Zostań Legendą. Pozwólmy im usłyszeć futbol

Zawodnicy wmaszerowują na boisko gęsiego. Każdy trzyma wyciągniętą rękę na ramieniu idącego przed nim kolegi niczym na obrazie„Ślepcy” Pietera Bruegela. Bo rzeczywiście nie widzą. Nie dość, że oczy mają zakryte opaskami, to jeszcze pozaklejane plastrami. Sędzia sprawdza czy wszystko dobrze przylega po każdej przerwie w grze. Widzi tylko bramkarz, idący na samym przedzie. Nie ma ławek rezerwowych, za bramką przeciwnika i na środku boiska stają przewodnicy, którzy wykrzykują instrukcje. A jeśli jest rzut wolny lub karny, głośno opukują pałką oba słupki, żeby zawodnicy mogli wyobrazić sobie bramkę.

Nagrane Samsung Galaxy S7 (więcej o Galaxy)

W futbolu niewidomych najbardziej szokuje jednak cisza na trybunach. Bynajmniej nie z powodu oziębłości kibiców. Ci aż rwą się do dopingu. Podczas igrzysk paraolimpijskich w Rio oglądałem finał z udziałem Brazylii i Iranu. Fani żywiołowym dopingiem zmienili kilkutysięczny kort w małą Maracanę. Ale tylko podczas przerw w grze. W trakcie meczu łamiących „omertę” uciszano głośnym syczeniem. Cisza musi być absolutna, żeby zawodnicy słyszeli piłkę, wypełnioną dzwoneczkami. Oraz głosy kolegów i rywali wykrzykujących „Voy, voy!” (po hiszpańsku: idę, idę), żeby uniknąć zderzenia. W ciszy są w stanie podać perfekcyjnie do nogi partnera stojącego nawet parę metrów dalej.

Nagrane Samsung Galaxy S7 (więcej o Galaxy)

Patrząc z trybun nie wiedziałem co bardziej podziwiać. Czy kunszt reprezentacji Brazylii, która na igrzyskach paraolimpijskich jeszcze nigdy nie przegrała meczu i od wprowadzenia dyscypliny do programu w 2004 zawsze zdobywa złoto? Rajdy Ricardinho i Jefinho, dryblujących na pełnej szybkości z piłką przyklejoną do stopy i zmuszających bramkarzy do imponujących parad. Czy determinację zawodników by wbrew wyrokom losu uprawiać ukochaną dyscyplinę? Ich niezgodę na niepełnosprawność, wolę walki i przekraczania największych barier.

Nagrane Samsung Galaxy S7 (więcej o Galaxy)

Niewidomi futboliści są i w Polsce. Stracili wzrok w wyniku wypadku, podczas porodu, w wyniku błędu pielęgniarki, która zapomniała założyć okularów ochronnych dziecku w inkubatorze. Inni w wyniku choroby genetycznej, ktoś nie widzi od urodzenia. Na co dzień pracują jako masażyści, telefoniści w call center lub wklepują dane do komputera. Łączy ich piłka. Możliwość gry to dla nich spełnienie marzeń, sens życia i często jego jedyna radość. Czasem jedyny powód do ruszenia się z domu, podjęcia codziennej walki.

A największa radość to możliwość gry z orłem na piersi i dawanie radości innym. Tak mówi Adrian, jeden z reprezentantów Polski. „Boisko to jedyne miejsce gdzie czuję się bezpiecznie. Jedyne gdzie mogę zrealizować się fizycznie w 100 procentach. Wiem, że nic złego mnie tu nie spotka w przeciwieństwie do reszty świata”.

Nagrane Samsung Galaxy S7 (więcej o Galaxy)

Niestety dziś sytuacja jest taka, że nie wiadomo kto jest trenerem kadry, kto w niej gra, ani czy reprezentacja Polski w ogóle przystąpi do eliminacji mistrzostw Europy w Niemczech…

Futbol niewidomych zaczął rozkręcać w Polsce w 2010 roku Lubomir Prask, od 1993 roku nauczyciel w Dolnośląskim Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 13 dla niewidomych i słabo widzących we Wrocławiu. Namówił go ówczesny prezes Crossu (Stowarzyszenia Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących) Piotr Dukaczewski.

Chętnych znalazł bez problemu – kto nie kocha piłki? Treningi podejrzał podczas wyjazdów do Niemiec gdzie liga funkcjonowała od 10 lat, doszkalał się w internecie. Problemem był brak sprzętu i odpowiedniego boiska z ochronnymi bandami. Zamiast specjalną piłką z dzwonkami grano owiniętą w… szeleszczącą folię. Prask musiał poprosić wolontariuszy, żeby pilnowali słupków Orlika podtrzymujących siatkę, by żaden z zawodników nie zrobił sobie krzywdy. A cheerliderki szeleszcząc pomponami wskazywały koniec boiska.

Pierwszy mecz w odpowiednich warunkach ekipa z Wrocławia zagrała podczas wyjazdu do Berlina, a Niemcy potraktowali jako pierwszy, historyczny sparing. Niezgrani jeszcze i stawiający pierwsze kroki wrocławianie przegrali 0:8, ale w środowisku zaczęła buzować pozytywna energia.

Powstał drugi ośrodek futbolu niewidomych w Chorzowie (dziś już nie istnieje, jego rolę przejął Kraków) i reprezentacja Polski, której selekcjonerem został Prask.

Chłopaki zrobili błyskawiczne postępy. Kiedy po roku ci sami Niemcy zaprosili ich na rewanż, by na 100-lecie klubu zlać łatwego rywala, nasi zepsuli im święto wygrywając 2:1.

Pomocną dłoń wyciągnęło Ministerstwo Sportu dofinansowując zgrupowania oraz UEFA, która poprosiła drużyny z Chorzowa i Wrocławia o rozegranie pokazowego meczu na stadionie w Gdańsku przed ćwierćfinałem Euro 2012 Niemcy – Grecja.

W 2015 kadra trenera Praska zdołała się zakwalifikować na mistrzostwa Europy w Hereford w Anglii, gdzie zdobyła historycznego pierwszego gola i wygrała historyczny pierwszy mecz. Wyjazd pomógł sfinansować Robert Lewandowski. Wydawało się, że dyscyplina jest na fali wznoszącej…

Niestety w kwietniu zmienił się prezes Crossu. Nowy nie jest zainteresowany Blind Futbolem. Wstrzymano wszelkie finansowanie. Chłopaki odmawiają zaproszeń na turnieje do Pragi, Budapesztu czy Hiszpanii, bo nie stać ich by płacić za przejazd z własnych nędznych rent lub pensji. Ogarnia ich czarna rozpacz. Wiedzą, że jeden sezon już mają stracony. Marne szanse, że uda się przygotować do ME. Jak w tej sytuacji marzyć o igrzyskach paraolimpijskich w Tokio w 2020 roku? Głupio im znów prosić o pomoc Lewego. Zresztą przecież nie chodzi o to, żeby jeden piłkarz finansował ich dyscyplinę. Proszą tylko, żeby jej nie uśmiercać…