Historia Zimowych Igrzysk Olimpijskich (5) – Z peryferii na salony


Przełom lat 80. i 90. dwudziestego stulecia to ostateczny koniec walki z wiatrakami MKOL-u przeciwko zawodowcom, która swoje dopełnienie znalazła w dopuszczeniu do startu w najważniejszej imprezie czterolecia zawodników z NBA (1992) i NHL (1998). Lata 1992-2002 to jednak nie tylko początki „zawodowego olimpizmu”, ale też – jak to zwykle na igrzyskach bywa – masa niesamowitych i inspirujących historii.

(CP PHOTO/COC/Scott Grant)

Toni Nieminen to nazwisko znane dla niemal każdego kibica skoków narciarskich. Pochodzący z Lahti Fin stał się światową sensacją, gdy w w 1992r. jako trzeci – po legendach tej dyscypliny, Jensu Weissflogu i Mattim Nykanenie – zwyciężył Turniej Czterech Skoczni, Puchar Świata i Igrzyska Olimpijskie w jednym sezonie. Triumfując w Albertville na dużej skoczni stał się najmłodszym zimowym mistrzem olimpijskim w konkurencji indywidualnej – w dniu konkursu miał 16 lat i 259 dni.

No właśnie, w konkurencji indywidualnej. Dwa dni wcześniej dwoma fenomenalnymi skokami zapewnił bowiem Finlandii zwycięstwo nad faworyzowaną Austrią i złoto w konkursie drużynowym. Pomogły nieco reprezentacji Suomi ówczesne zasady, które do ogólnej noty zespołu liczyły po trzy najlepsze skoki z każdej serii (w każdej drużynie skakała czwórka zawodników, najsłabszą notę odrzucano). W żaden sposób nie umniejsza to jednak zasług Nieminena.

Dwukrotny mistrz olimpijski, zwycięzca Pucharu Świata i Turnieju Czterech Skoczni nie miał nawet 17 lat. Wydawało się, że cały sportowy świat stoi przed nim otworem, że ma ogromne szanse zostać drugim Nykaenenem, że na następne lata zdominuje swoją dyscyplinę. Jego gwiazda zgasła jednak równie szybko, jak szybko rozbłysła. Rok po Igrzyskach w Albertville Nieminen zajął w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata… 50. miejsce. Nigdy później nie zbliżył się nawet do formy z 1992 roku. Pierwszy w historii skok powyżej magicznej granicy 200 m (Planica, 17 marca 1994 roku) był tylko anomalią. Wiosną tego roku pojawiły się informację, że ze względu na swoją trudną sytuację finansową zmuszony był wystawić swoje olimpijskie medale na licytacje.

Igrzyska w Albertville to także początek panowania króla nart – Bjorna Daehlie’ego. Na francuskich igrzyskach Norweg triumfował trzykrotnie – w biegach na 15 i 50 km stylem dowolnym oraz w sztafecie. Na 30 km klasykiem musiał uznać wyższość swojego rodaka – Vegarda Ulvanga. Kolejne igrzyska – w Lillehammer i Nagano – to kolejne osiem medali Daehlie’ego. Łączny wynik – dwanaście olimpijskich krążków (osiem złotych i cztery srebrne) stawia go na drugim miejscu w klasyfikacji medalowej wszech czasów zimowych igrzysk olimpijskich – tylko za wielkim Ole Einarem Bjorndalenem.

Nie miały swoich wielkich gwiazd zawody alpejczyków. W dziesięciu rozegranych konkurencjach złoto trafiało do dziewiątki różnych zawodników. Warto wspomnieć jednak o slalomie pań, gdzie srebro przypadło w udziale 20-letniej Nowozelandce Annelise Coberger. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego gdyby nie fakt, że Coberger stała się tym samym pierwszym sportowcem z południowej półkuli, który sięgnął po medal zimowych igrzysk. Mało egzotyki? Na trzecim miejscu finiszowała… Hiszpanka, Blanca Fernández Ochoa.

Albertville to ostatnie igrzyska zimowe zorganizowane w roku igrzysk letnich. Rosnąca popularność sportów zimowych i ekspansja „białej olimpiady” do coraz to bardziej egzotycznych krajów (czego dowód powyżej) zmusiły MKOL do zmian. I tak oto kolejne zimowe igrzyska odbyły się w 1994 roku w malutkim Lillehammer. W pamięci norweskich kibiców zapadły one jako igrzyska ich dwójki wielkich gwiazd – Bjorna Daehlie’ego i panczenisty Johanna Olava Kossa. To głównie ich zdobycze pozwoliły Skandynawom na zajęcie drugiego – najlepszego od 1968 roku – miejsca w klasyfikacji medalowej.

Pierwsze w historii olimpijskie zawody łyżwiarzy rozgrywane pod dachem Koss zakończył z trzema złotymi medalami i trzema rekordami świata na 1500, 5000 i 10 000 m. Mimo ogromnej popularności w swoim kraju, podobnie jak jego wielki poprzednik Heiden, nie był typem gwiazdy. Na wielkie uznanie zasługuje jego działalność charytatywna wobec dotkniętej wojną Erytrei. Jak wspominał po latach – podróż do Afryki odcisnęła na nim ogromne piętno i pomogła wyjść z kryzysu, który przeżywał krótko przed igrzyskami.

Do historii przeszła Koreanka Kim Yunmi, która wraz z koleżankami ze sztafety sięgnęła po złoto w drużynowej rywalizacji w short-tracku. A to wszystko w wieku – tak, tak – 13 lat! Dokładnie 13 lat i 85 dni. Yunmi do dziś pozostaje najmłodszą mistrzynią olimpijską w historii – biorąc pod uwagę zarówno igrzyska letnie, jak i zimowe.

Wszystko co dobre, kiedyś się jednak kończy. Po szesnastu dniach pięknych sportowych emocji, igrzyska w Lillehammer dobiegły końca, a wraz z tym końcem rozpoczęło się ciekawe zjawisko, dziś określane popularnie jako „syndrom Lillehammer”. Mieszkańcy malutkiego, 25-tysięcznego miasteczka, zaczęli w zdecydowanie większym stopniu niż zazwyczaj popadać w depresję spowodowaną właśnie zakończeniem igrzysk. Powrót do szarej codzienności po tak wspaniałej imprezie okazał się dla niektórych ponad siły.

Canadaolympic989 at the English language Wikipedia [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/)], via Wikimedia Commons

Zostawmy już to Lillehammer, karuzela kręci się bowiem dalej. Przed nami kolejny kamień milowy w historii zimowych igrzysk – dopuszczenie do walki o olimpijskie medale hokeistów z NHL. Po raz pierwszy miało to miejsce w Nagano w 1998 roku i choć dziś może nam wydawać się to dziwne – nie zakończyło się pewnym triumfem Kanadyjczyków. Po swoje do dziś jedyne złoto w tej dyscyplinie sięgnęli Czesi, którzy w wielkim finale zwyciężyli Rosjan 1:0, rewanżując im się za porażkę w fazie grupowej. Hokeiści spod znaku klonowego liścia turniej zakończyli dopiero na czwartym miejscu, w meczu o brąz ulegając prowadzonej przez legendarnego Teemu Selanne Finlandii 2:3. Dla 28-letniego wówczas Selanne były to już drugie igrzyska – później brał udział jeszcze w czterech, wyrównując rekord swojego rodaka Raimo Helminena. Do dziś Seelane i Helminen pozostają jedynymi hokeistami z sześcioma występami na ZIO.

W Nagano liczba uczestników zimowych igrzysk po raz pierwszy przekroczyła dwa tysiące. Swoje zrobiły decyzje MKOL-u o wprowadzeniu do programu „białej olimpiady” curlingu, snowboardu oraz hokeja na lodzie kobiet. W pierwszej z tych dyscyplin po złoto sięgnęli Szwajcarzy oraz Kanadyjki. W drugiej rozegrano zaledwie cztery konkurencje (slalom gigant i halfpipe pań oraz panów), w których medale zostały dość równomiernie rozłożone pomiędzy reprezentantów aż siedmiu różnych nacji. U hokeistek natomiast mieliśmy okazję oglądać podobną do dzisiejszej dominację Amerykanek i Kanadyjek. W dalekiej Japonii lepsze, w stosunku 3:1, okazały się Amerykanki, dla których był to pierwszy i do dziś ostatni olimpijski triumf.

Podobnie jak liczba sportowców, zwiększyła się także liczba nacji, które cieszyły się z chociażby jednego medalu zimowych igrzysk. W Calgary w 1988 klasyfikacja medalowa zawierała 17 państw, dziesięć lat później w Nagano 24, wśród nich m.in. Bułgaria, Belgia czy Australia. Ale nie Polska.

Koszmarną serię siedmiu zimowych igrzysk bez medalu przełamał dopiero w 2002 roku w Salt Lake City Adam Małysz. Rywalizacja Orła z Wisły i jego największego rywala – Svena Hannawalda, miała być jednym z najważniejszych wydarzeń tych Igrzysk. Obu panów przechytrzył jednak Simon Amman. Szwajcar, który zaledwie miesiąc przed pierwszym z olimpijskich konkursów uległ groźnie wyglądającemu upadkowi sensacyjnie wygrał zarówno na skoczni normalnej, jak i dużej, stając się drugim, po Mattim Nykanenie, skoczkiem, który sięgnął po dwa złote medale w konkurencjach indywidualnych na jednych igrzyskach.

Małysz zajął trzecie miejsce na skoczni normalnej i drugie na obiekcie dużym, co i tak przyjęto w Polsce za spory sukces. 30 lat po Wojciechu Fortunie, reprezentantowi naszego kraju udało się stanąć na olimpijskim podium w konkurencji zimowej. Małysz poszerzył naszą kolekcję medali na śniegu i lodzie do skromnej liczby sześć. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, że w ciągu kolejnych dwunastu lat uda nam się powiększyć ją ponad trzykrotnie…



Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password