„Dla mnie ten Puchar Świata będzie szczególny” – rozmowa z Adrianem Teklińskim


Ostatnie dni dzielą nas od pierwszego w tym sezonie Pucharu Świata w kolarstwie torowym, który rozegrany zostanie w Pruszkowie. Przed zawodami porozmawialiśmy z Adrianem Teklińskim. Nasz Mistrz Świata opowiedział o tym, co działo się w Hong Kongu, kolejnych miesiącach po wywalczeniu trofeum oraz o planach na Pruszków.

Zacznę od rzeczy przyjemnej. Przenieśmy się na chwilę do kwietnia, na Mistrzostwa Świata. Często wspomina Pan ten scratch?

Adrian Tekliński: Trudno nie wspominać. Na pewno zmienił on moje życie i podejście do kolarstwa. Od tego czasu trochę działo się w moim życiu, trochę się zmieniło. Także są to z pewnością miłe i emocjonalne wspomnienia. Zostaną ze mną do końca życia. Nawet gdybym powtórzył taki sukces, ten pierwszy zawsze będę wspominał wyjątkowo.

Atak we wspomnianym scratchu w Pańskim wykonaniu był rzeczywiście wyjątkowy. Rozpoczął go Pan szybko, bo siedem okrążeń przed metą. Od początku były takie plany, czy wszystko wyniknęło spontanicznie?

Adrian Tekliński: Założyłem sobie, że jeśli scenariusz wyścigu będzie bardziej remisowy, nie będę chciał czekać na finisz. Przed mistrzostwami skupiliśmy się przede wszystkim na przygotowaniach w drużynie, a nie na finiszu. Nie byłem więc pewny swojej końcówki i tego, czy będę w stanie powalczyć o medal, jeśli przyjdzie finiszować całą grupą. Koło 13-14 okrążeń do mety wiedziałem już, że czekam tylko na odpowiedni moment. Sam atak był intuicyjny i myślę, że tym zaskoczyłem rywali – zrobiłem to pod wpływem impulsu – dałem w dół w momencie, kiedy wszyscy się podnosili. Zaskoczyłem tym atakiem i nie pomyliłem się.

Z pewnością dla przeciwników ten atak był bardzo zaskakujący. Panu przyniósł za to wielką radość. Zaskakujące – i to w zdecydowanie mniej pozytywnym sensie – były natomiast kolejne miesiące po zdobyciu mistrzostwa.

Adrian Tekliński: Niestety, taka jest prawda. Problem dotyczy całego kolarstwa w Polsce. Każdy zawodnik musi się bardzo martwić o swoją przyszłość finansową, która jest bardzo niepewna. W takich warunkach trzeba przygotowywać się do walki z najlepszymi na świecie. Ja sobie założyłem, że nie będę się tym przejmował. Wtedy miałem na szczęście stabilną sytuację i bardzo walczyłem, żeby na mistrzostwach dobrze wypaść. Przyszedł tytuł, a wraz z nim wiele obowiązków, wywiadów, spotkań. Myślę, że wypromowałem swój sukces i całą dyscyplinę. Starałem się być wszędzie gdzie się dało, trochę kosztem swojego sezonu szosowego. Mimo zapewnień z góry, że wszystko jest pod kontrolą, będzie poukładane i w przyszłym sezonie zaczynamy już pracę pod kątem igrzysk olimpijskich, sytuacja do tej pory niestety nie uległa poprawie. Są co prawda ludzie interesujący się kolarstwem, którzy wyrazili chęć pomocy, ale jeśli chodzi o grupę, zbyt wiele się nie zmieniło. Póki co nie mam informacji o grupie, która ma powstać przy Polskim Związku Kolarskim, choć słyszałem że prezes ma pomysł odnośnie fundacji, która miałaby zrzeszyć w jednej grupie tych kolarzy, którzy nie znaleźli zatrudnienia. Póki co mamy CCC, która zamknęła już swój skład. Dodatkowo nie jest łatwo szukać teraz grupy, gdyż jestem w sezonie. Wiadomo, łatwiej jest szukać zatrudnienia tym, którzy aktualnie mają przerwę w startach. Ja musiałem przygotowywać się do Mistrzostw Europy i szukać gdzieś tej motywacji, zacięcia żeby walczyć o dobrą formę. Starałem się więc odkładać na bok myśli o mojej sytuacji, ale mimo wszystko gdzieś to wszystko się na mnie odbiło. Ale cóż – teraz jestem już w Londynie, ruszamy z sześciodniówką. Będzie fajne show, ale przy tym okazja do podreperowania kondycji. Myślę, że te zawody rozkręcą mnie, wejdę na swoje obroty i na Pucharze Świata pokażę, że te Mistrzostwa Świata to nie był przypadek i jeden desperacki atak. Po takim sezonie, jak ten poprzedni, chciałbym ugruntować swoją pozycję w scratchu i pomóc także drużynie, która w ostatnim czasie odnosi bardzo dobre wyniki – ostatnio udało się zejść nawet poniżej czterech minut. Tak więc to jest na pewno mój cel na najbliższe 10 dni.

Po tym bardzo dobrym sezonie presja na każdych kolejnych zawodach jest większa?

Adrian Tekliński: Tak, zdecydowanie to czuję. Niezależnie od tego czy to szosa, czy tor – każdy chce pokonać Mistrza Świata. Od tego się nie da uciec. Myślę wręcz, że jest to wpisane w posiadanie tęczowej koszulki. Każdy inaczej na mnie patrzy i teraz ciężej jest przejechać spokojnie wyścig. Mam ogromną motywację do pracy. Myślimy o walce o najwyższe cele, o igrzyskach w Tokio. Po tym roku widać po pierwsze, że tor jest tą konkurencją, na którą PZKol ma wpływ, bo wpływa bezpośrednio na szkolenie, a po drugie – że jest to dyscyplina, która w końcu przynosi medale. Mamy także bardzo zdolną młodzież, a zatem myślę, że warto stworzyć podobny model, jakim teraz na Mistrzostwach Europy chwaliły się wszystkie kraje europejskie. Nawet Białoruś ma wielki projekt, który ma ich zbliżyć do igrzysk w Tokio. Chciałoby się, aby u nas też to tak funkcjonowało i mam nadzieję, że doczekamy się w końcu takiego projektu, na który – jak chyba pokazaliśmy w poprzednich latach – zasługujemy.

Mówi Pan już o igrzyskach w Tokio. Te pierwsze kroki w kierunki igrzysk tak naprawdę zaczynacie stawiać już teraz. Przed nami inauguracja sezonu Pucharu Świata i pierwsze zawody tego cyklu w Pruszkowie. Start przed własną publicznością będzie czymś wyjątkowym?

Adrian Tekliński: Dla mnie ten Puchar Świata będzie szczególny. W tym trudnym dla mnie okresie mam z tyłu głowy to, że będę jechał w Polsce, przyjadą nasi kibice, którzy wreszcie zobaczą nasze wyścigi na żywo. Wszyscy myślimy o tym Pucharze i traktujemy go wyjątkowo, ponieważ nie często mamy okazję zaprezentować się na tak dużej imprezie u siebie w kraju. Ten Puchar Świata, mam nadzieję, udowodni też, że mamy to zaplecze młodzieżowe i zawodników, którzy są w tej chwili czołówką światową.

Stawia Pan przed sobą jakieś konkretne cele przed zawodami w Pruszkowie?

Adrian Tekliński: Chciałbym wygrać scratch. Myślę o tym już od Mistrzostw Świata – właściwie od momentu, gdy prezes powiedział, że zorganizujemy ten Puchar Świata. To dla mnie cel numer jeden, który stawiam wyżej nawet, niż Mistrzostwa Europy. Także nie załamuję się tym, że wynik na Mistrzostwach Europy nie był taki, jak sobie wymarzyłem. To też tak naprawdę kwestia jednej złej decyzji, która zaważyła. Być może też kondycja nie była tak wysoka. Teraz muszę popracować jeszcze trochę nad wydolnością, ale myślę, że te londyńskie sześć wieczorów przygotuje mnie do tego, żeby w Pruszkowie pokazać się z bardzo dobrej strony.

rozmawiał Dawid Brilowski



Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password