„Chcemy pojechać na igrzyska i zapisać się w pamięci kibiców”

„J&J on Ice” – tak nazywa się ich kanał na YouTube, gdzie odsłaniają kulisy zawodów, treningów i życia prywatnego. Łyżwiarze figurowi Justyna Plutowska i Jeremie Flemin rąbka tajemnicy uchylili także specjalnie dla nas w obszernym wywiadzie przed najważniejszym startem w ich dotychczasowej karierze, na Mistrzostwach Europy w Moskwie. 

Justyna Plutowska/Jeremie Flemin, fot. Alena Shukalo

Naszą rozmowę muszę zacząć od gratulacji, bo przecież wicemistrzostwo Polski to zdecydowany powód do dumy, zwłaszcza, że pokazaliście w Koszycach bardzo dobre programy.

Justyna: Dziękujemy bardzo. Były to dwa w miarę czyste programy, więc powód do zadowolenia z samych siebie był. Chcieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony i myślę, że na tamtą chwilę podczas Mistrzostw zadanie wykonaliśmy. Ale w żadnym wypadku nie spoczywamy na laurach. Ten start jest już za nami, a oba programy wymagają jeszcze wiele pracy i szlifu.

Jeremie: Dziękujemy za ciepłe słowa! Musimy przyznać, że byliśmy zadowoleni z naszego występu i z tego jak widownia nam kibicowała, pomimo że trybuny nie były zapełnione. Pojechaliśmy mądrze, w skupieniu. Tego właśnie potrzebowaliśmy, aby pokazać sędziom i naszej federacji, że potrafimy jeździć czyste programy.

Nie ulega jednak wątpliwości, że w tym sezonie trochę prześladuje Was pech – na Warsaw Cup niefortunny upadek, zaś sędziowanie w Nicei trudno uznać za całkowicie sprawiedliwe…

Justyna: Wzloty i upadki zawsze będą nam towarzyszyć, jak i sytuacje na które nie mamy do końca wpływu. Upadki zdarzają się najlepszym, a sędziowanie zostawmy sędziom.. Jeśli chcemy dojść do czegoś musimy być silni emocjonalnie i co najważniejsze – nie poddawać się!

Jeremie: Oczywiście nie byliśmy zadowoleni z wyniku uzyskanego w Nicei, ale myślę, że nasze oczekiwania były nieco zbyt wygórowane po tym, jak na zawodach otwarcia sezonu w Oświęcimiu wygraliśmy program krótki z aktualnymi mistrzami Polski. To były dopiero pierwsze starty w sezonie i nasze programy nie były całkowicie gotowe z racji przerwy, jaką mieliśmy z racji mojej kontuzji pleców. Wiemy, że łyżwiarstwo figurowe nie jest może najbardziej sprawiedliwym sportem na świecie, bo o wynikach w dużej mierze decydują subiektywne oceny ludzi. Nie chcę jednak mówić, że brakuje nam szczęścia. Dla nas to dopiero początek, czas na zdobywanie doświadczeń. Uczymy się tego jak przegrywać, aby jeszcze bardziej doceniać dni w których będziemy zwyciężać.

Przed Wami najważniejszy start w sezonie, do którego jak mniemam przygotowujecie się od początku tego roku. Jakie cele stawiacie sobie na start w Mistrzostwach Europy?

Justyna: To prawda, o Mistrzostwach Europy wiemy już od zeszłego sezonu, więc nowy rozpoczęliśmy z nastawieniem na jak najlepsze przygotowanie się na start w styczniu. Celem oczywiście jest przejechanie jak najczystszego tańca krótkiego, dzięki któremu możemy dostać przepustkę na zaprezentowanie tańca dowolnego. Jeśli dobrze wykonamy zadanie, na pewno znajdziemy się w gronie 20. najlepszych par.

Jeremie: Tak, w piątek 19. stycznia będzie dniem mojego debiutu na tak ważnych zawodach, a Justyna wystartuje na mistrzostwach po raz drugi. Celem jest przede wszystkim to, żeby ludzie zapamiętali i polubili nas i nasze programy. Wynikowo postaramy się powalczyć o miejsce w czołowej 20.

Ty Justyno na ME wracasz po czteroletniej przerwie, zaś dla Jeremiego to absolutny debiut. Czujecie, że jest między Wami różnica w takim mentalnym, emocjonalnym podejściu do tych zawodów?

Justyna: Tak jak wspomniałeś, mój debiut na ME był cztery lata temu, ale mam również za sobą większe imprezy, takie jak Mistrzostwa Świata, wiec na chwilę obecną nie czuję większej presji i podchodzę to tego na większym „luzie”. Jeśli chodzi o Jeremiego myślę, że jest bardziej podekscytowany faktem, że weźmiemy udział w takich zawodach, tym bardziej, że będzie to jego debiut. Ale oboje wiemy, że to nad czym wspólnie pracujemy, plus dobre nastawienie bez paraliżującego stresu może tylko i wyłącznie zaprocentować. Więc nerwy będziemy trzymać na wodzy.

Jeremie: Dla mnie, jako showmana niezwykle ważna jest publiczność, która pomaga mi w trakcie występu. Czuję, że jesteśmy gotowi na start w Moskwie, więc sądzę że wszystko będzie dobrze. Mam tylko nadzieję, że fakt debiutu na tak dużych zawodach zbytnio mnie nie podekscytuje, bo wtedy zaczynam wykonywać dodatkowe ruchy i Justyna może być nieco zaskoczona…Jeśli uda mi się wjechać na lód skoncentrowanym, tak jak na mistrzostwach Polski, to wszystko powinno pójść po naszej myśli.

Oboje jesteście już doświadczonymi zawodnikami, ale Wasza wspólna przygoda dopiero się zaczyna. Myślicie o dalszych fazach Waszej wspólnej drogi i o tym by m.in. powalczyć o wyjazd na kolejne igrzyska, bo jak wiemy na te w Pjongczangu nie pojedziecie?

Justyna: Mamy jeszcze możliwości rozwoju i myślę, że pomimo tylko dwóch wspólnych sezonów pokazujemy postępy i chcielibyśmy to kontynuować. Tak więc zakładamy jeszcze w naszej karierze walkę o uczestnictwo w kolejnych Igrzyskach Olimpijskich. Chcielibyśmy w końcu spełnić nasze życiowe, sportowe marzenie dla którego poświęciliśmy już po 20. lat z naszego życia.

Jeremie: Oczywiście marzyliśmy o tym, by pojechać już na najbliższe igrzyska, jednak mieliśmy świadomość, że lista naszych osiągnięć nie jest jeszcze zbyt długa i trudno będzie wygrać rywalizację o jedno miejsce na igrzyskach. W planach mamy jednak występ na Igrzyskach Olimpijskich za cztery lata, gdzie chcielibyśmy udanie się zaprezentować i zapisać się w pamięci kibiców poprzez nasze programy. Dwa sezony wspólnej pracy to jeszcze krótki staż, ale wciąż jesteśmy młodzi i mamy potencjał. Pracujemy bardzo ciężko, a łyżwiarstwo jest naszą pasją. Nie palimy, odżywiamy się zdrowo, naprawdę okazjonalnie pijemy alkohol. Sądzę, że jesteśmy w stanie jeszcze długo kontynuować swoją karierę i nawet jako trzydziestolatkowie wyglądać młodo i świeżo. Mamy już co prawda po 26. lat, ale wiele osób myśli, że jesteśmy znacznie młodsi.

Waszą trenerką w Mediolanie jest Barbara Fusar-Poli – mistrzyni świata i Europy oraz brązowa medalistka olimpijska. Dlaczego Włochy i dlaczego tak znakomity szkoleniowiec?

Justyna: Ośrodek, w którym obecnie trenujemy jest jednym z lepszych w Europie. Zdecydowaliśmy się na pracę z Barbarą, gdyż mieliśmy już doświadczenie z przeszłości jak wygląda z nią praca i ile może przekazać swoim zawodnikom. Jest świetnym szkoleniowcem, który daje z siebie 100% podczas treningów. Zarówno Barbara jak i cały sztab innych trenerów, z którymi pracujemy na co dzień. Każdy z nich ma swoje mocne strony, które stara się nam przekazywać każdego dnia. Dzięki czemu możemy widzieć efekty ich pracy nie tylko po nas, ale i po innych parach tworzących nasz „włoski Team”.

Jeremie: Musieliśmy wybrać jedną jedną z dużych szkół, jeśli chcieliśmy osiągnąć jak najlepsze wyniki. Na świecie jest ich zaledwie kilka – dwie w USA, jedna w Kanadzie, dwie w Rosji i jedna we Włoszech. Wybraliśmy Barbarę, bo Justyna czasami pracowała z nią w czasie gdy jeździła jeszcze z poprzednim partnerem, Piotrem Gerberem. Justyna była zadowolona z jej pracy. Łatwiej jest też trenować w Europie, bo to właśnie tutaj rozgrywana jest większość zawodów międzynarodowych.

Wasze pojawienie się w ubiegłym roku było dla wielu fanów łyżwiarstwa figurowego ogromnym szokiem, bo w zasadzie oboje zakończyliście kariery. Jak to się stało, że na siebie trafiliście i podjęliście decyzję o powrocie na lód?

Justyna: Oboje mieliśmy przerwę, ale w głowie były dalsze plany związane z łyżwiarstwem. Więc jak tylko nadarzyła się okazja i dostałam wiadomość od Jeremiego by wspólnie spróbować jeździć, skorzystaliśmy z tego. Jeremie przyjechał do Gdańska, odbyliśmy próbę po której podjęliśmy decyzję by zacząć wspólne treningi. Początki nie były łatwe, ale teraz możemy być z siebie dumni, że się nie poddaliśmy i w miarę krótkiego jak na pary stażu, osiągnęliśmy już jakiś wspólny poziom.

Jeremie: W maju 2015 roku moja partnerka zdecydowała się na rozstanie po tym jak nie mogłem otrzymać obywatelstwa Szwajcarii, które pozwoliłoby nam pojechać na Igrzyska Olimpijskie. Pracowałem w tym kraju jako trener, zarobki były dość dobre, ale mimo wszystko nie dawało mi to satysfakcji mimo, iż uwielbiam pracować z dziećmi. Potrzebowałem nowych wyzwań i celów w moim życiu. Świat łyżwiarzy jest mały, więc wiedziałem, że Justyna próbuje jeździć z innym Francuzem. Po tym jak im nie wyszło postanowiłem skontaktować się z nią przez Facebooka. Dogadaliśmy się na próbny trening w listopadzie i… byłem bardzo szczęśliwy, że wracam do gry! Próba była w porządku, a Justyna uznała, że powinniśmy zapytać prezydenta francuskiej federacji o zgodę na zmianę reprezentacji. W tamtym czasie takie pozwolenia nie były wydawane nikomu, ale w grudniu dostałem wiadomość, że prezydent wyraził zgodę i możemy wspólnie jeździć w polskich barwach. Byłem niesamowicie szczęśliwy i w lutym 2016 pojechałem do Gdańska, aby wreszcie zacząć treningi z Justyną.

Stanowicie parę także w życiu prywatnym. Czy trudno jest Wam oddzielić to co dzieje się na lodzie, podczas treningów i zawodów, od Waszych relacji poza nim?

Justyna: Pierwszy sezon nie należał do najłatwiejszych. Z początku dosyć często zdarzały się sprzeczki, nieporozumienia. Ale jak każda para musieliśmy się dotrzeć. Tak naprawdę od roku sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Godzimy ze sobą to co dzieje się na lodzie i poza nim. Mamy wspólne plany związane z łyżwiarstwem, naszym życiem. Z przeciwieństw stworzyliśmy dobry, zgrany duet.

Jeremie: W poprzednim sezonie, sam nie wiem dlaczego, nakładałem presję na Justynę i na samego siebie, żeby robić wszystko idealnie za pierwszym razem podczas treningów, a kiedy to nie wychodziło wściekałem się. A kiedy byłem wściekły na lodzie, to ten zły nastrój udzielał mi się także w domu i nie byłem zbyt miły dla Justyny. Jednak po ubiegłorocznej kontuzji chyba trochę dojrzałem i teraz potrafię cieszyć się z każdego dnia na lodzie i dziękować Bogu, że wciąż mogę jeździć. W końcu wielu lekarzy mówiło mi, że powinienem zakończyć karierę przez wzgląd na problemy z moimi plecami. Ten sezon jest zupełnie inny, nie pamiętam nawet kiedy ostatni raz byłem zły w trakcie treningów, dzięki czemu nasz związek układa się lepiej. Kocham Justynę i cieszę się, że mogę spędzać z nią każdy dzień. Bardzo brakowało mi w trakcie świąt, które spędzaliśmy osobno.

Na krajowym podwórku jesteście na razie nieco w cieniu pary Natalia Kaliszek/Maksym Spodyriew, mocne pary spotykacie także na co dzień podczas treningów. To takie motywatory, które napędzają Was do jeszcze cięższej pracy?

Justyna: Oczywiście. Zawsze treningi z lepszymi parami były i będą jednym z lepszych motywatorów do intensywniejszej pracy, tak by im dorównać. Jeśli tylko zawodnicy mają taką możliwość, zawsze lepszym wyborem jest trenowanie w tzw. stajni z lepszymi od siebie, niż w pojedynkę.

Jeremie: Nie czuję, żebyśmy byli w cieniu Natalii i Maksa. Ludzie, którzy nas oglądają zapamiętują nas. Jesteśmy dwoma różnymi duetami, mamy różne style. W Mediolanie mamy okazję trenować razem z sześcioma innymi parami seniorskimi i to naprawdę pomaga się zmotywować. Kiedy któraś z par coś robi, my zawsze chcemy wykonać dany element nawet lepiej dzięki czemu jesteśmy w stanie przekraczać swoje granice.

Potraficie wskazać słabe i mocne strony Waszej pary? Jak szybko jesteście w stanie złamać barierę 160-170 punktów, która jest już przepustką do wysokich miejsc w najważniejszych zawodach?

Justyna: Myślę, że jedną z tych mocniejszych stron będzie pracowitość. Lekcje, lekcjami ale to jednak sami musimy wypracować poziom, który reprezentujemy. Również to, że oboje kochamy taniec na pewno ułatwia sprawę. Co do słabości to może trochę motywacja i napływ czarnych myśli, które ciągną nas w dół podczas słabszych momentów. Ale nad tym pracujemy i walczymy byśmy po upadku zawsze potrafili się podnieść.

Jeremie: Słabe i mocne strony… Jesteśmy bardzo dobrymi tancerzami. Ja jestem silny, a Justyna lekka więc podnoszenia zawsze będą naszym atutem. Dobrze prezentujemy się na tafli i potrafimy ciężko pracować. W początkach współpracy mieliśmy dość słabą technikę, ale po przyjeździe do Włoch nasi trenerzy pracowali z nami nad tym i jesteśmy teraz dużo silniejsi mimo, iż wciąż mamy sporo do poprawienia. Jeśli technika będzie na odpowiednim poziomie i dojdzie do tego doświadczenie będziemy w stanie uzyskiwać wysokie wyniki. To tylko kwestia czasu.

Dziękuję za rozmowę. Życzę samych sukcesów w najbliższych startach.

J&J: My również dziękujemy bardzo za ochotę przeprowadzenia wywiadu z nami.

 

FOR ENGLISH PRESS HERE

Mateusz Górecki2025 Posts

Z portalem igrzyska24.pl związany od początku jego istnienia. Pasjonat wielu dyscyplin, które tworzą razem mieszankę wybuchową - łyżwiarstwa figurowego, karate, strzelectwa, wspinaczki sportowej, łucznictwa czy szermierki. Korespondent portalu podczas The World Games 2017 we Wrocławiu. Poza sportem zainteresowany muzyką i literaturą sensacyjną.

Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password