Siatkówka plażowa – Mistrzostwa Polski: Udowodnili, że są najlepsi

Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel przedłużyli swoją „kadencję” na stanowisku mistrzów Polski w siatkówce plażowej. Najbardziej rozpoznawalna z naszych par nie miała łatwej drogi do złota, które obaj zawodnicy traktują jako osłodę po nieudanych igrzyskach olimpijskich.

Turniej, podobnie jak w przypadku gier kobiet, rozgrywany był systemem brazylijskim. Oznacza to, że przegrany nie odpada z turnieju, tylko trafia na drugą stronę drabinki. Dopiero druga porażka eliminuje z gry o medale.

Właśnie ten fakt udało się wykorzystać Grzegorzowi Fijałkowi i Mariuszowi Prudlowi. Po dwóch pierwszych rundach, w którym nasza najbardziej rozpoznawalna para siatkarzy plażowych nie dała najmniejszych szans Zdybkowi i Lewandowskiemu oraz Kaczmarkowi i Janiakowi, przyszły trudne chwile w ćwierćfinale. Z racji niezbyt zrozumiałego rozstawienia par (np. Fijałek i Prudel startowali rozstawieni z numerem 3, a Kantor i Łosiak z numerem 7) trafili już wówczas na Piotra Kantora i Bartosza Łosiaka. Doszło do niezwykle wyrównanego pojedynku, które mocno rozgrzało publiczność we Wrześni. Ostatecznie w ostatnich piłkach tie-breaku lepsi okazali się Kantor i Łosiak i to oni awansowali do półfinału.

Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel musieli natomiast kolejnego dnia zawodów ponowić rywalizację w ćwierćfinale – tym razem po drugiej stronie drabinki. Tam również trafili na naszą reprezentacyjną parę – Maciejów Kosiaka i Rudola. Młodzi zawodnicy postawili poprzeczkę bardzo wysoko, doprowadzając do tie-breaku i grając w nim jak równy z równym przeciwko doświadczonym kolegom. Grę na przewagi zakończył Grzegorz Fijałek. Dosyć osobliwie – piłka po jego serwisie przewinęła się po taśmie i spadła tuż za siatką, na drugą stronę. Takie rzeczy to mimo wszystko chleb powszedni w siatkówce plażowej – tym razem był on jednak wyjątkowo bolesny dla Kosiaka i Rudola.

Obok naszych olimpijczyków, w półfinałach zobaczyliśmy jeszcze Michała Bryla i Kacpra Kujawiaka. Oni już po drugiej rundzie i porażce z Kantorem i Łosiakiem musieli walczyć po prawej stronie drabinki. Tam poradzili już sobie świetnie. Wygrywali pewnie wszystkie pojedynki, nie tracąc seta. Większych problemów nie sprawili im nawet Michał Kądzioła i Jakub Szałankiewicz oraz – grający dobry turniej – Parcej i Dzikowicz.

Stawkę najlepszej czwórki uzupełnili Bartłomiejowie Kiernoz i Malec. Para, których największymi sukcesami jak dotąd były wysokie miejsca na turniejach z cyklu Plaża Open, tym razem wykorzystała doskonale to, bądź co bądź, dziwne rozstawienie. Bartłomiejom trzeba oddać jednak to, że również zagrali bardzo dobry turniej, a ich awans na tak wysoki etap rozgrywek nie jest wynikiem tylko szczęścia, ale także i dobrej formy. Po drodze pokonali w końcu choćby Kosiaka i Rudola.

Już podczas pierwszego półfinału mogliśmy się jednak przekonać jaka różnica dzieli Kiernoza i Malca od naszych kadrowiczów. Fijałek i Prudel gładko pokonali ich 2:0 (21:16, 21:8). Dużo więcej emocji przyniósł drugi pojedynek 1/2 finału. Tam doszło do rewanżu za drugą rundę turnieju i… ponownie jak w turnieju kobiecym dzień wcześniej, rewanż przyniósł nam zupełnie odmienny rezultat od wcześniejszego. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie. Mieliśmy mnóstwo fenomenalnych obron, długich wymian, próby zaskoczenia rywala. Po obu stronach działał także blok. Jak się okazała – skuteczniej po stronie Michała Bryla i Kacpra Kujawiaka. To oni pokonali tym razem bardziej doświadczonych na arenie międzynarodowej Piotra Kantora i Bartosza Łosiaka 2:0 (21:18, 21:16).

W meczu o medal brązowy Kantor i Łosiak spotkali się zatem z Kiernozem i Malcem. Ci drudzy, niesieni przez gromki doping publiczności, zagrali naprawdę dobre spotkanie. Z dobrej strony w obronie pokazał się Bartłomiej Malec, a Kiernoz w końcówce drugiej partii kilkukrotnie dobrze zagrał blokiem.  Tym pojedynkiem udowodnili jeszcze raz, że nie doszli tak wysoko przez przypadek. Para Bartłomiejów zgodnie z oczekiwaniami nie dała jednak rady naszym olimpijczykom. Mimo iż emocje momentami były, a obie strony pokazały po kilka ciekawych akcji, ostatecznie to Kantor i Łosiak triumfowali, wygrywając 2:0 (21:13, 21:16) i zgarniając brąz.

Wartość tego medalu podwyższa jeszcze fakt, że Kantor i Łosiak z racji takiego rozstawienia w turnieju musieli mierzyć się od początku ze wszystkimi parami z reprezentacji. Jak przyznał Bartosz Łosiak: „Jesteśmy z medalu zadowoleni, są jednak ważniejsze turnieje niż Mistrzostwa Polski”. No tak, już za tydzień naszych olimpijczyków czeka Swatch FIVB World Tour Final w Kanadzie. A w kontekście tego najważniejsze jest zdrowie naszych zawodników. „Ze zdrowiem jest okej. Na pewno czujemy się zmęczeni, mamy drobne urazy. Aczkolwiek mieliśmy długi sezon. Nie tylko ten, ale również poprzedni. Te dwa lata były dla nas ciężkie. Musieliśmy non stop trenować, grać turnieje. Teraz będzie czas na odpoczynek. Może nie jeszcze w tej chwili, bo mamy jeszcze jeden ważny turniej, ale po tym turnieju zrobimy sobie przerwę” – powiedział zaraz po meczu o brąz Łosiak.

Finał był natomiast rewanżem sprzed roku. W Krakowie Fijałek i Prudel bez większych kłopotów pokonali Kujawiaka i Bryla. Tym razem Kacper i Michał postawili poprzeczkę zdecydowanie wyżej. W pierwszym secie Bryl zaskoczył rywali w bloku. Na to po drugiej stronie siatki zaczął odpowiadać jednak Mariusz Prudel. Mieliśmy zatem koncert widowiskowej gry na siatce, a wszystko zakończyło się dopiero w grze na przewagi, którą 23:21 wygrali Fijałek i Prudel. W drugiej partii oprócz bloku, czynnikiem decydującym była również dobra zagrywka. Bez wątpienia mocniejszym serwisem dysponowali bardziej doświadczeni siatkarze. Michał Bryl i Kacper Kujawiak mieli nie raz sporo kłopotów w przyjęciu, co później tylko ułatwiało Mariuszowi Prudlowi pracę na bloku. Ostatecznie druga partia również padła łupem naszej eksportowej pary. Fijałek i Prudel wygrali 2:0 (23:21, 21:17).

Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel ponownie udowodnili zatem, że są najlepsi w kraju. Po finale zwycięzcy nie ukrywali radości ze złotych medali, które było – jak sami stwierdzili – „na otarcie łez po niezbyt udanym sezonie” Sam mecz finałowy Grzegorz Fijałek skomentował w ten sposób: „Ciężko mówić o patencie, jak się znamy jak łyse konie. Trenujemy praktycznie zawsze między sobą. Tutaj wygrywa ten, kto zaskoczy przeciwnika. My dzisiaj w finale byliśmy lepsi. Dużo lepiej taktycznie zagraliśmy, dużo lepiej na zagrywce, w bloku – to starczyło do zwycięstwa”. „Byliśmy kompletnym zespołem i to zadecydowało o zwycięstwie” – dodał chwilę później Mariusz Prudel.

O dalszej przyszłości póki co nie myślą. Póki co… muszą skończyć jeszcze ten sezon. Mimo iż sami sezonu nie uznają za udany i choć prawie wszystkie nasze pary mogą udać się już na zasłużony odpoczynek, Grzegorza Fijałka i Mariusza Prudla oraz Piotra Kantora i Bartosza Łosiaka czeka jeszcze wyjazd do Toronto, gdzie już za tydzień odbędzie się Swatch FIVB World Tour Final z udziałem 18 najlepszych par na świecie. Będzie to ostatni akord gry w plażówkę w tym sezonie.