Z Markiem Zawadką rozmowa o dziś i jutrze polskiego badmintona

Nasze rozmowy z Markiem Zawadką stały się już tradycją. Były sędzia badmintona, organizator największych turniejów badmintonowych w Polsce, z mistrzostwami Europy włącznie, pasjonat tej pięknej dyscypliny, a obecnie… kandydat na prezesa Polskiego Związku Badmintona. O polskim badmintonie z panem Markiem rozmawia Bartosz Szafran. Dziś pierwsza część wywiadu, za tydzień kolejna.

_41v9773bPanie Marku. Do rozpoczęcia Mistrzostw Europy Drużyn Mieszanych zostały 3 miesiące. Czy wszystko już dopięte na przysłowiowy „ostatni guzik”?

30 listopada będzie losowanie grup i potem będziemy kończyć dopinanie.

A gdzie to losowanie? Będzie miało uroczystą oprawę?

Losowanie zaplanowano w Lubinie w siedzibie TV Regionalnej. W studio. Będzie transmisja na kanale Badminton Europe i Badminton Lubin oraz w TVRegionalna.

Niedawno (11-13 listopada) rozegrano turnieje kwalifikacyjne. Do Danii, Niemiec, Rosji, Hiszpanii, Holandii, Anglii i Polski, które nie musiały się kwalifikować dołączyły Francja, Szwecja, Irlandia, Bułgaria i Szwajcaria. Jakieś zaskoczenia? 

Brak Szkocji… mimo wszystko. Niemniej kontuzja Kirsty Gilmour odebrała im jeden punkt.

To kogo widzi pan na podium prócz Danii oczywiście?

Hmm Anglia i Rosja to silni panowie, Bułgaria  – panie. Francja wyrównany skład. Do tego Hiszpania z Caroliną Marin i Pablo Abianem, Holendrzy z dobrym deblem kobiet i mikstem. Wyrównana stawka.

A Polacy?

To pytanie do Zarządu PZBad I trenera kadry. Nic nie wiem o składzie. Mamy mocny mikst i niezły debel panów. Kontuzjowani są singliści i kompletnie nic nie wiadomo o kobietach. 3 lata temu przyznano Polsce tą imprezę. I jak wyglądają przygotowania naszej kadry to wie tylko obecny Zarząd Polskiego Związku.

Panie Marku. Kilka dni temu zakończyły się mistrzostwa świata juniorów. Po wieloletniej przerwie wystartowała w nich ekipa z Polski. Jak pan ocenia występ naszych nadziei?

Przyzwoicie. Wygrali to co mieli wygrać. Nie sprawili żadnej niespodzianki na plus – poza świetnymi pojedynkami miksta w turnieju drużynowym oraz singlowymi potyczkami Wiktorii ani na minus – nie zamierzam oceniać zawodników. Myślę, że tak jak z każdej takiej imprezy trenerzy przedstawią analizę. Turniej indywidualny jak widać to supremacja Azjatów (drużynowy podobnież) – ale to w kategorii juniorów jest bardziej widoczne niż w seniorskich. Szkoda tylko, że debel dziewczyn nie pograł sobie więcej – bo tam jest potencjał a i szkoda, że na tak ważną imprezę nie pojechało więcej zawodników.

No właśnie. Nie myśli pan ze część porażek w turnieju drużynowym to wina „krótkiej ławki”? Inne zespoły miały 10 i więcej zawodników a my sześcioro. Przecież taki Michał Kikosicki wyraźnie był bez formy. Grał bo nie było alternatywy...

Uważam, że mecz z Anglią był tu istotny. Przegraliśmy po zaciętym mikście i singlu dziewcząt. Tajwan był raczej poza zasięgiem, na pewno mentalnym – ale mikst pograł. A USA? To tak jak Nowa Zelandia i Australia. Naturalizacja zawodników. Nie mi osądzać formę Michała. I nie ja dokonywałem wyborów. Kryteria zawodnicy znali, regulamin i zasady powołania do kadry na Bilbao musiały być zatwierdzone przez Zarząd dawno. Podobnie jak w przypadku mistrzostw Europy. Przecież tych imprez, na których można było pokazać formę, było wiele.

Byliśmy wysoko w rankingach indywidualnych i drużynowym. Tyle że większość punktów zdobyliśmy na turniejach w których nie startowali czołowi Europejczycy i Azjaci. Nasi juniorzy powinni jeździć na turnieje za zachodzie Europy i na zawody seniorskie. Tylko skąd na to wziąć pieniądze?

Nikt z zewnątrz nie wie nic o pieniądzach jakie tak naprawdę funkcjonują w naszym badmintonie. No dobrze. Niewiele wiedzą. Związek nie jest transparenty. Natomiast wysokie miejsca na listach nie są grzechem, ale wiążą się z nimi oczekiwania. Nie demonizowałbym też tych mistrzostw. Bardzo fajnie, że tam pojechali. Proszę zwrócić uwagę na przykłąd nie było tam Szwajcarów i Irlandczyków w rozgrywkach drużynowych.

Ma pan pomysł jak spowodować, żeby powiedzmy za cztery lata polski junior znalazł się w ćwierćfinale mistrzostw? Tak jak teraz Toma Junior Popov, którego pamiętam z ubiegłorocznego Polish Junior International?

Mówi Pan o wyjątku. Porozmawiajmy lepiej o ćwierćfinałach i półfinałach mistrzostw Europy juniorów. A, że to wyjątek to proszę. przeanalizować… Gdy Europejczycy trafiali na Europejczyków to dochodzili do ćwierćfinałów… W niedalekiej przeszłości: 2012 – zero medali dla Europy, 2013- zero medali dla Europy, 2014 – zero medali dla Europy. W ubiegłym roku tylko para duńska doszła do półfinałów, w tym roku nikt. Proszę przeanalizować German Junior i Dutch Junior… proszę popatrzeć jak wygląda tam lanie Europejczyków i proszę popatrzeć, że młodzi Europejczycy nie pojawiają się na turniejach juniorskich w Azji, jak już to sporadycznie. Nie ten świat. Tak jakby Pan się pytał czy Legia Warszawa utrzymałaby się w Premier Legaue… otóż nie utrzymałaby się… Może przypadkowo przez rok.  Dlaczego? Finanse, przepaść w traktowaniu kultury fizycznej ogólnie, organizacja sportu a także organizacja dyscypliny. Nas powinno interesować to, by w badmintona na poziomie zawodniczym grało więcej niż 1000 osób. Potem naturalnie można dojść do wyników. Ale ćwierćfinał na MŚJ? Dlaczego Pan się nie zapytał dlaczego nigdy nie byliśmy w ćwierćfinale na MŚ seniorów. Bo to przede wszystkim medale seniorskie decydują o poziomie postrzegania dyscypliny….

Byliśmy w ćwierćfinale igrzysk, byliśmy w ćwierćfinale mistrzostw świata – mowa oczywiście o Nadii i Robercie. No dobrze, to co zrobić, by być w czołówce mistrzostw Europy U17, U19 a potem seniorów.

Kilka lat temu w MŚ – a potem wynik Pan poda? A igrzyska? Inna impreza, inne kwalifikacje… i cały czas mowa o tej samej parze… A co zrobić? Raz, że przeanalizować jak pokolenie Mateusiaka/Łogosza/Augustyn to zrobiło, dwa – zobaczyć jak to robią u innych i zdecydować się czy interesują nas na serio medale na MŚ i ME czy rozgrywki do poziomu juniora. Wewnętrzne. Krajowe.

Panie Marku. 10 grudnia wybory nowych władz Polskiego Związku Badmintona. Wiem że zamierza pan kandydować na stanowisko prezesa zarządu. Po co to panu?

(śmiech) 1 200 000 PLN długu plus bilans na poziomie minus 100 000 PLN rocznie… No właśnie po co, a z drugiej strony wydanie kilkuset tysięcy na Narodowy Dzień Badmintona. Fascynujące prawda?

Rozumiem ze za cztery lata będzie plus milion na koncie?

Nie. Za 4 lata będzie spłacona część długu, odblokowane konta i transparentny przepływ finansów. Nie przez Fundacje która używa nazwy i loga Związku i nie przez Okręgowe Związki.

A skąd na to pieniądze? Najpierw trzeba sprawić by badminton jako sport stał się popularny bo za popularnością pójdą pieniądze od sponsorów. Ministerstwo więcej funduszy  nie da…

Na co pieniądze? Na spłatę? To dług wobec ZUS można negocjować spłatę na raty. Jak Pan zrobi popularność z zablokowanymi kontami? Jak Pan zdobędzie sponsorów z zablokowanymi kontami i minusowym bilansem od kilku lat? Dlaczego kluby mają wpłacać opłaty przynależne na rzecz Fundacji. Przecież nie wynika to z żadnego prawa. Może zaś być podstawą do wyciągania konsekwencji prawnych wobec przelewających. Bo dlaczego nie przelewać na Fundacje „Złoty Miś”? albo na Związek Hodowców Gęsi – można uzasadnić to tym, że gęsi mają istotny wpływ na badminton.

Może nie organizować sztandarowego Polish Open w Arlamowie tylko na przykład na Torwarze? Zaprosić na turniej Caroline Marin albo Viktora Axelsena? Może przekonać telewizje by nie transmitowała tylko dwóch finałów a turniej powiedzmy od ćwierćfinałów? Powalczyć o wyższą kategorię. A może postarać się o organizację mistrzostw świata?

To znaczy mamy 1000 członków PZBad i robimy mistrzostwa świata? Telewizja? Jedna transmisja to koszt 20 000. Transmisje od ćwierćfinałów to 100 tysięcy. Wyższa ranga? Grand Prix Szkocji kosztował 750 000 funtów za 5 lat. W Europie mamy dwa turnieje Superseries Premier, jeden Superseries, trzy Grand Prix Gold i dwa Grand Prix. Axelsen? Marin? A po co Oni tu przyjadą? Torwar jest bardzo drogi…

No dobrze to co Prezes Zawadka zrobi żeby badminton stał się popularniejszy?

Prezes Zawadka postara się by był popularniejszy. „Łączy nas piłka” można przekuć na „Łaczy nas lotka”. Tyle ze wszyscy się muszą zaangażować. W dzisiejszych czasach dobrze funkcjonująca strona internetowa, media społecznościowe, youtube to oczywista podstawa. A gdzie telewizja badmintonowa? Mecze unihokeja są transmitowane i piłkarskiej okręgówki, to turnieje badmintonowe nie mogą?

Koniec części I.