Lekkoatletyka – Tomasz Majewski: Wioski olimpijskie to takie kolonie dla dorosłych

Sylwetki Tomasza Majewskiego nie trzeba nikomu przedstawiać. I choć zakończył już karierę sportową, to propaguje pchnięcie kulą wśród dzieci na takich imprezach jak m. in. Piknik Poznańskich Olimpijczyków, który gościł w stolicy Wielkopolski w ostatni weekend. Przy tej okazji udało się go namówić na krótki wywiad.

Na dzisiejszym pikniku uczył Pan dzieci, jak pchać kulą. Czy Pan od razu wiedział, że chce się związać z tą dyscypliną?
Zdarzało mi się pchać kulą w szkole podstawowej, ale tak naprawdę moja przygoda zaczęła się w szkole średniej. Mój kuzyn, który jest trenerem lekkiej atletyki, zabrał mnie na stadion, bo chciałem coś trenować. Można powiedzieć, że to pchnięcie kulą mnie wybrało. Miałem być dyskobolem ze względu na lepsze warunki do tej konkurencji, ale nie wychodziło mi to na tyle dobrze, żebym mógł przy tym zostać.

Jak Pan ocenia pozycję polskiej kuli?
Mamy bardzo silną pozycję. Rzadko się zdarza, żeby mieć dwóch zawodników w najlepszej ósemce na mistrzostwach świata, a trzeci reprezentant zajął 13 miejsce. Bardzo się cieszę, że ten sport się rozwija, że ludzie chcą go trenować. Zarówno Bukowiecki, jak i Haratyk są naprawdę dobrzy. Jednak trzeba pamiętać, że mieć możliwości to jedna sprawa,a wykorzystanie ich druga. Są w takim okresie, w którym mogą się rozwijać i to od nich zależy, co z tego wyjdzie.

Startował Pan w Atlancie, Pekinie, Londynie i Rio. To niemały bagaż doświadczeń. Co może Pan powiedzieć o atmosferze Igrzysk?
Jest to święto dla wszystkich, szczególnie dla sportowców. Wioska olimpijska jest wspaniałym miejscem. Każdego dnia kilkadziesiąt osób przeżywa najlepszy moment w swoim życiu. Wiadomo, że najważniejsza jest rywalizacja, ale gdy wszystko się skończy to wszyscy wspólnie się bawimy. Można powiedzieć, że wioska to taka kolonia dla dorosłych. Im więcej ludzi kończy swoje starty, tym weselej. Chyba najlepiej wspominam Pekin. Tam było bardzo rodzinnie, bo nikt w domkach nie miał telewizji, czy internetu, więc wszyscy kibicowaliśmy razem. Moim zdaniem to najbardziej perfekcyjne igrzyska.

Czy miał Pan przygotowany jakiś plan, co będzie robił Tomasz Majewski po zakończeniu kariery?
Tak. Myślałem o tym, że chce zostać w sporcie, bo to kocham i chce go dalej współtworzyć. Marzyło mi się zostanie działaczem i zrealizowałem ten cel. Jest to trudna praca, ale wdzięczna, bo człowiek ma wpływ na coś, z czym był bardzo długo związany i pracuje nad doskonaleniem tego od środka.