Tenis – WTA Finals: Kuzniecowa nadal z patentem na Radwańską

Wielu sportowców mówi, że dużo łatwiej zdobywa się pierwszy tytuł, niż później się go broni. Na razie ta teza zdaje się potwierdzać w przypadku Agnieszki Radwańskiej. Polka przegrała w pierwszym meczu Finałów WTA w Singapurze 5:7, 6:1, 5:7. Mecz był niezwykle zacięty i trwał 168 minut. 

W pierwszym meczu finałów WTA, Agnieszka Radwańska mierzyła się ze Swietłaną Kuzniecową. Rosjanka nigdy nie była wygodną przeciwniczką dla naszej najlepszej tenisistki. Dość powiedzieć, że w 16 bezpośrednich spotkaniach obu pań, aż 12 razy górą była Kuzniecowa. Swoją wyższość potwierdziła też w niedawnym turnieju w Wuhan, kiedy to wygrała z Polką w trzech setach – 1:6, 7:6 (11:9), 6:4. Tym razem jednak większe szanse przed spotkaniem dawano tenisistce z Krakowa, która przed turniejem w Singapurze miała wolny tydzień, a Kuzniecowa grała jeszcze w sobotę finał turnieju Kremlin Cup w Moskwie, dzięki któremu awansowała do finałów WTA.

Polka świetnie jednak zaczęła poniedziałkowe spotkanie. Po Kuzniecowej było widać zmęczenie i brak mobilności w poruszaniu się na korcie. Dwa pierwsze gemy padły łupem zawodniczek aktualnie serwujących, ale kolejne trzy rozgrywki Radwańska pewnie wygrała, tracąc w ich trakcie ledwie jedną piłkę W tym momencie obudziła się Rosjanka. Wygrana gra na przewagi w kolejnym gemie dodała jej pewności siebie, a przełamanie serwisu Polki właściwie powróciło ten mecz do stanu remisu, który na tablicy wyników pojawił się po 8. gemie. Dwa kolejne gemy padły łupem serwującej, ale dużo łatwiej swoje podanie uzyskała Rosjanka, która akurat w tej fazie meczu wyglądała dużo lepiej od Polki. Kolejne dwa gemy niestety to potwierdziły. Najpierw „Swieta” łatwo przełamała serwis Polki, a w kolejnym gemie, mimo prowadzenia Radwańskiej 30:0 i 40:30, przechyliła losy pierwszego seta na swoją korzyść, wygrywając 7:5.

Drugi set zaczął się od wygranego gema przez Radwańską, a potem przełamania serwisu Rosjanki. Polka znowu przypominała zawodniczkę z początku pierwszej partii, gdy nie dawała Rosjance za wiele pola do popisu. Choć w kolejnym gemie na chwilę powróciły demony poprzedniej partii i „Swiecie” udało się uzyskać powrotne przełamanie, to Polka skontrowała, wychodząc na prowadzenie 3:1. Następne dwa gemy pokazały, że demony końcówki pierwszego seta raczej nie wrócą. Rosjanka gasła z każdą chwilą, podczas gdy Polka coraz lepiej czuła singapurski kort, kończąc kolejne piłki lub zmuszając rywalkę do błędu. Losy drugiego seta rozstrzygnęły się na korzyść Polki już po siedmiu gemach drugiego seta (6:1).

Decydująca partia zaczęła się od serwisu Rosjanki, która jednak zaczęła grać bardzo słabo. Co prawda ze stanu 0:40 udało się jej doprowadzić do równowagi, ale Polka wykorzystała czwartego break pointa i uzyskała przewagę od razu na początku pierwszej partii. Kolejny gem był najdłuższym w tym spotkaniu. Kuzniecowa miała dwie szanse na odrobienie przełamania, ale Polka zachowała nerwy na wodzy i prowadziła 2:0. Niestety, chwilę później do meczu powróciła Rosjanka wygrywając dwa gemy z rzędu i zaczynając mecz od nowa. Polka jednak ponownie popisała się świetnym gemem przy serwisie rywalki – grając długo, cierpliwie i skutecznie oddała Rosjance tylko jeden punkt i było 3:2. Polka skutecznie dokończyła przełamanie w kolejnym gemie. Kuzniecowa wyglądała na załamaną zmarnowanymi szansami, ale próbowała zaciekle walczyć. Wygrała kolejnego gema, a w 8. gemie prowadziła najpierw 40:0, ale wygrała dopiero po kolejnej długiej grze na przewagi. Cóż z tego – Polka po raz kolejny pokazała klasę, grając cierpliwie i kapitalnie przełamując „Swietę” na 5:4. Cóż z tego – kolejny długi gem tego spotkania przyniósł przełamanie na 5:5. Obie zawodniczki ostatnie gemy grały na niewyobrażalnym poziomie, ale też ostatnim paliwie. Niestety, po 168 minutach Polka schodziła z kortu pokonana, w stosunku 5:7, 6:1, 5:7.

Swietłana Kuzniecowa, Rosja – Agnieszka Radwańska, Polska 7:5, 1:6, 7:5

Drugi mecz dzisiejszego dnia, w którym Garbine Muguruza podejmowała Karolinę Pliskovą, również nie należał do tenisowych sprintów, a był raczej – kolejnym tego dnia – maratonem. Spotkanie zaczęło się kapitalnie dla reprezentantki Czech, która od stanu 1:1 wygrała cztery kolejne gemy, przejmując inicjatywę i dominując nad Hiszpanką. Wygrana tylko dwóch gemów w pierwszym secie mocno zdenerwowała zawodniczkę z Półwyspu Iberyjskiego, ale kolejnej partii też nie zaczęła ona dobrze, bo mimo zaciętego ich przebiegu, dwa pierwsze gemy wpadły na konto Pliskovej. Czeszka nie wytrzymała jednak napięcia w 6. gemie drugiego seta i było już 3:3. Wtedy to Hiszpanka przejęła inicjatywę, prowadziła już 5:3 i… dała się znowu dogonić Pliskovej, a o triumfie w drugiej partii musiał zdecydować tie-break. Ten rozpoczął się lepiej dla zwyciężczyni tegorocznego turnieju w Katowicach, która wygrała trzy pierwsze punkty. Muguruza jednak odpowiedziała serią czterech punktów. Od tego czasu tie-break przebiegał pod dyktando Hiszpanki, która wygrała 6:4 i doprowadziła do remisu.

Uskrzydlona Hiszpanka kapitalnie rozpoczęła też decydującego seta. Dwa przełamania, dwa wygrane gemy po swoim serwisie i wydawało się, że jest po zabawie. Było już nawet 5:2, ale w tej chwili… odrodziła się Czeszka, zachowując niesamowitą odporność psychiczną i wygrywając 7:5. Kolejny niesamowity mecz tego dnia i kolejne niespodziewane zakończenie. Już jutro kolejne emocje w WTA Finals. Angelika Kerber zagra z Simoną Halep, a Madison Keys z Dominiką Cibulkovą.

Karolina Pliskova, Czechy – Garbine Muguruza, Hiszpania 6:2, 6:7 (4:7), 7:5