Apolitycznie – na tyle, na ile się da [felieton]

Za publicystykę zabieram się rzadko, „raz na ruski rok”, jak to się zwykło powiadać. Jeszcze mniejszą ochotę mam na wypowiadanie się na portalu sportowym o sprawach politycznych, zwłaszcza w obecnych realiach „podzielonej Polski”. Ale, korzystając z możliwości, jaką od prawie sześciu lat daje mi portal, który pomagałem zakładać, postanowiłem zabrać głos w sprawie, która nieco odbiega od tematyki portalu.

Słowem wprowadzenia – Mateusz Kusznierewicz, mistrz olimpijski w żeglarstwie (to dla tych młodszych, którzy kojarzą go bardziej z golfem i/lub przydługim przemówieniem z Gali Mistrzów Sportu 2012), stworzył projekt „Polska100” – rejs dookoła świata dla uczczenia 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. To nie tylko, używając wielkich słów, symboliczny hołd dla ojczyzny, ale też okazja do promocji naszego kraju za granicą. W związku z tym Kusznierewicz znalazł partnera dla tego projektu w Polskiej Fundacji Narodowej – organizacji politycznie kontrowersyjnej ze względu na tzw. „aferę billboardową” (o której tu będę wspominał jedynie tyle, ile będzie to potrzebne). I za to posypała się na niego fala krytyki/hejtu (używam obu form, aby zostać zrozumiałym przez czytelników w każdym wieku).

PFN poprzez swoich założycieli, spółki Skarbu Państwa (w tym sponsorów polskich związków sportowych tudzież samych sportowców) i ich prezesów z nadania politycznego, jest skazana, w mojej opinii słusznie, na oskarżenie „bycia na usługach obecnej władzy”, czego dowodem jest wspomniana wyżej sprawa billboardów. Były one pierwszą okazją dla PFN do zasłynięcia w mediach, nazwijmy je, „mainstreamowych”. Dziennikarze sportowi, a przynajmniej ci bardziej uważni, mogli wcześniej na stronie Fundacji znaleźć np. listę beneficjentów programu Team100, mającego z polityką tyle wspólnego, ile sport dofinansowywany z pieniędzy publicznych mieć musi. No, może odrobinę więcej – tyle, ile każdy nowy projekt każdego ministra sportu.

Oficjalnie celem PFN jest „promowanie wizerunku Polski za granicą, budowanie marki i promowanie polskiej gospodarki”. Pierwsza część brzmi znajomo? Jeśli nie wiecie skąd, przenieście wzrok dwa akapity wstecz. Nic więc dziwnego, że projekt „Polska100” zyskał takiego sojusznika. I to pomimo powiązań jego ambasadora z poprzednią władzą (Kusznierewicz znajdował się w komitecie poparcia PO w 2011 roku, a w 2015 roku wspierał prezydenta Bronisława Komorowskiego w walce o reelekcję). Internauci zarzucają Kusznierewiczowi, że „sprzedał się dla pieniędzy dobrej zmiany”. I tu dochodzimy do interpretacji faktów…

Bo przecież sam cel uhonorowania 100-lecia odzyskania niepodległości jest godny pochwały. Ktoś musi go jednak sfinansować. A że wola wyborców (dokładnie 50,92% uprawnionych do głosowania, którzy raczyli zameldować się w dniu wyborów przy urnie) chciała tak, że podczas tego wielkiego jubileuszu u władzy będzie akurat partia wzbudzająca co najmniej kontrowersje dotyczące ich postrzegania zasad zarządzania państwem, zarówno od strony administracyjnej, jak i, co w tym wypadku zdaje się być ważniejsze, finansowej… cóż, jedni powiedzą pech, drudzy powiedzą coś innego, a trzeci, to niech się wypowiedzą w 2019 roku w lokalu wyborczym.

Temat projektu „Polska100” podłapał portal (nomen omen) natemat.pl, gdzie wprawdzie przedstawiono różne opinie dotyczące zaangażowania Kusznierewicza we współpracę z PFN, ale już tytuł nie pozostawiał wątpliwości, co czytelnik ma o żeglarzu myśleć (oczywiście przytoczę – „Kusznierewicz twarzą dobrej zmiany? Występuje w kampanii Polskiej Fundacji Narodowej, ale nam mówi: >>jestem apolityczny<<„). Perfekcyjny przykład dla studentów dziennikarstwa, wiedzy o mediach tudzież uczestników warsztatów dziennikarskich, na zajęcia poświęcone manipulacji w prasie. Porównując z legendarnymi paskami TVP Info rozumiem już, co miał na myśli autor powiedzenia „sytuacja uległa zmianie o 360 stopni”.

Krytyka/hejt na Kusznierewicza związana z powyższą sytuacją porównałbym do gwizdów na Kazimierza Deynę w 1977 roku na Stadionie Śląskim. „Deyna otrzymał je dlatego, że był zawodnikiem nielubianej Legii (…)” – tak w biografii piłkarza pisał red. Stefan Szczepłek. Szukamy kolejnych porównań? Aż 175 z 304 medali zdobytych przez polskich sportowców trafiło na konto Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Ponad połowa! Dlaczego ci wszyscy zawodnicy nie są dziś tak wyklęci, skoro rywalizowali na chwałę takiego kraju?

Bo polityka, Drodzy Czytelnicy, mieszała się i miesza do dziś do sportu, natomiast sami sportowcy, jeśli tylko mogą i chcą (a w większości chcą), są obok tego. Nie startują pod niebieskimi flagami z białą literą N, z pomarańczowo-niebieskim uśmiechniętym konturem Polski na niebieskim tle, z zieloną koniczynką czy z biało-czerwono-niebieską flagą z głową orła. Startują pod flagą biało-czerwoną. Na stroju mają białego orła na czerwonym tle. Za to kochamy sport – że jednoczy ponad podziałami. „Małysz nie miał wrogów, bo Małysz jednoczył ludzi. Dzięki swojej wielkiej klasie, jako sportowiec i człowiek, umiał sprawić, że zapominaliśmy o podziałach i przez chwile byliśmy jednością.” – tymi słowami w dzienniku „Polska The Times” żegnał mistrza skoków red. Łukasz Rogojsz. Czy Kusznierewicz chciał to samo? Chyba tak, może na mniejszą skalę, ale jednak. Tylko wyszło jak zawsze.

Wojciech Nowakowski2251 Posts

Współzałożyciel portalu igrzyska24.pl. Ekspert w sprawach pięcioboju nowoczesnego, curlingu, hokeja na trawie i piłki wodnej. Poliglota - biegle włada językiem angielskim, niemieckim i węgierskim.

Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password