Zapasy – Ryszard Wolny : „Mistrzowie rodzą się w bólach” (artykuł, wywiad)

W zapasach mamy końcówkę sezonu. Niezbyt wiele będzie się działo, więc warto przypomnieć sylwetkę Ryszarda Wolnego. Złoty medalista Igrzysk Olimpijskich w zapasach w stylu klasycznym z Atlanty (1996 rok). Były zawodnik Unii Racibórz, który to klub reprezentował blisko dwadzieścia lat. Po zakończeniu kariery trener i radny w Raciborzu. 

Ryszard Wolny jest od początku kariery wierny Raciborzowi. Na Igrzyskach Olimpijskich startował aż pięciokrotnie. Największy jego sukces to oczywiście złoty medal olimpijski zdobyty w Atlancie w 1996 roku. Tam działy się wielkie rzeczy w wykonaniu polskich zapaśników. Po zakończeniu kariery pan Ryszard nadal „siedzi” w zapasach i nadal w Raciborzu. Leży mu na sercu rozwój polskich zapasów dlatego został trenerem i radnym w Raciborzu. Dzięki temu od wielkiego mistrza mogą się uczyć młodzi adepci oraz jego syn – Mateusz. Józef Tracz, który zdobywał medale olimpijskie w czasach Wolnego również jest trenerem zapaśniczym. Dzięki temu młodzież ma od kogo czerpać wzorce i iść w ślady mistrzów.

Ryszard Wolny również popiera zawodową ligę zapaśniczą. Wie, że będzie o co walczyć i że pobudzi to rywalizację. Czy odrodzi polskie zapasy? Przyznaje, że to nie takie proste : -Kiedyś sport opierał się na zakładach pracy, na klubach wojskowych czy milicyjnych. Teraz trzeba szkolić najmłodszych od przedszkola i nie musi się to odbywać w eksluzywnych warunkach. Mistrzowie rodzą się w bólach. Nie załatwią tego najlepsi szkoleniowcy ani nowe obiekty. Należy dbać o młodzież i pomagać jej w rozwoju. Pomocne w tym jest pokazywanie młodym ikon sportu i autorytetów, a nie pseudocelebrytów.

Od zawsze roznosiła go energia. Zauważyła to jego wychowawczyni Ragina Sedlaczek. Ona poradziła młodemu Rysiowi, żeby poszedł do Unii i zapisał się na zapasy. Dodatkowo jej mąż był szkoleniowcem zapaśniczym. I tak się zaczęła kariera przyszłego mistrza olimpijskiego. Spotkał tam wspaniałych ludzi, autorytety sportowe i moralne, szkoleniowców Aleksandra Zajączkowskiego i Piotra Starzyńskiego. Po roku treningów wygrał Międzynarodowy Turniej Młodzików w Ostrawie. Potem został mistrzem Europy juniorów młodszych, a rok później powtórzył sukces w gronie 18-latków. Rok po roku wygrywał w Europie zawody w różnych kategoriach wiekowych. Cały czas reprezentował Unię Racibórz. – Miałem możliwość zmiany klubu, ale zawsze byłem wierny Unii. Czułem się z tym klubem związany. Kochałem to miejsce i szanowałem trenera Piotra Starzyńskiego, który był dla mnie drugim ojcem i dzięki niemu osiągałem sukcesy – mówi Ryszard o tym czego jest tak przywiązany do Raciborza.

W 1992 roku mógł też zmienić barwy kraju ze względu na posiadanie podwójnego obywatelstwa : polskiego i niemieckiego. Pozostał jednak patriotą mimo złego okresu dla polskiego sportu. Mieszkał co prawda w Niemczech, trenował tam i siedem razy zdobył mistrzostwo Niemiec. Zarabiał na utrzymanie rodziny, ale pozostał wierny Polsce. W 1988 roku zadebiutował na Igrzyskach Olimpijskich w Seulu. Rok później został mistrzem Europy. Kolejny sukces to brązowy krążek na mistrzostwach świata. Mówi, że jednak miał niedosyt, bo myślał o złocie : – Zawsze czegoś brakowało. Raz to była kontuzja na dwa tygodnie przed mistrzostwami i zamiast pojechać na mistrzostwa świata, wylądowałem na stole operacyjnym. Ale cztery tygodnie później wygrałem z czwartym zawodnikiem MŚ z nie w pełni sprawną nogą – opowiada o nieszczęściach Wolny.

Ciekawa historia związana jest z występem olimpijskim w Atlancie. Razem z Józefem Traczem pojechali do USA z dzikimi kartami. Obydwaj zdobyli medale. Śmieje się Ryszard, że walczyli w jednych butach – Te, które nam dostarczono, nie były dobre. Zabrałem swoje stare, potem dałem je Józkowi. Później je podzieliliśmy, jeden jest u niego, drugi u mnie. W Atlancie pierwszą walkę wygrał z aktualnym mistrzem olimpijskim, Węgrem, Attillą Repkiem 7:1. To był jego jedyny stracony punkt w całym turnieju!!! Rozprawiał się z bardziej utytułowanymi zawodnikami, a w finale wygrał z Francuzem Ghani Yalouzem 7:0. Tylko żona Ryszarda wiedziała, że jedzie on do Atlanty po złoto… Tylko jej to zdradził i dotrzymał słowa. Marzył o tym sukcesie i marzenie się spełniło i to w znakomitym stylu. Nie miał sobie równych tego dnia na macie. Jego koledzy w Atlancie dołożyli jeszcze cztery medale!!! Polski klasyk za sprawą Wolnego, Zawadzkiego, Wrońskiego, Fafińskiego i Tracza zadziwiał świat. Po Atlancie Wolny zdobył srebro na ME, na MŚ był piąty i siódmy na igrzyskach w Sydney. W Australii był w dobrej formie, ale trafił do grupy „śmierci”. Jeden tylko awansował dalej… Pięć razy startował na igrzyskach w charakterze zawodnika i dwa razy w roli trenera.

Sam przyznaje, że najważniejsze było wsparcie żony : – Była u mojego boku na dobre i na złe. Była ze mną wtedy, kiedy odnosiłem sukcesy, ale była przede wszystkim wtedy, kiedy przegrywałem. Wiedziała bowiem, że porażki bardzo mnie ranią i bolą – mówi Ryszard. Wielu sportowców przyznaje jak ważne jest wsparcie najbliższych, wtedy kiedy nie idzie. Mówił o tym Paweł Fajdek po Rio i Robert Korzeniowski w studiu TVP. On to przeżywał na MŚ w Sewilli, gdzie był murowanym faworytem do złota. Po tej poraźce, po wyjściu z samolotu najbardziej ucieszył się z widoku najbliższych.

W 2004 roku Ryszard Wolny zakończył karierę, w wieku 35 lat. Wcześniej skończył studia na AWF w Gorzowie Wielkopolskim, na kierunku trenerskim. Rozpoczął więc pracę jako szkoleniowiec w… Unii Racibórz. Trenował juniorów i seniorów. Tak jak w karierze zawodniczej tak i trenerskiej osiągał sukcesy. Jego wychowanek został medalistą ME juniorów, a seniorzy sięgali po tytuły mistrzów Polski. Przez dwa lata jego podopieczni zdobyli worek medali. Zostało to zauważone i w 2007 roku został trenerem kadry narodowej w stylu klasycznym. Było to jego marzeniem : – Chiałem w ten sposób przedłużyć karierę sportową, a jednocześnie dzielić się wiedzą, wychowywać medalistów olimpijskich – przyznaje sam. W tej roli pracował 8 lat. Damian Janikowski zdobył w Londynie brązowy medal, jego zawodnicy zdobywali medale mistrzostw Europy i świata. – Odwołano mnie nagle, na kilka miesięcy przed igrzyskami w Brazylii. Komuś się to nie podobało, a sukcesy miałem. Pożegnaliśmy się za porozumieniem stron, koniec, kropka – mówi zdegustowany tą decyzją władz zapaśniczych. Oczywiście pracę tę łączył z działalnością samorządową w rodzinnym Raciborzu. Był szefem komisji oświaty, kultury, sportu, rekreacji i opieki społecznej. W kolejnych wyborach został wiceprzewodniczącym Rady Miasta. Mógł zobaczyć jak władze postrzegają sport w gminach i wywalczył dla mieszkańców aquapark. W kolejnych wyborach przegrał jednym głosem i nie zdobył mandatu radnego.

Dziś pracuje w swojej ukochanej Unii, w Raciborzu. Sam przyznaje, że nie ma już nic do udowodnienia, ale sporo jeszcze do zrobienia. Jako zawodnik zawsze był waleczny i taki sam jest  w roli trenera. Nie powiedział ostatniego słowa i chciałby trenować kadrę zapaśników jakiegoś innego kraju. Radość sprawiają mu sukcesy syna – Mateusza. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, więc syn idzie w ślady taty. Już jest medalistą ME juniorów i medalistą Polski seniorów. Wciąż się rozwija. – A dla ojca to największa frajda – mówi dumny tatuś.

Józef Tracz i Ryszard Wolny walczyli w jednych butach na Igrzyskach w Atlancie. Nie przeszkodziło im to w zdobyciu medali olimpijskich. Butami się podzielili, a teraz szkolą następców. Jeden w Unii Racibórz, a drugi w Śląsku Wrocław. Ryszard wychowuje syna oraz inny młody talent, czyli Dawida Ersetica. Józef jako wujek szkoli wielce obiecującego Michała Tracza. Obaj chłopcy oraz ich wielcy trenerzy spotkali się w finale zapaśniczych MP w Zgierzu , w kategorii wagowej do 59 kg. Triumfował podopieczny Józefa Tracza. Dobrze, że obaj panowie nie odeszli z zapasów i służą wiedzą, doświadczeniem, fachowością młodym adeptom. Są dla nich autorytetami i ikonami polskich zapasów. Ryszard i Józef wiedzą, że ich wiedza i doświadczenie może tylko pomóc polskim zapasom.