dogadać. „Robiliśmy wszystko od początku, żeby był między nami jakiś konsensus. Klub z Białegostoku chce jednak robić to samodzielnie” – kwituje na wejściu prezes PZŁS – Kazimierz Kowalczyk.

Pierwszym – i jednym z głównych tematów – naszej rozmowy z prezesem Kowalczykiem oraz z panią Ewą Białkowską okazały się być powołania na pierwsze zawody Pucharu Świata w Calgary i Salt Lake City. Wyniki osiągnięte za Atlantykiem, krótko mówiąc, nie powaliły na kolana. Dostrzec możemy plusy, takie jak dobre biegi Kamili Stormowskiej, Patrycji Markiewicz czy Magdy Warakomskiej. Pojawiły się jednak również minusy i niesnaski. Najbardziej zaognionym problemem wydawało się być powołanie do kadry Michała Domańskiego w miejsce zwycięzcy kwalifikacji z Sanoka – Rafała Anikieja.

Strona białostocka jest przekonana, że zarówno Bartosz Konopko jak i Rafał Anikiej spisaliby się lepiej od powołanego łyżwiarza. Jak wskazują działacze ze stolicy Podlasia – już na EVO Cup obaj zawodnicy OTTO Team swoimi czasami udowodnili, że są po prostu lepsi. „Problem jednak w tym, że Konopko od razu powiedział, że ze względu na kontuzję nie może pojechać” – skomentował zdarzenie prezes Kowalczyk.

Przy okazji prezes Kowalczyk odniósł się do finansowania rehabilitacji Bartosza Konopko: „Też mamy z tą kontuzją trochę problemów. Bo nie wiemy kiedy się ona stała, czy mają dokumenty na temat kontuzji. I mamy nagle raptem płacić. Kiedy są jakieś pieniądze luźne – ie państwowe, to pewnie – można je dać, wzmocnić leczenie. Ale nie ma zgody, aby związek płacił za sprawy medyczne. Tym się zajmuje ministerstwo zdrowia i musi być wszystko formalnie poprowadzone” – powiedział.

Faktem braku wsparcia finansowego dla najlepszego z naszych łyżwiarzy zbulwersowany jest prezes Juvenii Białystok – Janusz Bielawski, który zaznacza, że Konopko jest zawodnikiem, który dwukrotnie już ocierał się o medal Mistrzostw Europy. Dodaje również, że podobne kłopoty z rehabilitacją ma również Patrycja Maliszewska – pięciokrotna medalistka ME i dwukrotna olimpijka (Vancouver, Soczi).

W sprawie niepowołania Rafała Anikieja, PZŁS tłumaczy się pismem, w którym związek otrzymał informację, że rezygnuje on z udziału w grupie centralnego szkolenia, co de facto – tak jak wspominałem już w poprzednim artykule na ten temat – wiązało się z brakiem powołania. Również urzędowym pismem tłumaczony jest brak wyjazdu do USA i Kanady Natalii Maliszewskiej, która – według informacji zawartych w związkowym archiwum – miała być w tym czasie chora.

Strona białostocka otwarcie mówi jednak o tym, że Rafał zrezygnował z udziału w szkoleniu, a nie z wyjazdu na Puchar Świata. Zdaniem prezesa Bielawskiego dużo lepsze warunki do treningu miałby w Białymstoku, gdzie mógł przygotowywać się z większą liczbą doświadczonych łyżwiarzy.

Co do powołań, na szczęście szybko padła jednak także mocno uspokajająca odpowiedź na chyba najważniejsze pytanie: „Na kolejne zawodu PŚ prezydium ustaliło skład. Znajduje się w nim piątka zawodników z Białegostoku. Powiadomiliśmy już zawodników i klub o składzie reprezentacji” – przekonał nas prezes PZŁS, dodając równocześnie, że związek nie zgadza się na uczestnictwo w zgrupowaniu trenera z Białegostoku. Niezależnie od tego, z kim zgadzamy się w tym konflikcie, należy uznać, że ta informacja cieszy. Najważniejsze bowiem, aby na wszystkim nie ucierpieli zawodnicy, bo oni – jak twierdzi każdy, z kim rozmawialiśmy, niezależnie od strony – zasługują przecież na więcej.

Same powołania to jednak nie wszystko. Pozostaje problem, przy którym bardzo trudno dojść do jakiegokolwiek kompromisu. Mianowicie… kto ma tych zawodników trenować? Białostoczanie chcieliby cały czas trenować ze szkoleniowcem OTTO Team – wybitnym specjalistą od short tracku – Sebastianem Crossem. Odmienne zdanie ma związek, który uważa, że wszyscy powinni trenować wspólnie, pod okiem Anny Łukanowej-Jakubowskiej. „My się cieszymy, że w Polsce powstała pierwsza zawodowa grupa. Ale to wcale nie znaczy, żeby trener tej grupy przejmował całe szkolenie. W innych krajach też są grupy zawodowe, ale jak jadą na jakieś ważne zawody międzynarodowe, to kadrę prowadzą trenerzy kadry. A jeśli chce jechać ich trener, to uzgadnia to ze związkiem i jedzie na swój koszt” – mówi prezes Kowalczyk.

I choć prezes Bielawski przekonuje, że Cross jest jednym z najlepszych trenerów na świecie, a w jego dorobku można wymienić choćby 7 medali olimpijskich oraz wiele medali Mistrzostw Europy i Świata, nie przekonuje to PZŁS. Związek zaznacza, że ich zdaniem branie na zgrupowanie trenerów, którzy mogliby być w konflikcie z trener kadry – panią Anną Łukanową-Jakubowską – jest bezsensowne.

Poza tym, prezes PZŁS broni mocno tego, co robi dotychczasowa trener reprezentacji. „Ona osiąga z kadrą postęp” – tłumaczy. „Poza tym w imię czego mielibyśmy odwoływać panią trener? To ona przygotowuje kadrę do sezonu i to ona po sezonie będzie musiała się z tego rozliczyć. Zarząd będzie rozliczał, gdy będzie znał wyniki” – dodaje po chwili.

Jako że obie strony mocno trzymają się przy swoich stanowiskach, osiągnięcie kompromisu wydaje się być wręcz niemożliwe. O samym trenerze Crossie, prezes Kowalczyk wyraża się w samych superlatywach. „Cieszymy się, że taki trener jak pan Cross chce pracować w Polsce. Póki co nie możemy podjąć jednak oceny jego pracy. Możemy powiedzieć, że jest to wspaniały trener, który pracował w Kanadzie. Który w Rosji osiągał wspaniałe wyniki – medale mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy, na Igrzyskach Olimpijskich” – powiedział. Zaznaczył jednak również, że zatrudnienie Francuza, jako trenera kadry było, według związku, niemożliwe. „Wymogi finansowe, które nam zaproponował były nie do przeskoczenia. Napisaliśmy do ministerstwa z pytaniem, czy nam z tym pomoże. Owszem, minister powiedział, że tak – środki, które już dostaliście. A te środki były już podzielone” – przekonuje prezes PZŁS.

Nie zgadza się z tym prezes Juvenii Białystok – Janusz Bielawski. „Ja w sprawie zatrudnienia Crossa pojechałem do minitra Bańki z prośbą, czy nie mógłby pomóc. Pan minister spytał tylko jaka to jest kwota, a gdy ją usłyszał uśmiechnął się tylko i zapytał jaki to jest problem. Powiedział, że on tą kwotę znajdzie, tylko związek musi złożyć odpowiedni dokument formalny” – powiedział w niedawnej rozmowie z nami. „Polski związek napisał prośbę o kwotę dwukrotnie większą, niż prosiliśmy. Nawet nie wiem czy ten wniosek dotarł do ministra Bańki. Skoro była niezgodna z tym, o co myśmy wcześniej prosili, to w ogóle być może ministerstwo nie podjęło tematu” – dodał po chwili.

Z zarzutem nie zgadza się prezes PZŁS – Kazimierz Kowalczyk. Jak tłumaczy, trener Cross przekazał członkom Prezydium Zarządu PZŁS swoją ofertę i oczekiwania co do warunków zatrudnienia. Te z kolei zostały zawarte we wniosku skierowanym przez PZŁS do Ministra Sportu. Minister Bańka nie przychylił się jednak do prośby i stąd nie było potrzebnych pieniędzy, aby zatrudnić Francuza.

W każdym razie Crossa na stanowisku trenera nie mamy. Trzeba zaradzić zatem inne rozwiązania. Prezes Kowalczyk odniósł się również do możliwości współpracy trenerów kadry i OTTO Team. Na ten temat powiedział: „Była także mowa o tym, że pan trener Kulesza – bo nie było jeszcze wówczas mowy o trenerze Crosie – będzie na każdym zgropowaniu. Że będzie asystentem pani Ani [Łukanowej-Jakubowskiej – przyp. red.] i będą razem prowadzili zgrupowanie. Później uzgodniliśmy nawet, że dobrze – swoich zawodników może prowadzić samodzielnie. Musiał być tylko jeden element – sztafeta ćwiczona razem. Bo jak inaczej?”

Tak optymistyczny nie jest już Janusz Bielawski. „Jeśli grupa nie realizuje tego samego na lodzie, to jest to trudne. Poza tym mamy grupę OTTO Team. Tam jest w tym momencie 12 osób. I co by się stało, jakby 2 albo 3 osoby wyjechało na zgrupowanie kadry z trenerem. A reszta z kim by trenowała?” – pyta retorycznie. Nie zgadza się również z opinią, że związek zrobił wszystko, aby sprawę załagodzić. „Jeśli chodzi o trenera, nigdy nie czułem jakichś prawdziwych chęci z ich strony. Udawali że chcą, rozmawiali z nimi, ale żadnych propozycji nie było. Do konkretnych rozmów nie doszło ani razu. Myślę, że gdyby pan trener Cross zgodził się na pracę w Gdańsku, tam gdzie wiceprezes Kostecki ma swój klub, to być może by jego zatrudnili. Poza tym wszyscy najlepsi zawodnicy są z Białegostoku. Także bez sensu ich wywozić. Gdy Sebastian Cross powiedział, że nie ma nawet mowy o tym, żeby kadra Polski trenowała w Gdańsku, skończyły się rozmowy o zatrudnieniu” – zakończył temat.

Jak widać zatem w powyższych tematach będzie niezwykle trudno o jakiegokolwiek porozumienia. Prezes Kowalczyk zapewnia jednak, że jest gotów na dialog w celu wypracowania takowego. „Ja oświadczam jako prezes, że jesteśmy gotowi i otwarci do rozmowy. Żeby klub Juvenia chciał współpracować ze związkiem. Żeby reprezentacja była nasycona zawodnikami z Białegostoku, w takim stopniu, jaki wynika z wyników eliminacji” – zaznaczył na koniec naszej rozmowy w siedzibie PZŁS.

Niestety, konflikt przejawia się również w zachowaniu zawodników. „Między zawodnikami jest wspaniała atmosfera. Problem jest gdzie indziej” – przekonywał prezes Kowalczyk. Potwierdza to reprezentantka Polski w short tracku – Magda Warakomska, która nie rozumie jednak całego zamieszanie. „W Sanoku były kwalifikacje. Startowali wszyscy, oprócz Natalii Maliszewskiej, która była chora. Na PŚ pojechali Ci zawodnicy, którzy się zakwalifikowali. No oprócz Rafała Anikieja, który – o ile słyszałam – sam zrezygnował” – mówi.

Zawodniczka zaznacza, że choć była ostatnią osobą, która chciała to zrobić, zdecydowała się jednak na zmianę klubu. „Byłyśmy na treningu z trenerem Jaworskim, który robiąc dziwne miny zapytał czy w ogóle wchodzimy na lód. Czułam się z tym niekomfortowo. Tak jak ogólnie w zespole. Miałam wrażenie, że zespół nie cieszy się z moich sukcesów, wręcz przeciwnie” – tłumaczy swoją decyzję. Informacji o konflikcie nie czyta. Nie chce o nich słuchać, a o całej sprawie mówi krótko: „Nie czytam tego wszystkiego. Nie muszę patrzeć na niefajne dla mnie informacje. To, że zmieniam klub nie oznacza przecież, że mam coś do tych trenerów. Nie chcę brać udziału w tym konflikcie”.

Miejmy zatem nadzieję, że szybko dojdzie do porozumienia. Na konflikcie bardziej od obu stron tracą bowiem zawodnicy, którzy – jak zaznacza Magda Warakomska – chcieliby po prostu trenować i jeździć. Oby zostało im to umożliwione. Wydaje się, że do porozumienia wystarczyć powinny prawda, szczerość i dobra wola – z obu stron. Powinny… choć temat wydaje się być bardzo trudny.