„Człowiek jest zwierzęciem kolarskim”, czyli „wycieczka rowerowa”

Parafrazując słowa Arystotelesa chcemy zwrócić uwagę na to, że ludzie na rowerach ścigają się. I to nie tylko na igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata, Tour de France i Tour de Pologne.


Świat kolarski to gigantyczna góra lodowa, której czubek ukazujemy wam relacjonując najważniejsze wyścigi. Niestety w natłoku dyscyplin giną ciekawsze informacje z „niższych sfer”. Stąd też pomysł na nową rubrykę – wycieczkę rowerową, miejsce, gdzie znajdziecie wiadomości z poziomów rywalizacji, o których rzadko można usłyszeć  – oczywiście głównie z polskiego punktu widzenia – ale także komentarze do najciekawszych sytuacji z całego minionego tygodnia. Zapraszamy do lektury!

Na początek warto zwrócić uwagę na zakończony w niedzielę wyścig Tour of Britain. Kolarstwo na Wyspach z powodu sukcesów Bradley’a Wigginsa przeżywa prawdziwy renesans – ludzie znów zaprzyjaźnili się z rowerami, interesują się rywalizacją zawodowców i tym samym przyciągają sponsorów. Gwiazdami tegorocznej edycji brytyjskiego Touru byli wspomniany wcześniej Wiggins a także wciąż jeszcze aktualny mistrz świata w wyścigu ze startu wspólnego Mark Cavendish. I o ile „Wiggo” wystartował raczej dla pokazania się kibicom, to „Manxmanowi”, ku uciesze zgromadzonych przy trasach kibiców udało się zdobyć trzy etapowe skalpy. O końcowe zwycięstwo walczyli jednak kolarze z drugiego szeregu. Najlepszy okazał się reprezentant gospodarzy, Jonathan Tiernan-Locke. Z dobrej strony pokazał się Bartosz Huzarski, który zakończył wyścig na szóstej pozycji. Prawdziwą rewelacją był dla nas jednak szerzej nie znany Marcin Białobłocki, który przed peletonem uciekał częściej niż Struś Pędziwiatr przed Kojotem. Niestety, Marcin w rolę tego kreskówkowego bohatera wcielał się tylko połowicznie, gdyż za każdym razem dawał się złapać. Może to dlatego, iż na starcie nie pojawił się Francuz Arnaud Coyot?

Polacy widoczni są także na innych wyścigach. W zmaganiach Dookoła Bułgarii swój występ na jednym z etapów ucieczką zaznaczył Jarosław Kowalczyk. Niestety wraz z czterema towarzyszami eskapady 20 kilometrów przed został wchłonięty przez peleton. Znacznie lepiej spisali się za to pozostali ścigający się w Bułgarii Polacy. Marcin Sapa w klasyfikacji generalnej ustąpił jedynie Kazachowi Ajazbajewowi, natomiast Robert Radosz był szósty. Cała trójka reprezentuje barwy drużyny BDC – Marcpol.

Ósme miejsce we francuskim klasyku GP d’Isbergues zajął Jarosław Marycz. Wygrał rewelacyjny Niemiec John Degenkolb, który ostrzy sobie zęby na niedzielne ściganie w ramach mistrzostw świata.

Gorąco także na rynku transferowym. Kontrakty ze swoimi drużynami przedłużyli m. in. Bartosz Huzarski (NetApp) i Rafał Majka (Saxo Bank – Tinkoff Bank). Ten drugi związał się ze swoim pracodawcą aż do 2015 roku! Tak długie kontrakty to w kolarskim świecie rzadkość, mamy nadzieję, że Rafał będzie zyskiwał w zespołowej hierarchii, miast pozostawać jedynie wiernym giermkiem Alberto Contadora.

Po roku spędzonym w holenderskim teamie Vacansoleil, do ekipy CCC Polsat Polkowice wraca Jacek Morajko. Drużyna Piotra Wadeckiego nieoficjalnie awansowała do dywizji Pro Continental, prawdopodobnie więc po roku przerwy na trasach Tour de Pologne znów ujrzymy charakterystyczne, pomarańczowe trykoty.

Na koniec warto wspomnieć o trwających mistrzostwach świata w holenderskiej Limburgii. Mieszane uczucia towarzyszą nam po obejrzeniu czasówek drużynowych. Nie da się ukryć, iż rywalizacja była widowiskowa i przyniosła sporo emocji, jednak czy mimo wszystko nie lepiej byłoby, gdyby ścigano się w koszulkach narodowych, nie zaś w barwach zawodowych grup? Kuriozalnie wyglądała sytuacja, gdy stojąc na podium hymnu niemieckiego musiało słuchać sześć kolarek z drużyny Specialized – Lululemon, podczas gdy tylko jedna z nich pochodziła zza naszej zachodniej granicy. Argument z wymogami sponsora też teoretycznie mija się z celem, taka drużyna Sky przysłała do Holandii drugi garnitur, chociaż jadąc pierwszym składem prawdopodobnie wciągnęłaby konkurencję nosem. Okej, zmęczenie sezonem, szczyt formy w środku wakacji, te sprawy. Ale czy sponsorom, a to do nich najczęściej należy ostatnie słowo, nie zależało na rozgłosie? Nie chcieli być mistrzami świata? Może w takim razie lepiej byłoby po prostu pozwolić jechać reprezentacjom narodowym…