Curling: Polki zapłacą z własnej kieszeni za reprezentowanie Polski?

Reprezentowanie Polski na arenie międzynarodowej to zaszczyt, o jakim marzy każdy polski sportowiec. A najlepiej smakuje wywalczony w sportowej rywalizacji, w przygotowanie do której włożyło się mnóstwo pracy i finansów. Właśnie te ostatnie są często największym problemem. Obecnie zmaga się z nim zespół, który ma walczyć w Andorze o awans na mistrzostwa Europy dywizji B kobiet – zawodniczki dowiedziały się, że większość kosztów będą musiały pokryć z własnej kieszeni.

Cofnijmy się do listopada 2016 roku. Na mistrzostwach Europy dywizji B żeńska reprezentacja Polski przegrywa wszystkie mecze i spada do dywizji C. Szansa na powrót na zaplecze europejskiej elity pojawi się w maju 2017 roku. Przed Polskim Związkiem Curlingu stanie zatem zadanie powołania którejś drużyny do reprezentowania naszego kraju w walce o awans. 31 marca br. na stronie Związku pojawił się komunikat dotyczący mistrzostw Polski w Gliwicach, według którego „zwycięska drużyna kobiet otrzymuje nominację reprezentacyjną na ME grupy C w Andorze.” 9 marca turniej wygrał zespół POS Łódź w skłądzie Marta Szeliga-Frynia (skip), Adela Walczak, Zuzanna Rybicka, Maria Stefańska, Barbara Karwat.

Kto jest Mistrzem Polski? 😃

Posted by Curling Team Łódź on Sunday, April 9, 2017

Aby ustalić dalszy bieg wydarzeń, oddajmy głos zawodniczkom. Przed MP nie było wiadomo nic, jak będzie wyglądać finansowanie. Raczej były nadzieje, że Związek wyjazd sfinansuje, bo teraz już dostaje dotacje z Ministerstwa. (wcześniej dotacje były wstrzymane w związku z nieprawidłowościami wykrytymi podczas kontroli, za które PZC groził nadzór kuratorski – przyp. red.) Więc po zakończeniu rozgrywek o Mistrzostwo Polski, po dekoracji, nasza skip, Marta Szeliga-Frynia, podeszła do Andrzeja Janowskiego (przewodniczący Komisji Rewizyjnej PZC – przyp. red.) i rozmawiała chwilę o wyjeździe, zadała pytanie, czy znajdą się fundusze. Janowski odparł, że coś się znajdzie i żeby przesłać mu budżet wyjazdu – zdradziły w rozmowie z naszym portalem.

Budżet przesłany na maila opiewał na wysokość 37 tysięcy złotych. Po trzech dniach bez odpowiedzi kapitan drużyny zadzwoniła do Andrzeja Janowskiego z zapytaniem o finansowanie wyjazdu. W odpowiedzi usłyszała znacznie mniejszą kwotę, niż się spodziewała – 10 tysięcy złotych plus 2 tysiące na sprzęt. Razem 12 tysięcy – niecała 1/3 budżetu. Jak twierdzą zawodniczki – nie było żadnej mowy o przekazaniu tych pieniędzy nam, bądź zakupie np. biletów lotniczych przez Związek dla nas. Związek najwyraźniej zakłada, że zapłacimy sobie za wszystko same, a potem kiedyś nam coś odda. Póki co musiałyśmy już zacząć wykładać własne pieniądze na sprawy, które trzeba załatwić z wyprzedzeniem, np. na zamówienie strojów reprezentacyjnych.

Zawodniczki zostały zmuszone do szukania oszczędności – poniżej przedstawiamy przesłany nam kosztorys, obejmujący niezbędne minimum, w tym przeniesienie się z oficjalnego hotelu zawodów do hotelu dwugwiazdkowego oraz ograniczenie stroju oraz sprzętu do wymaganego przez Światową Federację Curlingu minimum. Nie kupimy żadnych kurtek drużynowych, plecaków. Pojedziemy ze swoimi starymi wysłużonymi butami, spodniami itd. Zawodniczki rozważają też rezygnację z zamykającej imprezę kolacji. Ale to trochę trudna sprawa, bo w końcu celujemy w medale, a medalistom wstyd się nie pojawiać. Warto tu wspomnieć o duchu curlingu, który z założenia jest grą dżentelmeńską i wszystkie imprezy, także te na najwyższym szczeblu, odbywają się w duchu fair play oraz są okazją do nawiązania kontaktów towarzyskich.

kliknij aby powiększyć

Nasza reprezentacja na razie poszukuje finansów na własną rękę – firmy nie są jednak zainteresowane sponsorowaniem tak niszowej dyscypliny. Jak udało nam się dowiedzieć, jedna z firm, która odmówiła współpracy jest partnerem PKOl – powinno jej zatem zależeć na starcie drużyny w imprezie, która pośrednio znajduje się na samym początku drogi na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Ostatnią deską ratunku wydaje się zatem interwencja ministra Witolda Bańki, który zapowiedział na Twitterze zajęcie się sprawą po świętach wielkanocnych.

Mistrzostwa Europy dywizji C, na których, mamy nadzieję, nasza reprezentacja wystąpi, odbędzie się w Andorze w dniach 6-13 maja. Rywalkami Biało-Czerwonych będą Słowaczki, Chorwatki, Austriaczki, Słowenki, Irlandki, Hiszpanki i Rumunki. Awans do turnieju dywizji B, który równolegle z mistrzostwami europejskiej elity rozegrany zostanie w szwajcarskim St. Gallen, uzyskają najlepsze dwie drużyny.