Badminton – Singapore Open: Udana duńska Wielkanoc

W Singapurze zakończył się właśnie czwarty w tym roku turniej cyklu Superseries. Najwięcej powodów do radości w Wielkanoc mają Duńczycy, który tuż przed mistrzostwami Europy zdobyli dwa tytuły – w obu deblach. Carolina Marin wciąż nie może przełamać Tai Tzu Ying.

W finale debla pań mieliśmy rewanż i to udany za mecz o olimpijskie złoto w Rio. Wtedy po przepięknym meczu triumfowały Misaki Matsutomo i Ayaka Takahashi. Potem Kamilla Rytter Juhl i Christinna Pedersen wygrały z Japonkami w Tokio i przegrały w Dubaju, dziś zagrały z nimi po raz piętnasty, odnosząc szóste zwycięstwo. Jak zwykle był to szalenie emocjonujący, stojący na galaktycznym poziomie mecz. Wszak zagrały obecnie dwie bezdyskusyjnie najlepsze deble świata. Dunki wygrały pierwszego i decydującego seta, Japonkom zapisano na koncie partię numer dwa.

Drugi triumf świętowali Duńczycy w grze podwójnej mężczyzn. Mathias Boe i Carsten Mogensen pokonali Chińczyków Junhui Li i Yuchen Liu w dwóch dość krótkich jak na poziom turnieju setach. Kluczem do wygranej w Singapurze był jednak dla Duńczyków półfinał, w którym okazali się lepsi od niepokonanych w tym roku Indonezyjczyków Marcusa Fernaldiego Gideona i Kevina Sanjaya Sukamuljo. Wygrali z triumfatorami wszystkich trzech tegorocznych turniejów Superseries w trzech setach, choć pierwszego przegrali wyraźnie, 11:21. Zwycięstwo w finale było już tylko logiczną konsekwencją sobotniego wyczynu.

Trzeci europejski finał w Singapurze był udziałem Caroliny Marin. Hiszpanka zmierzyła się z Tai Tzu Ying po raz drugi w ciągu siedmiu dni – w poprzednią niedzielę po magicznym meczu przegrała z Tajwanką w finale Malaysia Open. I tym razem lepsza okazała się liderka światowych list, zwycięstwo było bardzo przekonujące, odniesione w dwóch setach wygranych do 15. W ten sposób bilans pojedynków dwóch obecnie najlepszych singlistek świata wynosi 6:5 dla Tajwanki.

Swoje chwile radości mieli też Hindusi, tym razem nie dzięki Sainie Nehwal czy Pusarli Sindhu, lecz dzięki singlistom. W finale starli się B. Sai Praneeth i Kidambi Srikanth. Jak to bywa często w takich bratobójczych finałach do rozstrzygnięcia potrzebne były trzy sety. Nic dziwnego, bo panowie sąsiadują w rankingu BWF (29. i 30. miejsce). Po raz piąty w historii ich pojedynków na międzynarodowej arenie lepszy okazał się Praneeth, notując przy okazji pierwszy triumf w cyklu Superseries.

Trzeci turniej cyklu Superseries w tym roku wygrali Kai Lu i Yaqiong Huang. Dominatorzy obecnego sezonu tym razem okazali się lepsi o Tajlandczyków Dechapol Puavaranukroh i Sapsiree Raerattanachai. To był najdłuższy i najbardziej zacięty z dzisiejszych finałów, ale da Chińczykom awans na pierwsze miejsce w rankingu BWF.

Wyniki Singapore Open TUTAJ