Tenis – ATP World Tour Finals: Zmęczony Murray i pewny siebie Djoković w finale

Nie mamy niespodzianki w składzie ostatniego w sezonie meczu ATP. Było jednak bardzo blisko takowej, gdyż piłkę meczową w starciu z Andym Murrayem miał Milos Raonic. Ostatecznie to szkot wygrał 5-7 7-6(5) 7-6(9). Zdecydowanie łatwiej zwycięstwo przyszło Novakovi Djokićovi, który pokonał Keia Nishikoriego 6-1 6-1. Zaskoczeniem jest skład finału debla.

W pierwszym półfinale singla lider rankingu – Andy Murray, podejmował Kanadyjczyka Milosa Raonica. Było to wykańczjące, wyniszczające, trwające ponad 3,5 godziny (sic!) spotkanie. Murray miał dziś swoje problemy, szczególnie jeśli chodzi o serwis, świetne zgrania przeplatał kiepskimi. Raonic natomiast wspiął się na wyżyny swoich umiejętności. Pierwszy set miał pewien schemat. Przy serwisie Raonica gemy były krótkie, pewnie wygrywane przez Kanadyjczyka, za to przy podaniu Szkota oglądaliśmy równowagi i break-pointy. Niżej notowany zawodnik miał niewielką przewagę i to pozwoliło mu wygrać tę partię.
W drugim secie również przy gemy serwisowe Milosa się wydłużyły. Na początku tej partii Murray był chyba w najbardziej kryzysowej sytuacji w tym spotkaniu. Gra bardzo mu się nie układała i rywal zyskał przewagę przełamania. Na szczęście zebranych w Londyńskiej hali kibiców, już w kolejnym gemie mistrz olimpijski z Londynu i Rio wyrównał i odzyskał pewność siebie. Oglądaliśmy naprawdę świetne spotkanie. Do rozstrzygnięcia tego seta potrzebny był tiebreak. Andy wygrał go do pięciu i wyrównał stan meczu.
W decydującym secie emocje tylko rosły. Żaden z tenisistów nie odpuszczał. Obydwoje walczyli zaciekle o każdą piłkę. Kiedy już wydawało się, że reprezentant gospodarzy za chwilę wzniesie ręce w geście triumfu, gdyż prowadził 5-4 i serwował, Kanadyjczyk odrobił stratę. Chwilę później przy 6-5 również. Znów mieliśmy tiebreak. Murray zaczął go lepiej, prowadził już 5-3, ale roztrwonił te dwa punkty. Ostatecznie wygrał 11-9, po swojej czwartej piłce meczowej. Po drodze jedną okazję na awans do finału miał Raonic. Mecz trwał aż 3 godziny 37 minut! A było to już drugie ponad trzygodzinne spotkanie lidera rankingu w finałowym turnieju, po spotkaniu z Nishikorim. Zapewne będzie to miało wpływ na jego jutrzejszą dyspozycję.

Drugi półfinał był wręcz przeciwieństwem pierwszego. Djoković nie dał Nishikoriemu najmniejszych szans. Dominował w każdym elemencie gry. Oddał swojemu rywalowi tylko dwa gemy. Chyba sam był zaskoczony z jaką łatwością tego dokonał. W obydwu partiach Japończyk wygrał tylko piąte gemy. Mecz trwał zaledwie godzinę i 7 minut, co przy tak długim meczu Murraya zapewne jest kolejnym powodem dla Serba do zadowolenia. Przypomnijmy, że jeśli Novak jutro wygra, powróci na pierwsze miejsce w rankingu ATP i jednocześnie zakończy na nim sezon.

O ile w singlu skład finału jest zgodny z oczekiwaniami, o tyle w deblu mamy niespodziankę. Fińsko-australijska para Henri Kontinen/John Peers pokonała 7-6(2) 6-4 braci Mike’a i Boba Brayanów. Ich rywalami będą reprezentant RPA Raven Klaasen i Amerykanin Rajeev Ram, którzy również niespodziewanie wygrali z brytyjsko brazylijską parą Jamie Murray/Bruno Soares 6-1 6-4.