Hokej na lodzie – MŚ dywizji IA: Rozczarowujący początek Biało-czerwonych

Od porażki z Koreą Południową 2:4 (0:1, 1:1, 1:2) polscy hokeiści rozpoczęli swój udział w Mistrzostwach Świata dywizji IA, które rozgrywane są w Kijowie.

Polakom z Koreańczykami zawsze grało się ciężko i od pierwszych minut było to na lodowisku w Kijowie bardzo dobrze widoczne. Szybkość i zwinność zespołu Jima Paeka raz za razem rozbijały nasze ataki i przez pierwsze dwadzieścia minut praktycznie nie udało nam się skonstruować składnej i groźnej akcji pod bramką rywali. W początkowej fazie spotkania dwie stuprocentowe okazje – wynikające raczej z błędów Azjatów niż dobrej akcji Polaków – zmarnowali Krzysztof Zapała i Krystian Dziubiński, a jak wiadomo – niewykorzystane okazje lubią się mścić. Biało-czerwoni boleśnie przekonali się o tym w 8. minucie, gdy źle ustawionego Przemysława Odrobnego pokonał Kisung Kim wyprowadzając Koreańczyków na prowadzenie.

Do końca pierwszej tercji wynik nie uległ zmianie, a po przerwie Polacy, zamiast ruszyć do odrabiania strat, wyglądali jeszcze gorzej. Po kolejnej szybkiej akcji Koreańczyków strzał w stronę Odrobnego oddał Sangwoo Sin, a krążek pechowo odbił się od Jakuba Wanackiego i wpadł do polskiej bramki. 0:2.

Los bywa jednak przewrotny i po szczęśliwie zdobytej bramce dla Koreańczyków, szczęście uśmiechnęło się do Biało-czerwonych. Dwie szybkie kary dla Kima i Parka sprawiły, że Polacy przez minutę mieli okazję grać 5 na 3 i tę okazję bardzo szybko wykorzystali – strzał Mateusza Bryka odbił się od łopatki kija jednego z koreańskich obrońców i szczęśliwie wpadł do bramki Matta Daltona.

Od tego momentu inicjatywę na tafli przejęli nasi hokeiści, którzy w ciągu pięciu ostatnich minut drugiej tercji kilkukrotnie zagrozili bramce Daltona. Kanadyjski bramkarz z koreańskim paszportem pozostawał jednak niewzruszony i po czterdziestu minutach cały czas przegrywaliśmy różnicą jednej bramki.

W trzeciej tercji liczyliśmy na kontynuację ofensywy zespołu Jacka Płachty. Już pierwsze minuty pozbawiły nas jednak złudzeń. Fatalne podanie Arona Chmielewskiego otworzyło Michaelowi Swiftowi drogę do polskiej bramki, ten tylko wyłożył krążek Youngowi Lee, który ponownie dał Koreańczykom dwubramkowe prowadzenie. Cztery minuty później krążek w naszej strefie obronnej przechwycił Sangwook Kim, pięknym zwodem zmylił Patryka Wajdę i pod parkanami Przemka Odrobnego skierował gumę między słupki polskiej bramki.

Na dziesięć minut przed końcem nadzieje w nasze serca wlał jeszcze Bartłomiej Pociecha. Obrońca GKS-u Tychy pięknym strzałem w okienko pokonał Matta Daltona i Polacy znów tracili do rywali już tylko dwie bramki. Tylko i aż. Okazała się to bowiem strata nie do odrobienia – ostatecznie Polacy przegrali z Koreańczykami 2:4. Teoretycznie to dopiero początek turnieju, biorąc jednak pod uwagę układ sił w dywizji IA – jeśli myślimy o utrzymaniu, musimy pokonać jutro Ukrainę.

W pozostałych dzisiejszych spotkaniach Węgrzy długo męczyli się z gospodarzami, by ostatecznie zwyciężyć 5:3, a Kazachowie po niezwykle wyrównanym meczu pokonali Austriaków 3:2.

Polska – Korea Południowa 2:4 (0:1, 1:1, 1:3)

Strzały: 38-22
Kary (minuty): 4-10

 – – –

Ukraina – Węgry 3:5 (1:1, 2:1, 0:3)
Austria – Kazachstan 2:3 (0:2, 2:0, 0:1)