Tenis – ATP World Tour Finals: Inauguracja bez niespodzianek

W niedzielne popołudnie, w hali O2 Arena w Londynie została rozpoczęta kulminacja roku 2016 w światowym tenisie – finały ATP World Tour Finals. W pierwszych spotkaniach nie było niespodzianek, aczkolwiek nie zabrakło też emocji. Po pierwszym dniu można zastanawiać się, jak w stolicy Wielkiej Brytanii w kontekście końcowego wyniku wypadnie Novak Djoković. 

W pierwszym meczu grupy Ivana Lendla obecny wicelider rankingu ATP Novak Djoković podejmował debiutującego w tej imprezie Austriaka Dominika Thiema. Będący ostatnio w kryzysie Serb mógł być zadowolony z losowania, gdyż trafił do grupy z zawodnikami, z którymi… nigdy nie przegrał meczu. Z dzisiejszym rywalem Djoko ostatni raz wygrywał w tym roku w Paryżu, więc był zdecydowanym faworytem spotkania. Początek meczu pokazał jednak, dlaczego Serb po 122 tygodniach stracił pozycję lidera rankingu. Co prawda Djoković przy swoich gemach serwisowych spisywał się dużo pewniej, ale nie potrafił postawić „kropki nad i” w postaci przełamania Austriaka. Doszło do niespodziewanego tie-breaka, w którym od początku przeważał Austriak. Thiem prowadził już nawet 6:3, miał trzy piłki setowe, ale… przegrał kolejne trzy punkty i znowu był remis. „Djoko” po raz pierwszy na prowadzenie wyszedł przy stanie 9:8, ale nie utrzymał go, gdyż przegrał 4 z kolejnych 5 piłek i musiał pogodzić się z porażką.

Niespodziewana przegrana wcale nie podłamała Serba. W kolejnych dwóch setach wreszcie pokazał on dobrego starego lidera rankingu ATP, który rozbijał rywali swoimi kombinacyjnymi, niekonwencjonalnymi zagraniami. W kolejnym secie oddał rywalowi w 6 gemach ledwie 10 punktów i wygrywając do zera wyrównał stan meczu. Kolejnego seta od zwycięskiej rozgrywki rozpoczął Austriak, ale przełamanie w trzecim i siódmym gemie spokojnie ustawiło mecz, zakończony czystym gemem Djokovicia wygranym do zera. Serb – mimo sporych problemów – udanie rozpoczął marsz po odzyskanie tytułu lidera rankingu ATP.

Novak Djoković, Serbia (1) – Dominic Thiem, Austria (8) 6:7 (10:12), 6:0, 6:2

W drugim spotkaniu grupy Ivana Lendla zapowiadało się na bardziej zacięty pojedynek, niż pierwsze spotkanie dnia, a w efekcie – podobnie jak w pierwszym spotkaniu – było zupełnie odwrotnie. Był to szósty bezpośredni pojedynek Gaela Monfilsa i Milosa Raonicia. Młodemu Kanadyjczykowi udało się dzisiaj wyrównać bilans spotkań na 3:3. Od początku meczu ekscentryczny Francuz nie radził sobie zbyt dobrze z grą rywala, po trzech gemach było już 3:0 i wydawało się, ze Raonic będzie spokojnie kontrolował to spotkanie. W pierwszym secie przełamań już nie zanotowano, gemy były raczej krótkie i szybkie, a set zakończył się wynikiem 6:3.

Właściwie bardzo podobny scenariusz miał set drugi. Początek był jednak bardzo wyrównany i do stanu 3:3 wszystko przebiegało bez dominacji jednego z zawodników. Gem numer 7 okazał się kluczowy dla losów meczu. Przy serwisie Monfilsa prowadzenie zmieniało się raz za razem, ale ostatecznie to Kanadyjczyk zachował więcej zimnej krwi, przełamał rywala, a kilka minut później zakończył spotkanie wynikiem 6:4.

Milos Raonic, Kanada (4) – Gael Monfils, Francja (6) 6:3, 6:4

Jutro spotkania grupy Johna McEnroe, w których najpierw Kei Nishikori zagra ze Szwajcarem Stanem Wawrinką, a później lider rankingu ATP Andy Murray podejmie Marina Cilicia. Grupa Ivana Lendla wróci do gry dopiero we wtorek.

GRUPA IVANA LENDLA

Miejsce Zawodnik Mecze Sety Punkty
1. Milos Raonic 1 2-0 2
2. Novak Djoković 1 2-1 2
3. Dominic Thiem 1 1-2 1
4. Gael Monfils 1 0-2

1