Szkoda, że nie mogłem się zrehabilitować – rozmowa z Pawłem Kaczmarkiem

Paweł Kaczmarek debiutował podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Kajakarz na 200 metrów nie zdołał jednak awansować chociażby do półfinału i szybko zakończył swoją przygodę w Brazylii.

Dawid Lis: Debiut na igrzyskach olimpijskich już za Tobą. Jak je możesz ocenić?
Paweł Kaczmarek: Jestem bardzo zadowolony z tego, jak aktualnie toczy się moja kariera. W zeszłym roku nie podejrzewałbym, że będę w tym miejscu, w którym obecnie jestem. Żałuję, że w Rio potoczyło się tak, jak się potoczyło. Popełniłem kilka błędów, z których na pewno wyciągnę wnioski. Wiem, że czeka mnie dużo ciężkiej pracy. Ale mam nadzieję, że z sezonu na sezon będzie coraz lepiej, coraz mniej błędów będę popełniał.

D.L.: Różnice były niewielkie. Co zaważyło?
P.K.: Warunki zmieniały się momentalnie. Mogło zawiać ciut mocniej, mógł być lżejszy wiatr. Ciężko powiedzieć jakby to było, gdybym startował w innym przedbiegu. Popełniłem ogromny błąd na starcie, a w takiej konkurencji, a później ciężko jest coś nadrobić na takim dystansie. Szkoda, że nie mogłem się zrehabilitować w półfinale, bo czułem się dobrze przygotowany.

D.L.: Właśnie, te warunki pogodowe… Już wioślarze o nich wspominali.
P.K.: Dużo się o tym mówiło. Nawet jak przyjechaliśmy, to wioślarze jeszcze startowali. Mogliśmy wtedy z boku trenować i nie dało się porządnie i przyjemnie zrobić treningu, co też mogło w małym stopniu zaważyć na wyniku.

D.L.: Stres był? To też mogło mieć wpływ na wynik?
P.K.: Starałem się do tego podejść w miarę możliwości na luzie. Oczywiście, stres był, ale nie można przekroczyć pewnych granic. Trzeba panować nad tym stresem. Starałem się w jakimś stopniu to łagodzić. Wydaje mi się, że nie stres zaważył na moim wyniku, a po prostu błędy, które każdemu mogą się zdarzyć.

D.L.: A jako debiutant jak oceniasz Rio i wioskę olimpijską?
P.K.: Bardzo mi się podobało. Miasta samego w sobie nie zwiedziłem. Ale było widać, że jest to miasto kontrastów. Panuje duża bieda, ale jest też bardzo dużo bogatych ludzi. Na pewno jest to miasto warte zobaczenia. W wiosce było fajnie. Siadało się i jadało koło znanych sportowców z całego świata. To cenne przeżycia.

D.L.: Następny cel – Tokio 2020?
P.K.: Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i że zdrowie mi na to pozwoli. Jestem dobrej myśli i na pewno chcę dalej trenować i zdobywać medale.

D.L.: A po igrzyskach w Tokio kolejne spotkanie z kibicami w Gorzowie?
P.K.: Naprawdę miło, że tyle ludzi przyszło na spotkanie z nami. Chciałem wszystkim serdecznie podziękować. Miło, że doceniają to, ile ciężkiej pracy i wyrzeczeń włożyliśmy w to wszystko. Teraz czeka mnie dużo ciężkiej pracy i mam nadzieję, że za cztery lata ja będę siedział na miejscu Karoliny (Nai – dop. red.) z medalem.