„Chciałbym, żeby po tym Pucharze Świata wszyscy byli zadowoleni”- rozmowa z Kamilem Kuczyńskim


Już w przyszłym tygodniu czeka nas Puchar Świata w Pruszkowie. Na kilka dni przed zawodami porozmawialiśmy z Kamilem Kuczyńskim. Co powiedział nasz kolarz na temat Mistrzostw Europy w Berlinie oraz przygotowań do nadchodzącego sezonu?

W poprzednim sezonie na inaugurację Pucharu Świata odniósł Pan zwycięstwo, a później wywalczył Pan drugie miejsce w klasyfikacji generalnej sprinterów. Teraz jest szansa na powtórzenie tego sukcesu?

Kamil Kuczyński: To będą dwa zupełnie różne sezony. Rok temu mieliśmy sezon olimpijski i szczyt formy był szykowany na igrzyska. Mimo wszystko czasy uzyskiwane na Mistrzostwach Świata były lepsze, niż czasy na Mistrzostwach rok wcześniej. Ważną różnicą jest też zmiana trenera. Jak wiadomo, po takiej zmianie potrzebne jest trochę czasu, żeby wszystko zagrało. Trzeba liczyć, że żeby przygotować szczyt formy u sprintera potrzebne jest od czterech do sześciu miesięcy. My otrzymaliśmy raptem dwa i pół miesiąca. Każdy z nas był w innym stadium przygotowania i nowy trener musiał to wszystko poskładać. Trener ma też nieco inną wizję treningu, niż jego poprzednik, co świetnie widać zresztą na przykładzie Mateusza Rudyka, któremu taki trening akurat znakomicie pasuje. W moim przypadku poszło niestety słabiej i teraz muszę zrobić krok wstecz – wrócić, zobaczyć co jest nie tak i to poprawić. Puchary Świata zbliżają się wielkimi krokami i nie ukrywam, że bardzo ciężko będzie mi powtórzyć sukces sprzed roku. Tam byłem w formie, dziś ta forma jest jednak dużo słabsza, co widać po czasach. Ten rok może być trudny. Ale nie poddajemy się – do Mistrzostw Świata mamy wystarczająco czasu, żeby się przygotować. A będziemy chcieli się na nich pokazać, szczególnie że są w Europie – nie będzie więc problemów ze zmianą stref czasowych. Mam nadzieję więc, że Mistrzostwa Świata będą w tym sezonie tak dobre, jak w zeszłym Mistrzostwa Europy.

Mimo to czy ma Pan jakiś plan minimum na najbliższy Puchar Świata w Pruszkowie?

Kamil Kuczyński: Moja forma, jak wspomniałem, jest daleka od zadowalającej i trenera i mnie. Zastanawiamy się jak to rozwiązać, żeby miało to ręce i nogi. Nie chciałbym pokazać się polskiej publiczności z nie najlepszej strony. Chciałbym więc tylko, żeby po tym Pucharze Świata wszyscy byli zadowoleni – ja, trener, związek i przede wszystkim kibice.

Póki co za nami Mistrzostwa Europy w Berlinie. Po wypowiedzi wnioskuję, że nie jest Pan zadowolony z uzyskanego wyniku.

Kamil Kuczyński: Spodziewaliśmy się tak naprawdę walki o medal w sprincie drużynowym, a minimum było wejście do finału. Jak pokazał czas kwalifikacji, w których mieliśmy drugie miejsce, szansa na medale była. Niestety w drugim biegu przydarzył się drobny błąd i nasze szanse zostały przekreślone. Tak już jest w sprincie drużynowym. Tam wszystko dzieje się bardzo szybko i trzeba podjąć bez namysłu kilkanaście ważnych decyzji. Jedna błędna i szanse na medal zostały przekreślone. A nie ukrywam, że to na medal w drużynie liczyliśmy tam najbardziej. Cóż, tym razem nie wyszło. W zeszłym roku to my mieliśmy szczęście, a podobny błąd do naszego popełnił wówczas zawodnik niemiecki. Taki jest sport. Jest drobne rozczarowanie, ale mam nadzieję, że w kolejnych startach będzie lepiej.

Rozczarowanie jest, ale będzie jeszcze wiele szans na poprawę. Mamy w końcu dopiero początek sezonu. Jakie zatem ma Pan plany na dalszą część tego roku?

Kamil Kuczyński: Tak jak wspominałem, szczyt chcemy przygotować na Mistrzostwa Świata. Każde inne zawody traktujemy jako etapy, które posłużą nam do tego, aby powoli dojść do swojego maksimum, które musi zgrać się w czasie z Mistrzostwami w Appeldoorn. Chcielibyśmy przyjechać z Holandii z medalem Mistrzostw Świata. O tęczowych koszulkach póki co nie myślimy, bo przed nami daleka droga. Ale jest to realny cel i wierzę w to, że jesteśmy w stanie to osiągnąć. Nasza ekipa należy do czołówki światowej, co już nie raz pokazaliśmy. A zatem celem na najbliższe miesiące jest medal Mistrzostw Świata – najlepiej w drużynie. Zawsze byłem zawodnikiem drużynowym, bo stworzyć taki kolektyw trzech ludzi, którzy w jednym czasie będą mieli formę dnia, która pozwoli walczyć o medale, to coś niezwykłego.

A więc można powiedzieć, że sezon małymi kroczkami do Appeldoorn – na Mistrzostwa Świata. Kolejne Mistrzostwa Świata, gdzie być może przyjdzie Wam bronić wywalczonych w Holandii medali odbędą się w Pruszkowie. Jazda przed własną publicznością daje jakiś dodatkowy power?

Kamil Kuczyński: Tak, zdecydowanie. Miałem już przyjemność startować w Pruszkowie na Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata w 2009 i 2010 roku. To jest coś niesamowitego, jak ludzie dopingują. Nie dziwię się, że ludzie mają dreszcze, gdy na przykład podczas meczów siatkarzy śpiewany jest „Mazurek Dąbrowskiego”. To coś wspaniałego. Chciałbym na tych Mistrzostwach Świata trafić ze szczytem formy, aby dać tym kibicom trochę radości.

rozmawiał Dawid Brilowski

 



Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password