HMŚ w Stambule – podsumowanie 3. dnia

W Stambule zakończyły się 14. Halowe Mistrzostwa Świata w lekkiej atletyce. Klasyfikację medalową z 18 krążkami wygrali Amerykanie, Polacy z Turcji wracają z jednym, brązowym medalem zdobytym w pierwszym dniu przez Tomasza Majewskiego. Podczas trzeciego, ostatniego dnia, rozegrano finały w dwunastu konkurencjach, w tym w czterech z udziałem naszych reprezentantów, jednak nikomu nie udało się wywalczyć miejsca na podium.

Jako pierwsze na stadionie Atakoy zaprezentowały się tyczkarki. Mimo braku niektórych czołowych zawodniczek, w tym m.in. Anny Rogowskiej, poziom zawodów był wysoki. Konkurs życia rozegrała Francuzka Vanessa Boslak, która w pierwszych próbach pokonywała wszystkie wysokości od 4.30m do 4.70m, ustanawiając przy okazji nowy rekord swojego kraju. Nie wystarczyło to jednak by zagrozić głównej faworytce konkursu, Rosjance Jelenie Isinbajewej, która w swoim drugim skoku pokonała wysokość 4.80m zdobywając złoty medal. Mistrzyni olimpijska podjęła jeszcze próbę pobicia rekordu świata, jednak wszystkie jej próby na wysokości 5.02m zakończyły się niepowodzeniem. Brązowy medal wywalczyła nowa nadzieja olimpijska Wielkiej Brytanii – Holly Bleasdale, która także pokonała 4.70m, jednak dopiero w drugiej próbie.

Równolegle rozegrano niesamowicie emocjonujący konkurs skoku w dal kobiet. W drugiej kolejce dzięki skokowi na odległość 6.85m na prowadzenie wyszła Rosjanka Daria Klishina. Chwilę później o centymetr przeskoczyła ją Brytyjka Shara Proctor, a czwartej kolejce do głosu doszła liderka światowych list, Amerykanka Brittney Reese, skacząc 6.92m. Po 5. kolejce mieliśmy status quo, a o ostatecznym wyniku decydowały ostatnie próby zawodniczek. I tutaj wszystkich zaskoczyła Amerykanka Janay DeLoach, która skokiem na odległość 6 metrów i 98 centymetrów objęła sensacyjne prowadzenie, spychając Klishinę poza podium. Zmienić swoją pozycję chciała jeszcze Brytyjka Proctor, ale jej 6.89m, mimo że było nowym rekordem kraju, nie wystarczyło do przeskoczenia Amerykanki. Szansę na medal zaprzepaściła także Klishina. Układ zmienić mogła już tylko wyraźnie podrażniona Brittney Reese, która jako jedyna w tym roku przeskoczyła 7 metrów. I zrobiła to w iście mistrzowskim stylu. Wynikiem 7.23m ustanowiła nowy rekord HMŚ i zapewniła sobie należne jej pierwsze miejsce na świecie w hali.

Na ostatni dzień zapanowano rozegranie biegów na najdłuższym dystansie mistrzostw. Pierwsi na 3000m pobiegli mężczyźni. Bieg wygrał faworyt, startujący w barwach USA Bernard Lagat (7:41.44). Pasjonującą walkę o pozostałe miejsca na podium stoczyli Kenijczycy: Augustine Kiprono Choge i Edwin Cheruiyot Soi, oraz Somalijczyk startujący w barwach Wielkiej Brytanii – Mo Farah. Każdego z zawodników na mecie dzieliła zaledwie 0.01s, a medale, odpowiednio srebrny i brązowy, przypadły Choge i Soiowi. Wśród kobiet szansę na przejście do historii miała Meseret Defar. Etiopka mogła stać się pierwszą zawodniczką, która pięć razy z rzędu zostawała halową mistrzynią globu. Przeszkodziła jej w tym jednak Kenijka Hellen Obiri (8:37.16), która sensacyjnie wyprzedziła utytułowaną rywalkę. Brązowy medal zdobyła inna Etiopka – Gelete Burka. Dobre, szóste miejsce zajęła w tym biegu reprezentantka Polski Lidia Chojecka (8:56.86).

Z występem naszego rodaka wiązaliśmy jednak większe szanse przy okazji finału biegu na 800m. Adam Kszczot przystępował do niego z pozycji lidera światowych list powszechnie uważany był za największego faworyta tej konkurencji. Polak popełnił, jak się potem okazało, poważny w skutkach błąd taktyczny, obejmując prowadzenie już po dwusetnym metrze i przewodząc stawce aż do finiszu. Tam nie starczyło mu sił na walkę z przeciwnikami i ostatecznie ukończył on bieg na 4. miejscu (1:49.16). Złoty medal zdobył zaledwie 18-letni Etiopczyk Mohammed Aman (1:48.36), czym stał się najmłodszym w historii halowym mistrzem świata. Srebro wywalczył Czech Jakub Holusa (1:48:62), a brąz Brytyjczyk Andrew Osagie (1:48.92). U kobiet dystans ten wygrała, z najlepszym w tym roku czasem 1:58.83, Kenijka Pamela Jelimo. Srebro przypadło Natalii Lupu z Ukrainy (1:59.67), a brąz Amerykance Erice Moore (1:59.97).

W ostatnich rozgrywanych dzisiaj konkurencjach technicznych nie obyło się bez niespodzianek. W finale trójskoku mężczyzn srebrnym medalem musiał zadowolić się Mistrz Świata z Daegu Christian Taylor (17.63m). Zwyciężył, z najlepszym wynikiem w tym roku – 17.70m – rodak Taylora, Amerykanin Will Claye. Trzecie miejsce zajął niespodziewanie Rosjanin Lyukman Adams (17.36m). Jeszcze większą sensacją zakończył się konkurs skoku wzwyż. Walczących o złoto Rosjan, Andreja Silnowa i Ivan Uchowa pogodził mało utytułowany Grek Dimitrios Chondrokoukis, który w pierwszej próbie pokonał poprzeczkę na wysokości 2.33m. Jeden raz więcej podchodził do tej wysokości mistrz olimpijski Silnov, dlatego musiał zadowolić się srebrnym medalem. Obrońca tytułu, Uchow, z wynikiem 2.31m był trzeci.

Tuż przed sprintami rozegrano jedną z dwóch sztafet – 4x400m kobiet. Niespodziewanie finał ten nie zakończył się zwycięstwem faworyzowanych Amerykanek, z Sanyą Richards na ostatniej zmianie. Nowymi mistrzyniami świata, po pasjonującej walce na finiszu zostały Brytyjki (3:28.76) w składzie: Cox, Anders, Ohuruogu i Shakes-Drayton. Drugie były Amerykanki (3:28.79), a trzecie Rosjanki (3:29.55).

Chwilę później do walki o tytuł najszybszej kobiety świata w hali stanęły sprinterki. Tytuł z Dauhy udało obronić się Jamajce Veronice Campbell-Brown (7.01s), która wyprzedziła Iworyjkę Murielle Ahoure (7.04s) i Amerykankę Tiannę Madison (7.09s). Tuż po nich do biegu stanęli płotkarze, a wśród nich Polak, Artur Noga. Polak niestety nie maił najlepszego startu, co przy tak krótkim dystansie bardzo poważnie przekłada się na zajmowane miejsce. Najszybszy, dość niespodziewanie okazał się Amerykanin Aries Merritt (7.44s), który pozostawił za sobą byłego mistrza świata w tej konkurencji, Chińczyka Liu Xianga (7.49s). Trzeci przybiegł Francuz Pascal Martinot-Lagarde (7.53s). Artur Noga z wynikiem 7.74s zajął 8. miejsce.

Tradycyjnie rywalizację zakończył bieg rozstawny na 400m mężczyzn. Polacy, którzy do finału awansowali z trzecim czasem byli wymieniani wśród drużyn, które mogą włączyć się do walki o medal. Polaków spotkał jednak nieprawdopodobny pech, kiedy biegnący na trzeciej pozycji Łukasz Krawczuk, zawodnik ostatniej zmiany, zgubił pałeczkę po tym jak jego ręka została potrącona przez Rosjanina Frolova. Sprawiło to, że Polacy niestety musieli pożegnać się z medalem, a na metę przybiegli na ostatniej pozycji. Wyścig po zaciętej walce wygrali Amerykanie (3:03.94) w składzie: Wright, Smith, Mitchell i Roberts. Tuż za nimi przybiegli Brytyjczycy (3:04.72), a trzecie miejsce przypadło reprezentantom Trynidadu i Tobago (3:06.85). Po biegu sędziowie podjęli decyzję o zdyskwalifikowaniu sztafety Amerykańskiej za zmianę stanowiska podczas oczekiwania na zmianę, lecz na czas rozpatrywania odwołania Amerykanie zostali utrzymani na pierwszym miejscu. Gdyby dyskwalifikacja została utrzymana, wtedy brązowymi medalistami zostaliby Rosjanie.

Mistrzostwa zakończyły się ogromnym sukcesem Amerykanów, którzy aż 18 razy stawali na podium, w tym 10 razy na najwyższym jego stopniu. Polacy kończą z jednym medalem z najmniej cennego kruszcu, lecz należy zauważyć, że kilkukrotnie polskich sportowców spotykał pech. Pozostaje mieć nam nadzieję, że już za 2 lata, kiedy mistrzostwa odbędą się w Sopocie, wynik będzie o wiele lepszy.

Tak relacjonowaliśmy dzień na żywo.