Wszystko idzie w dobrym kierunku – wywiad z Jagodą Gruszczyńską

Powoli kończy się sezon siatkówki plażowej. Dla większości polskich par ostatnim jego akordem były Mistrzostwa Polski, które w weekend odbyły się we Wrześni. Po turnieju porozmawialiśmy z Jagodą Gruszczyńską – o sezonie, boiskowych partnerkach, medalach i Mistrzostwach Europy U22.

Dawid Brilowski: Na początku chciałem zapytać się tak ogólnie o ten sezon. Zdobyłaś brąz w Timisoarze na zawodach rangi satellite, kwalifikowałaś się do turniejów finałowych GS, zdobyłaś także srebro Mistrzostw Europy U22. A jakie były założenia przedsezonowe? Który z tych celów był najważniejszy?

Jagoda Gruszczyńska: Generalnie ten sezon podporządkowany był pod turniej Continental Cup, na którym można było jeszcze uzyskać awans na igrzyska olimpijskie. Także to był główny cel – jedyny tak naprawdę wyznaczony przez PZPS i przez trenera. Z Dorotą w sumie nie miałyśmy razem grać w tym roku, bo miałam grać z Karoliną Baran. Niestety Karolina na naszym pierwszym wspólnym tegorocznym obozie, w styczniu bodajże, złapała kontuzję i musiała przejść operację barku. Z Dorotą wyszło to bardzo spontanicznie. Był telefon do niej, ona w ciągu trzech dni musiała zrezygnować ze wszystkiego co robiła i zdecydować się grać na plaży. Także nie miałyśmy za dużo czasu na przygotowania. Stąd też brak jakichś konkretnych celów i wymagań, co do naszej pary. Sezon uważam za udany mimo wszystko. Zdobyłyśmy medal – pierwszy medal na seniorskiej imprezie międzynarodowej. Potem kolejny medal na zakończenie rozgrywek młodzieżowych, no i tutaj brązowy medal Mistrzostw Polski, także bardzo fajny sezon.

DB: Dorota [Strąg] była Twoją bodaj trzecią partnerką do gry w ostatnich latach…

Jagoda Gruszczyńska: Było ich nawet jeszcze więcej!

DB: Trudno się tak zmienia partnerki?

Jagoda Gruszczyńska: Tak, ciężko się zmienia partnerki. Jednak to zgranie też jest potrzebne. Tym bardziej, że nie jesteśmy zawodniczkami, które mają jakieś super warunki fizyczne. W takim przypadku trzeba nadrabiać czymś innym i właśnie takim zgraniem nadrobić można. Także fajnie by było jakbyśmy dostały szansę, aby z jedną partnerką choćby dwa lata pograć i zobaczyć czy to faktycznie funkcjonuje czy nie. Z Dorotą się świetnie dogadujemy i mam nadzieję, że i w przyszłym sezonie razem zagramy.

DB: No więc właśnie – jak przy tym wszystkim wyglądały Wasze przygotowania do Mistrzostw Europy? Przecież cały sezon grałaś z Dorotą Strąg i nagle na ME U-22 jedziesz z Kasią Kociołek. Było zapewne trudno, chociaż z Kasią grałaś już wcześniej. To zgranie zostało w głowie?

Jagoda Gruszczyńska: Tak, zostało. Z Kasią jest taka sytuacja, że bardzo dobrze czujemy się ze sobą na boisku. Mamy podobny styl gry i podobne myślenie. Obie dużo widzimy, obie dużo czujemy piłki. Także czasami wychodzą bardzo śmieszne sytuacje, w stylu że umawiamy się, że ja skaczę skos, Kasia ma bronić wtedy prostą, po czym obie zauważamy, że jest inna sytuacja i nagle zmieniamy obie decyzję i zupełnie bez informacji bardzo dobrze się rozumiemy. Także z Kasią nie było tego problemu, bardzo fajnie się grało. No ale kto wie, może jakbyśmy trochę dłużej potrenowały, to to złoto by przyszło bez problemów. Mimo to miałyśmy duże szanse w finale. Chociaż srebro jest i tak dla nas sporym sukcesem, tym bardziej po tygodniu wspólnych treningów.

DB: Tylko tydzień?!

Jagoda Gruszczyńska: Tak, tydzień wspólnych treningów był przed turniejem. No, może nieco więcej – tydzień i parę dni, bo dwie konsultacje po cztery dni miałyśmy chyba. Nie było więc za dużo czasu. Tym bardziej, że obie jesteśmy zawodniczkami broniącymi i musiałyśmy razem grać, także zmieniałyśmy się na bloku i co akcję chodziłyśmy do niego na zmianę. Z drugiej strony było to też korzystne – ekonomiczne granie, nie męczyłyśmy się tak bardzo…

DB: I chyba nieco zaskakujące dla rywalek.

Jagoda Gruszczyńska: I zaskakujące dla rywalek. Nigdy nie wiedziały, gdzie im wyrośniemy. Fajnie to wyszło, nie spodziewałam się, że wyjdzie to aż tak dobrze.

DB: Na początku turnieju w Salonikach mimo to szłyście jak burza. Pierwsze cztery mecze wygrane bez najmniejszych problemów. Jak oceniasz poziom tego turnieju?

Jagoda Gruszczyńska: Poziom tych turniejów młodzieżowych się wyrównał. Jeździmy już na nie od kilku lat. Często było tak, że było kilka mocnych pary, a reszta to były pary słabsze, przy których było wiadomo, że się z nimi wygra, oczywiście grając swoje. A tutaj było dużo więcej wyrównanych par. A poziom uważam, że był całkiem dobry. Dziewczyny, które tam grały to też pary, które zaczynają już powoli jeździć po turniejach organizowanych przez CEV i FIVB. Z parą, z którą grałyśmy w finale, z Dorotą [Strąg] wygrałyśmy w meczu o trzecie miejsce w Timisoarze. Także to nie są pary przypadkowe. Pamiętajmy, że to już najwyższa kategoria wiekowa.

DB: Ale Łotyszek chyba mało kto się spodziewał w finale. Było tam kilka par dużo bardziej doświadczonych na arenie międzynarodowej. Wy spodziewałyście się, że to właśnie Kravcenoka i Graudina mogą z Wami powalczyć w finale?

Jagoda Gruszczyńska: Rzeczywiście było kilka bardziej doświadczonych par. Przed turniejem bym nie powiedziała, że to one. Ale wówczas brałabym w ciemno również finał w naszym wykonaniu. Także przed turniejem ciężko było coś powiedzieć, bo wiadomo – i warunki atmosferyczne, i warunki samych boisk też mają wpływ. Ale już podczas turnieju spodziewałam się, że dziewczyny z Łotwy będą bardzo dobrym przeciwnikiem i nie zdziwiło mnie to, że znalazły się w finale.

DB: Wróciłyście z Mistrzostw Europy i można powiedzieć, że niemal od razu znalazłyście się na Mistrzostwach Polski we Wrześni. Tutaj grasz już w parze z Dorotą Strąg i trafiasz tak, że po drugiej stronie siatki jest Twoja partnerka z ME U22 – Kasia Kociołek. A do tego Twoja krajanka – Martyna Wardak. Jak się czułaś grając z nimi? Czy taka znajomość rywalek ułatwia sprawę czy wręcz przeciwnie?

Jagoda Gruszczyńska: Z jednej strony ułatwia, z drugiej nie. To działa w dwie strony – ja znam Kasię, a Kasia zna mnie i dziewczyny. Znamy się już przecież bardzo długo, bo razem trenowałyśmy w szkole. Martyna też już parę ładnych lat gra na plaży. O tyle lepiej, że te pary znamy, że możemy coś taktycznie ustawić i wtedy  może tym gdzieś przeważać nad nimi. Bo tutaj w Polsce ten styl grania jest jednak zupełnie inny niż na turniejach międzynarodowych. Nie chodzi mi tutaj o poziom w żadnym wypadku, tylko o styl. Dziewczyny grają zupełnie inną siatkówkę i trzeba trochę meczów, trochę turniejów, żeby się do tego przyzwyczaić. Jak pojechałyśmy na pierwszy turniej w Kozienicach z Dorotą, to pierwsze piłki były mega zaskoczeniem. Co się dzieje – wszyscy grają nisko, szybko… Także jest to jakiś element zaskoczenia. Nie wiem więc czy to bardziej pomaga czy przeszkadza. Zależy też chyba potem od dyspozycji dnia. Szczególnie, że z Kasią spotkałyśmy się dwa razy na tym turnieju.

DB: I to z przeciwnym skutkiem.

Jagoda Gruszczyńska: Z przeciwnym skutkiem. Wydaje mi się, że Kasia z Martyną wyciągnęły wnioski po pierwszym spotkaniu. Zaczęły grać inaczej niż zawsze, także było nam ciężej i wynik się odmienił…

DB: Wynik się odmienił, ale brązowy medal jest. Gratuluję serdecznie!

Jagoda Gruszczyńska: Dziękuję bardzo.

DB: No właśnie, masz brązowy medal, masz dobre wyniki w tym sezonie, srebro młodzieżowych ME. Takie fajne zwieńczenie udanego sezonu. Jak oceniasz ten sezon powiedziałaś już na początku, ale czy jest coś, co chciałabyś zmienić w perspektywie kolejnego sezonu?

Jagoda Gruszczyńska: Nie, myślę że był to dobry sezon i że wszystko idzie w dobrym kierunku. Wiadomo, że jest dużo rzeczy, nad którymi musimy pracować – zarówno indywidualnie, jak i w parze. No ale jesteśmy młode, mamy czas na to. I chcemy pracować przede wszystkim. Więc czego trenerzy mogliby chcieć więcej, jak mają zawodniczki, które są ambitne i które chcą pracować? Sezon zaliczam do udanych, fajnie się czuję i myślę, że następny sezon też będzie dobrym sezonem.

DB: Pozostaje zatem tylko życzyć powodzenia.

Jagoda Gruszczyńska: Dziękuję bardzo