Hasło „Sport to zdrowie” nie brzmi już przekonująco – wywiad z mec. Piotrem Nowaczykiem, polskim arbitrem w CAS!

„Doping jest plagą. Eksperymenty z hormonami zagrażają tożsamości płciowej zawodnika. Jestem być może estetą. Sport miał być piękny. A ja, jako kibic, nie chcę patrzeć na to jak osobnik płci żeńskiej, wyglądający na mężczyznę, biegnie jak cyborg stworzony do biegania i wygrywa z normalnie wyglądającymi ludźmi” – mówi nam mec. Piotr Nowaczyk, jeden z trzech polskich arbitrów w Trybunale Arbitrażowym do Spraw Sportu w Lozannie (CAS)!

Mec. Piotr Nowaczyk, polski arbiter w Trybunale Arbitrażowym do Spraw Sportu w Lozannie (CAS). Fot.: Who is Who in Encyklopedia

„Musi być orzecznictwo, które dotyczy tylko sportu, bo sędziowie sądów powszechnych nie znają się na nim”, tak w latach 80. mówił Juan Antonio Samaranch, twórca Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu z siedzibą w Lozannie. CAS został powołany w 1983 roku i jest obecnie najbardziej rozpoznawalną instytucją sportowego wymiaru sprawiedliwości. W czym tkwi sukces rozstrzygania sporów sportowych przed Trybunałem? Czy faktycznie sędziowie sądów powszechnych nie znają się na sporcie jak twierdził Samaranch?

(P.N.) Sędziowie sądów powszechnych rzadko specjalizują się w konkretnej dziedzinie, nawet w ramach tego samego wydziału. Arbitraż sportowy jest mieszanką prawa karnego, postępowania dyscyplinarnego, sądu dla nieletnich, wydziału rodzinnego i opiekuńczego, arbitrażu handlowego, a nawet sądu spraw własności intelektualnej i reklamy. Ma swoją specyfikę i wymaga przyspieszonego tempa pracy. Zawodnik nie może czekać latami na rozstrzygnięcie jego sprawy w wieloinstancyjnym postępowaniu sądowym, bo jego kariera jest bardzo krótka, trwa zaledwie kilka sezonów.

Samaranch zasłynął z różnych kontrowersyjnych wypowiedzi. Na łamach hiszpańskiej gazety El Mundo w maju 1988 roku stwierdził, że: „Dopingiem jest obecnie wszystko, co po pierwsze jest szkodliwe dla zdrowia sportowca i, po drugie, sztucznie podnosi jego sprawność. Dla mnie ten drugi przypadek nie jest dopingiem. Jest nim tylko ten pierwszy.” Sposób pojmowania, definiowania dopingu w sporcie ewoluował na przestrzeni lat. Czy dziś jesteśmy w stanie w 100% powiedzieć co jest dopingiem, w sytuacji kiedy słyszy się o dopingu technologicznym, czy też dopingu w e-sporcie? Czy w przyszłości możemy się spodziewać kolejnych ewolucji pojęcia doping?

(P.N.) Kiedyś doping kojarzył się jedynie z okrzykami zachęty z trybun, patriotycznym uniesieniem, śpiewaniem hymnów i skandowaniem nazwiska zawodnika, lub nazwy klubu. Dzisiaj doping kojarzy się z przemysłem farmaceutycznym. Niestety, ewoluuje znaczenie tego słowa. Podobnie hasło „Sport to zdrowie” nie brzmi już przekonująco. Samo uprawianie wyczynowego sportu jest szkodliwe dla zdrowia sportowca, więc Samaranch racji nie ma.

Fot. AFP, Getty images

Przeanalizujmy strukturę funkcjonowania Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu. CAS wykonuje pracę w dwóch wydziałach: arbitrażu zwykłego i arbitrażu odwoławczego. Możemy też wyodrębnić wydział ad hoc (od 1996 r.) jak i procedurę mediacji (od 1999 r.). Jakie są ich role?

(P.N.) Arbitraż ”zwykły” i odwoławczy ma charakter stały i instytucjonalny. Dostępny jest dla stron na okrągło przez cały rok. Ad hoc Divisions powołuje się przy okazji największych igrzysk: olimpiada letnia, olimpiada zimowa, mistrzostwa świata w piłce nożnej (MUNDIAL), albo mistrzostwa Europy (EURO). Wybrana grupa arbitrów jedzie na miejsce olimpiady, albo czuwa pod telefonem w czasie EURO po to, aby ewentualny spór rozstrzygnąć natychmiast. Mediacja jest popularna w przypadku sporu zawodnika albo trenera z klubem, w przypadku transferów, albo zerwania kontraktu zawodnika z klubem, albo klubu ze sponsorem.

Wspominam o wydziale ad hoc nieprzypadkowo, bo podczas pierwszych igrzysk olimpijskich, w których funkcjonował, mianowicie w Nagano w 1998 r., w składzie arbitrów CAS była mec. Maria Zuchowicz. Rozpatrywała sprawę Rossa Rebagliatiego, kanadyjskiego snowboardzisty, który wywalczył złoty medal w slalomie gigancie (jego start jest możliwy do obejrzenia na poniższym filmie). Badania antydopingowe potwierdziły obecność u sportowca marihuany i odebrano mu medal. CAS jednak przywrócił mu krążek, ponieważ w dniu zawodów marihuana nie była na liście substancji zabronionych. Kanadyjczyk, gdy dowiedział się o tym, że CAS „zwraca” mu medal, wyjął go z kieszeni, stojąc przed arbitrami i powiesił sobie go na szyi. Była to sprawa dość spektakularna. Czy Pan również spotkał się z podobnymi, jako arbiter CAS?

(P.N.) Różny jest stopień przywiązania zawodników do zdobytych trofeów. Jedni kolekcjonują je we własnych izbach pamiątek, drudzy wystawiają na aukcje np. w celach dobroczynnych. Dyskwalifikacja z uwagi na niedozwolony doping prowadzi do utraty medali, nagród i tytułów zdobytych po wykryciu niedozwolonego środka.  Zdarza się, że sportowiec, któremu grozi dyskwalifikacja prosi: „Zabierzcie mi wszystkie puchary, ale pozwólcie nadal startować”. Dla wielu sport staje się zawodem, zwłaszcza gdy zawodnik ma dobry kontrakt albo bogatego sponsora. Niejeden wolałby bardziej stracić medal niż sponsora.

W jaki sposób, oryginalny bądź nie, sportowcy tłumaczą się przed Trybunałem z zażywania niedozwolonych substancji?

(P.N.) Tłumaczenia są śmieszne, czasem wręcz żenujące. „Trener mi podał”, „nie było kawy w hotelu”, „nie wiedziałem, że to zabroniony produkt”, „dostałem w sklepie darmową próbkę”, „myślałem, że jak środek jest dostępny bez recepty to wolno go brać”. Niektórzy udają, że na coś chorują: na astmę, nadciśnienie tętnicze, a nawet na chorobę Heine Medina.

Do CAS w 2016 roku zostały delegowane z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wszystkie orzecznictwa w sprawach dotyczących dopingu na igrzyskach. Utworzony został wydział: antydopingowy. Czy to usprawnia walkę z dopingiem?

(P.N.) Walka z dopingiem jest trudna. Firmy farmaceutyczne są zawsze kilka kroków do przodu. Najpierw ktoś wyprodukuje taki „wynalazek”, a dopiero za jakiś czas trafia on na listę środków zakazanych, nigdy nie na odwrót. Scentralizowanie spraw antydopingowych w CAS sprzyja ujednoliceniu orzecznictwa i stosowanych sankcji.

W Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu mamy obecnie trójkę Polaków: Pana, mec. Marię Zuchowicz, a także profesora Andrzeja Wacha. W jaki sposób można zostać arbitrem CAS? Czy trzeba posiadać odpowiednie doświadczenie i umiejętności?

(P.N.) Arbitrem CAS jest bardzo trudno zostać. Już w 2004 roku ustalono następujące bazowe kryteria: (i) pełne wykształcenie prawnicze (full legal training), (ii) uznane kompetencje arbitrażu (recognized competence in arbitration), (iii) dobra znajomość sportu (good knowledge of sport), (iv) dobra znajomość języków urzędowych w CAS tj. angielskiego i francuskiego (good comand of CAS working languages). Przyjęto również zasadę wyłaniania kandydatów na arbitrów w proporcjach, przez następujące gremia: 1/5 kandydatów wskazanych przez międzynarodowe federacje sportowe (IFS), 1/5 kandydatów wskazanych przez narodowe komitety olimpijski (NOCs), 1/5 kandydatów wskazanych przez zawodników, 1/5 kandydatów wybranych „…among persons independent of the bodies resposible for proposing arbitrators” – cokolwiek miałoby to znaczyć. W latach 2013 i 2016 dodano:CAS may identify the arbitrators with specific experience to deal with certain types of disputes” (przyp. red. identyfikacja arbitrów z konkretnym doświadczeniem, w celu uporania się z konkretnym sporem).
Wracając do naszej trójki: mec. Maria Zuchowicz jest znakomitym adwokatem, kiedyś reprezentantką Polski w łyżwiarstwie figurowym na lodzie, następnie uznanym sędzią łyżwiarstwa figurowego i byłym prezesem Trybunału Arbitrażowego przy Polskim Komitecie Olimpijskim. Profesor Andrzej Wach jest wybitnym znawcą prawa sportowego, dyrektorem departamentu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Ja zawdzięczam swoją nominację wpisowi na listę adwokatów paryskich, paru kadencjom członka Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego ICC w Paryżu, pracy w Komisji Arbitrażu i Koncyliacji UNCITRAL i rekomendacji kilku zagranicznych instytucji arbitrażowych, w których jestem arbitrem. Chciałbym, aby Polaków w CAS było więcej.  Liczę na to, że znajdą się godni kandydaci.

W Trybunale rozpatrywane są sprawy związane wyłącznie ze sportem, bo innych nie rozpatruje się. Duża część sporów, o których słyszymy w mediach, dotyczy wspomnianego dopingu. Czego dotyczą inne, niezwiązane ze stosowaniem niedozwolonych środków?

(P.N.) Sprawy są bardzo rożne. Bywa, że klub znęca się nad zawodnikiem, którego chce się pozbyć. Narzuca mu indywidualny program treningów, niby dla jego dobra, lecz zestaw zajęć jest tak ustawiony, że zawodnik nie może zdążyć z jednego miejsca treningu na drugie, a za każde spóźnienie  potrąca mu się ułamek wynagrodzenia przewidzianego kontraktem. Klub liczy na to, że zawodnik zniechęci się i sam odejdzie przed końcem obowiązywania kontraktu i wówczas nie będzie potrzeby dalej mu płacić. Zawodnik liczy na to, że wytrzyma najgorsze i powróci do łask trenera, a z tym bywa różnie. Trzeba ustalić z czyjej winy zerwano kontrakt. Taka sprawa przypomina bardziej proces rozwodowy, niż arbitraż.

Najczęściej sportowcy odbywają kary za doping od mniej więcej nieco ponad roku (jak Maria Szarapowa) do dwóch lat. To znaczy, że ten zakres kar jest najlepszy dla sportowców? 4 lata już to kara dla recydywistów. Chyba też możemy się spotkać z karą za stosowanie środków dopingowych maskujących, tak?

(P.N.) Tak rzeczywiście jest. WADA – Światowa Agencja Antydopingowa ustaliła taką taryfę i domaga się 2 lat dyskwalifikacji w przypadku każdego naruszenia, 4 lat dyskwalifikacji w przypadku recydywy i 8 lat w przypadku używania środków maskujących. WADA konsekwentnie skarży każdą łagodniejszą decyzję, bez względu na rangę zawodów i rodzaj użytego środka.

Czym najczęściej kieruje się Trybunał skracając kary sportowcom?

(P.N.) Jest coraz mniej okoliczności łagodzących. Kiedyś wydawało mi się, że łagodniej należy traktować niedozwolony doping na prowincjonalnych spartakiadach, a surowiej na międzynarodowych mistrzostwach. WADA nie widzi jednak żadnej różnicy. Nie ma igrzysk mniej lub bardziej ważnych! Znajomi arbitrzy przyznali mi w prywatnych rozmowach, że w ich własnych karierach sportowych najważniejsze były zawody, czy też mecze, na które przychodzili ich rodzice, albo narzeczone. To wówczas sportowiec chce dać z siebie wszystko, bardziej niż na zagranicznym stadionie.

Czy w teorii, praktyce arbitrzy przestrzegają zasad ustalonych we wcześniejszych rozstrzygnięciach, gdy rozpatrują kolejne sprawy?

(P.N.) Do każdej sprawy powinno się podchodzić indywidualnie. Jednak dobro sportu i uczciwość wobec widzów wymaga konsekwencji. Przecież to kibic, który kupił bilet i widz przed telewizorem jest pierwszym pokrzywdzonym dopingowym oszustwem. Rozstrzygnięcia powinny być przewidywalne. Podobnie jak w prawie karnym, ważnym elementem jest prewencja ogólna. Kara powinna być przewidywalna i nieuchronna. Powinna odstraszać potencjalnych naśladowców. Stąd konieczna jest jednolita i konsekwentna linia orzecznictwa.

Podczas konferencji Prawo. Sport. Finanse, która odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim w dniach 6-7 kwietnia był Pan jednym z prelegentów i powiedział Pan: „Jako arbiter lubię te sprawy i chcę mieć ich jak najwięcej, ale jako kibic, jak najmniej”. Czy myśli Pan, że doping da się wyeliminować w zdecydowany sposób, przynajmniej taki, abyśmy przez długi okres nie słyszeli o nieuczciwych sportowcach?

(P.N.) Doping jest plagą. Eksperymenty z hormonami zagrażają tożsamości płciowej zawodnika. Jestem być może estetą. Sport miał być piękny. A ja, jako kibic, nie chcę patrzeć na to jak osobnik płci żeńskiej, wyglądający na mężczyznę, biegnie jak cyborg stworzony do biegania i wygrywa z normalnie wyglądającymi ludźmi. Sukcesy południowo-afrykańskiego biegacza biegnącego na stalowych protezach zasiały w umysłach kilku zawodników pomysł, że może warto dać sobie amputować nogi, żeby biegać jeszcze szybciej. Ktoś wpadł na pomysł, że wpuszczenie do basenu krokodyla pozwoli pływakowi osiągnąć lepszą formę w czasie treningu. Czy sport to zdrowie? Trochę wątpię. Dopóki ambicja, żądza zwycięstwa, sławy, nagród i pieniędzy rządzić będzie sportem, dopóty będziemy mieli do czynienia z wypaczeniami.
Podobnym nieszczęściem jest korupcja i ustawianie meczy. Mało kto wie, że przez wiele lat piłkarską ligą włoską rządziła chińska mafia rezydująca w Singapurze. Bookmacherzy obstawiali zakłady dotyczące nie tylko ostatecznego wyniku meczu, ale także takich jego szczegółów jak: kto pierwszy dostanie żółtą kartkę, w której minucie będzie pierwszy rzut rożny, kto wykona rzut karny, w której minucie nastąpi pierwsza zmiana zawodnika itp. Przekupieni zawodnicy i trenerzy wykonywali polecenia mafii, nie licząc się z uczuciami widzów, w tym własnych kibiców.

Podczas swojego wystąpienia na konferencji opowiadał Pan o wizytach w restauracji w jednym z hoteli w Lozannie, gdzie mieszkają arbitrzy CAS. Kelner prosił Pana o sygnaturę akt. Czy mógłby Pan zdradzić więcej tego typu kulis pracy arbitra CAS?

(P.N.) CAS zapewnia arbitrom bardzo wysoki komfort pracy. Załatwia wszelkie formalności podróży. Bilety lotnicze opłacone przez CAS są tańsze od tych, które arbiter załatwiłby sobie sam. Na lotnisku w Genewie czeka szofer z czarnym Mercedesem 500. Hotel Palast opłacony jest przez CAS. Sygnatura akt potrzebna jest kelnerowi, żeby przesłać rachunek do CAS i rozliczyć posiłek na koszt danej konkretnej sprawy. Nosimy dyskretne jednakowe krawaty, po których rozpoznajemy się w restauracji, albo na lotnisku.

Na koniec chciałbym zapytać o humorystyczną stronę tłumaczenia się sportowców w CAS, czy mogłyby one posłużyć jako teksty wypowiadane przez aktorów w filmach komediowych? Dr Andrzej Pokrywka podczas konferencji w Warszawie pokusił się nawet o stwierdzenie, że gdyby Stanisław Bareja żył, to na pewno film o dopingu by powstał.

(P.N.) Sport jest widowiskowy. Sportowcy to gladiatorzy, przyzwyczajeni do publiczności. Nie zawsze jednak sprawność fizyczna dorównuje ich sprawności intelektualnej. Gdy znany piłkarz mówi o swojej matce „Matka jest dla mnie bardzo ważna. Prawie tak ważna jak piłka” – to Stanisław Bareja wykorzystał by to w jakimś dialogu. Komediowych przykładów mógłbym podpowiedzieć więcej. Dobrze, że rozprawy odbywają się bez publiczności. Dla dobra samych sportowców, którzy są bożyszczami dla szerokiej publiczności czasami lepiej nie cytować ich wypowiedzi.

Rozmawiał Michał Krogulec