Łyżwiarze na start! Rusza sezon short tracku – co nas czeka?

Łyżwiarze do treningów wrócili już w kwietniu. Za tydzień sezon ruszy dla nich na dobre. Rozpoczną się poważne zawody międzynarodowe, walka o bezcenne punkty i kwalifikację na igrzyska w Pjongczangu. Czas przygotować się zatem na prawdziwe emocje w „zimowej Formule 1” – short tracku.

TO NIE BĘDZIE ŁATWY SEZON

W porównaniu z poprzednim sezonem, ten będzie nieprawdopodobnie wyczerpujący. Zawodnicy w najwyższej formie muszą być już od końcówki września, bo wówczas to rozpoczynają się Puchary Świata, będące jednocześnie kwalifikacjami do Igrzysk w Pjongczangu. W takowej pozostać będą musieli zaś… przez przeszło pół roku. Igrzyska Olimpijskie co prawda już w lutym, ale jeszcze po nich czekają nas Mistrzostwa Świata. Przed nimi zaś – Mistrzostwa Europy oraz walka o prym na globie wśród juniorów.

Puchar Świata
Zawody Pucharu Świata będą zdecydowanie najważniejszymi punktami w łyżwiarskim kalendarzu na początku sezonu. Dwa z nich zostaną rozegrane w Europie, dwa kolejne – w Azji. To one właśnie posłużą za kwalifikacje do igrzysk olimpijskich. Dobry start w tych zawodach będzie zatem niejako warunkował dalsze przygotowania do kolejnych etapów sezonu.

Weekend Pucharu Świata, w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, trwać będzie nie trzy, a cztery dni. W czwartek i piątek odbywać się będą kwalifikacje na wszystkich dystansach, w sobotę rozegrane zostaną zawody na 1500 metrów (od półfinałów) oraz na 500 metrów (od ćwierćfinałów), natomiast w niedziele zobaczyć można będzie rywalizację na 1000 metrów (od ćwierćfinałów) oraz finały sztafet.

Mistrzostwa? Do wyboru, do koloru
Zawody Pucharu Świata bardzo mocno wpłyną na resztę sezonu. To one zadecydują bowiem de facto o tym, kto uzyska kwalifikację na igrzyska do Pjongczangu. Bilet do Korei lub jego brak uwarunkują przygotowania do dalszej części sezonu. Zawodnicy, którzy zostaną pozbawieni możliwości startu na igrzyskach, będą na pewno chcieli podwójnie zrekompensować się na Mistrzostwach Europy, a następnie na Mistrzostwach Świata. Ci którzy zaś uzyskają przepustkę do startu na IO, czempionat Starego Kontynentu potraktują zapewne w tym roku jako element przygotowania do najważniejszych zawodów.

Szansa dla juniorów i zmienników
Kadry poszczególnych krajów nie zamkną się na pewno na zmiany. W tym szczególnym, a zarazem specyficznym sezonie nie będą mogły być one jednak nazbyt duże. Istnieje zatem bardzo duże prawdopodobieństwo, iż ci sami łyżwiarze, których zobaczymy na Pucharach Świata w Budapeszcie i Dordrechcie, pojawią się również na pozostałych ważnych imprezach.

Jak zatem można przekonać przekonać do siebie trenera? Na pewno dobrymi wynikami w mniej prestiżowych zawodach, których nie będzie brakowało. Nasi juniorzy, łyżwiarze „drugiego garnituru” czy też zawodnicy tacy jak Mateusz Krzemiński – którzy ze względu na wiek nie mogą startować na Pucharze Świata, będą chcieli na pewno powalczyć i utrzeć nosa kadrowiczom podczas Mistrzostw Polski. Pomiędzy sobą rywalizować będą mogli także na Ogólnopolskich Zawodach Rankingowych czy EVO Cup, ale przede wszystkim będą chcieli na pewno powalczyć w Danubia Open.

Danubia jest serią zawodów dla łyżwiarzy z Europy Wschodniej. Najlepsi zawodnicy z tej części kontynentu, spotkają się w wielkim finale (Europa Cup) ze swoimi kolegami z zachodu Europy. Wspomniane zawody finałowe odbędą się w kwietniu na Łotwie.

TERMINARZ – NAJWAŻNIEJSZE IMPREZY W SEZONIE 2017/2018

Puchar Świata:
29.09 – 01.10 | Budapeszt (Węgry)
05.10 – 08.10 | Dordrecht (Holandia)
09.11 – 12.11 | Szanghaj (Chiny)
16.11 – 19.11 | Seul (Korea Pd.)

Juniorzy – Danubia Open:
08.09 – 10.09 | Graz (Austria)
13.10 – 15.10 | Benatki (Czechy)
24.11 – 26.11 | Sofia (Bułgaria)
15.12 – 17.12 | Spisska Nova Ves (Słowacja)
26.01 – 28.01 | Budapeszt (Węgry)
09.02 – 11.02 | Zagrzeb (Chorwacja)

Imprezy Mistrzowskie:
12.01 – 14.01 | Mistrzostwa Europy, Drezno (Niemcy)
19.01 – 21.01 | Mistrzostwa Polski, Elbląg
02.02 – 04.02 | Mistrzostwa Polski Młodzików, Opole
02.03 – 04.03 | Mistrzostwa Świata Juniorów, Warszawa
16.03 – 18.03 | Mistrzostwa Świata, Montreal (Kanada)
23.03 – 25.03 | Europa Cup (Juniorzy), Ventspils (Łotwa)

KRĘTA DROGA NA IGRZYSKA

Kwalifikacje olimpijskie w short tracku są jednymi z najbardziej pokrętnych, biorąc pod uwagę wszystkie zimowe dyscypliny. Aby dobrze je zrozumieć i – przede wszystkim – umieć sobie wszystko dobrze podliczyć, trzeba się mocno skoncentrować.

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że najważniejszym elementem do przyznawania przepustek na IO będzie Ranking Olimpijski. Do rankingu będą wliczać się trzy najlepsze starty, spośród czterech Pucharów Świata. Ważnym jest fakt, iż każdy dystans (500m, 1000m, 1500m oraz sztafety) będą liczyć się osobno. Możliwe jest zatem, że np. na 500 metrów zawodnikowi odpadnie rezultat uzyskany w Seulu, a na 1500 metrów – ten z Budapesztu.

Pierwszeństwo w uzyskaniu wejściówki będą miały sztafety. Osiem najlepszych drużyn kobiecych oraz osiem mężczyzn będzie miało pewność startu w Pjongczangu. W ten sposób bilet do Korei zapewni sobie po 40 zawodniczek i zawodników (po pięć z każdej sztafety).

Nie wszyscy łyżwiarze jadący w sztafetach, będą mogli zaprezentować się na igrzyskach również w jeździe indywidualnej. Spośród pięciu zawodników każdej sztafety, udział w zawodach indywidualnych będzie mogło uzyskać maksymalnie trzech. Na listy startowe skierowani zostaną ci wybrani przez trenera kraju, ale… tylko pod warunkiem, iż uzyskają również kwalifikację według Rankingu na dany dystans.

Nieco trudniejszą drogę na igrzyska będą mieć zawodnicy z krajów, które nie zapewnią sobie udziału w zawodach olimpijskich dzięki sztafetom. I tutaj limit dla kraju wynosi trzech łyżwiarzy i trzy łyżwiarki. Dodatkowo będą musieli zmieścić się oni jednak w Rankingu (patrząc łącznie na wszystkie dystanse) na tyle wysoko, aby nie wypaść poza czołową dwudziestkę reprezentantów takich właśnie krajów (na IO może jechać max 60 łyżwiarzy i 60 łyżwiarek. Po 40 stanowić będą uczestnicy sztafet). Po spełnieniu tych dwóch warunków (bycie w TOP3 swojego kraju i TOP20 spośród zawodników z krajów, których sztafety nie uzyskały awansu), dany łyżwiarz musi jeszcze zająć odpowiednio wysokie miejsce w rankingu na danym dystansie.

Jakie miejsce okaże się „odpowiednio wysokie”? No cóż… tutaj trudno rokować. Na dystansie 500 i 1000 metrów w Pjongczangu pojedzie 32 łyżwiarzy i 32 łyżwiarki. Po 36 osób stanie natomiast do rywalizacji na dystansie 1500 metrów. Z jednej strony można zająć zatem niskie miejsce w rankingu i awansować do czołówki (TOP32 lub TOP36), dzięki eliminacji zawodników, którzy są poza czołową trójką w swoim kraju. Z drugiej zaś można zająć miejsce bardzo wysokie i wypaść z gry, będąc poza czwórką w kraju lub poza dwudziestką wśród zawodników bez kwalifikacji do sztafety.

Skomplikowane? Jesteśmy zdania, że bardzo. Wy jednak nie musicie się martwić, gdyż od tego typu rzeczy macie przecież nas. Po każdym weekendzie Pucharu Świata przedstawimy Wam cały ranking i omówimy dokładnie co i jak.

SILNI, ZWARCI I GOTOWI

Podczas przygotowań, nasza kadra trenowała w dwóch grupach. Jedna z nich udała się najpierw na zgrupowania do Font Romeu (Francja), a następnie do Calgary (Kanada). Między innymi Patrycja oraz Natalia Maliszewskie, Nikola Mazur, Rafał Anikiej, Szymon Wilczyk czy Bartosz Konopko trenowali tam pod okiem trenera Sebastiana Crosa i pani trener Urszuli Kamińskiej. Po powrocie do kraju, o treningach porozmawialiśmy z ostatnim z wymienionych.

Foto.: PZŁS

– Troszkę sobie polataliście podczas okresu przygotowawczego. Najpierw byliście we Francji, potem w Kanadzie…

Bartosz Konopko: Tak, byliśmy dwa razy po trzy tygodnie w Font Romeu, później wylot do Calgary.

– Dlaczego akurat tam?

Bartosz Konopko: Zarówno we Francji, jak i w Kanadzie mają ogromny kompleks, w którym można przygotowywać się do startu w bardzo różnych dyscyplinach. Jest też wszystko, co potrzebne dla łyżwiarza. Przede wszystkim bardzo dobra jakość lodu. Szczerze mówiąc był to jeden z lepszych lodów, na jakich jeździłem.

– Z tego, co słyszałem kilka miesięcy temu, to Kanadyjczycy właśnie mieli robić lód na igrzyska w Pyeongchang. Także można powiedzieć, że mieliście okazję już go nieco poznać?

Bartosz Konopko: Można powiedzieć, że tak. Ten lód, na którym jeździliśmy choćby we Francji był nie dość, że szybki, to jeszcze znakomicie „trzymał”, co powodowało że nikt nie bał się tam jechać na pełni możliwości, bo czuł kiedy może zaryzykować, kiedy może mocno zakręcić na wirażach. Takie czucie lodu jest dla łyżwiarzy bardzo ważne.

– Teraz przed Wami ostatnie dni przed wylotem na pierwszy Puchar Świata do Budapesztu. Jak wyglądają treningi w ostatnich dniach? Przygotowujecie się nieco inaczej pod kątem tego konkretnego startu?

Fot.: Bartosz Konopko / Malownicze widoki, jakie mogą podziwiać członkowie Teamu OTTO podczas treningów we Francji

Bartosz Konopko: Schodzimy nieco w ostatnich dniach z intensywności, więcej regeneracji. Wszystko jest przemyślane i powinno zaowocować. Wracając jeszcze do wątku Font Romeu – to właśnie ta ciężka powinna teraz dać rezultaty. To były dwa razy po trzy tygodnie naprawdę mocnych treningów. Potem kolejna krótka przerwa i sześć tygodni w Calgary.

– To nie był dla Was łatwy okres, prawda?

Bartosz Konopko: To był bardzo intensywny okres. I nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich nas był on ciężki. Pojawiało się zmęczenie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Przecież ciągle daleko od domu, codziennie taka sama praca – wszystko na 100%

– Po powrocie z tych dalekich zgrupowań mieliście już okazję sprawdzić się „w boju”. Byliście przecież na międzynarodowych zawodach – Invitation Cup z Holandii. Bardzo mocna obsada zawodów. Spodziewaliście się tego?

Bartosz Konopko: Oczywiście. Na Invitation Cup zawsze startuje czołówka. Tak naprawdę z Europy zabrakło tylko Rosjan i Węgrów.

– Na tych zawodach było widać, że zdecydowanie lepiej jeździ się Wam na 500 i 1000 metrów. Tak będzie też w sezonie?

Bartosz Konopko: Ja do końca nie byłem zadowolony ze swoich startów w Heerenveen. Jest na pewno kilka kwestii, które mogę jeszcze poprawić. Szczególnie na 500 metrów mogę jeździć jeszcze szybciej. Ale ogólnie to tak – my trenowaliśmy głównie pod te dwa dystanse. Nie ma co ukrywać, że zawodnicy z grupy OTTO to sprinterzy, więc na 1500 metrów większych szans dla nas nie będzie. Chyba że bieg będzie bardzo wolny – wtedy pojawia się dla nas szansa rywalizacji, bo możemy przyspieszyć w końcówce i wygrać finisz. No więc skoro jesteśmy sprinterami, od początku postanowione było, że mamy jechać bardzo dobrze 500 metrów i ewentualnie 1000.

– W nadchodzącym sezonie mamy też małą zmianę przy rozgrywaniu Pucharu Świata. Najpierw mamy 1500 i 500 jednego dnia, a drugiego dnia 1000 i sztafety. To dobrze dla Was, bo gdy na 1500 zaoszczędzi się nieco sił, można to wykorzystać w późniejszej rywalizacji na 500 metrów.

Bartosz Konopko: Dokładnie. Mamy nadzieję, że tak się rzeczywiście stanie.

– Puchary Świata będą w tym sezonie szczególnie ważne, bo służą przecież jako kwalifikacja olimpijska. Kwalifikacja dość pokrętna i trudna do ogarnięcia.

Bartosz Konopko: U nas kwalifikacje są bardzo ciężkie. Nie jest tak, jak w łyżwiarstwie szybkim, że wykręcasz po prostu dobry czas i jedziesz. Tutaj trzeba połączyć wyniki indywidualne ze sztafetą, czego na przykład na długim torze nie ma.

– No właśnie. Bardzo dużo zależy od sztafety. Spoza niej może się dostać maksymalnie 20 zawodników.

Bartosz Konopko: Tym ciężej dla nas. Nie oszukujmy się – kiepsko stoimy, jeśli chodzi o męską sztafetę. Inaczej u dziewczyn, które rzeczywiście mają skład.

– No tak – siostry Maliszewskie, Magda Warakomska, Patrycja Markiewicz. Ewentualnie Kamila Stormowska albo Oliwia Gawlica. One są silne. Myślę, że stać je na awans.

Bartosz Konopko: Wiesz, w sztafecie ważne jest, żeby utrzymać wysoką prędkość. I jestem przekonany, że dadzą sobie z tym radę. Kiedy trenowaliśmy sprint, widać było, że zarówno Natalia, jak i Patrycja nie mają z tym problemu. One będą miały na pewno maksymalną prędkość. To tak, jakby postawić obok siebie dwóch ciężarowców – jeden z nich dźwiga 200kg, a drugi maksymalnie 150kg. Pewne jest, że ten pierwszy siłą rzeczy podniesie te 150kg większą ilość razy. Podobnie jest u nas. Jeśli ktoś potrafi przejechać jedno okrążenie w 9 sekund, to na pewno przejedzie te 4-5 na poziomie powiedzmy 9,3 sekundy na okrążenie. A my naprawdę zarówno w Font Romeu, jak i w Calgary osiągaliśmy duże prędkości. Jesteśmy więc przygotowani na pewno na 500, na 1000 i na sztafety u dziewczyn.

– Oby wszystko poszło zgodnie z planem. Już niebawem Puchar Świata w Budapeszcie. Jeden z czterech, w których powalczycie o kwalifikację.

Bartosz Konopko: I tak dobrze, że mamy aż cztery Puchary Świata, z czego do rankingu liczą się trzy najlepsze, a nie – jak poprzednio – tylko dwa.

– Jest ten margines błędu. Wydaje się, że chyba dobrze zostawić go sobie na Azję?

Bartosz Konopko: Paradoksalnie właśnie nie. Myślę, że to zawody w Budapeszcie mogą być najtrudniejsze. To wejście w sezon, inny system rozgrywania Pucharu Świata. Będzie też wielu zawodników, spora liczba biegów. Jeśli coś ma nie wyjść, to tam. W Budapeszcie będzie albo bardzo dobrze, albo bardzo źle. Później będzie już na pewno dobrze. Choć wiadomo, czym lepiej zaczniemy, tym później będzie nam wygodniej pod względem mentalnym.

* * * * *

Kolejna grupa łyżwiarzy – m.in. z Magdaleną Warakomską, Patrycją Markiewicz, Kamilą Stormowską, Oliwią Gawlicą, Adamem Filipowiczem czy Michałem Kłosińskim – trenowała pod okiem trener reprezentacji – Pani Anny Lukanovej-Jakubowskiej. Grupa ta również przeszła przez całą serię zgrupowań, a o przygotowaniach do sezonu porozmawialiśmy z Panią trener.

– Wszystkie przedsezonowe sprawy już raczej za nami. Jak u Pani samopoczucie przed pierwszymi zawodami?

Anna Lukanova-Jakubowska: Bardzo fajnie. Naprawdę jestem spokojna.

– Jest Pani zadowolona z przygotowań?

Anna Lukanova-Jakubowska: Ja będę mówić o swojej grupie, bo nie chciałabym wypowiadać się za kogoś. No ale tak, jest bardzo zadowolona ze swoich zawodników. Na ten moment jest to wszystko, co mogliśmy zrobić. Mieliśmy dużo treningów, mieliśmy też badania wydolnościowe po Courmayeur. One pokazały, że zawodniczki, które jadą do Budapesztu są w życiowej formie, jeśli chodzi o wydolność i przygotowanie organizmu.

– Wiadomo już jakim składem pojedziemy w Budapeszcie?

Anna Lukanova-Jakubowska: Tak, na Węgry zabieram sześciu zawodników i sześć zawodniczek. Jeśli chodzi o sztafety, u mężczyzn w czwórce znajdą się: Adam Filipowicz, Michał Kłosiński, Bartosz Konopko i Rafał Anikiej. U kobiet myślę, że aktualnie podstawę stanowią siostry Maliszewskie, Magda Warakomska i Patrycja Markiewicz.

– Trzeba przyznać, że w tym sezonie sztafety będą wyjątkowo ważne.

Anna Lukanova-Jakubowska: Zdecydowanie tak. Myślę, że u nas kobiety mają zdecydowanie większe szanse. W tym składzie, który obecnie mamy jesteśmy w stanie walczyć o kwalifikację olimpijską. Wiadomo, że nawet jakby coś się złego zadziało przy pierwszych zawodach, zawsze można wymienić jakieś ogniwo. W rezerwie są Kamila Stormowska i Oliwia Gawlica, które również jeżdżą bardzo dobrze.

–  Nie zastanawiała się Pani nad dokooptowaniem do składu Nikoli Mazur? Na ostatnich zawodach w Sanoku pojechała świetnie, wygrała na wszystkich dystansach.

Anna Lukanova-Jakubowska: Czy pojechała świetnie? Trudno jest na arenie krajowej oceniać zawodnika, bo nasze zawody rządzą się jednak nieco innymi prawami. A gdy zweryfikujemy zawodników podczas innych startów – w Courmayeur czy na Invitation Cup – wtedy tak naprawdę widać jaki jest potencjał zawodnika i gdzie on jest w tej chwili. A na ten moment mamy szóstkę bardzo dobrze jeżdżących dziewczyn, na czele z Natalią Maliszewską i Patrycją Maliszewską, które specjalizują się w jeździe na 500 metrów. Do tego jest też Magda Warakomska, jeżdżąca bardzo dobrze wszystkie dystanse no i pozostałe trzy zawodniczki z kadry, bardzo dobrze wypadające na 1500 i 1000 metrów. W tym zestawieniu niestety nie widzę miejsca dla Nikoli.

– Wspomniała Pani o Courmayeur. Zawody we Włoszech były traktowane przez Was jeszcze jako ostatni etap przygotowań do sezonu czy już bardziej sprawdzenie się na arenie międzynarodowej, wśród zawodników ze stawki?

Anna Lukanova-Jakubowska: Zawody w Courmayeur wypadły w bardzo dobrym dla nas terminie, dzięki czemu weszły w nasz cykl przygotowawczy. Trwały cztery dni, w których każdy z zawodników przejechał dużą ilość biegów. Choćby pierwszego dnia, kiedy zdołaliśmy aż czterokrotnie przećwiczyć sztafetę. Kolejnego dnia były wszystkie dystanse jednego dnia, później znowu te same dystanse od początku.

– Było więc sporo okazji, aby ćwiczyć?

Anna Lukanova-Jakubowska: Tak też robiliśmy. Chciałam na przykład zobaczyć na jak długo Magda Warakomska będzie w stanie wytrzymać na prowadzeniu w biegu na 1500. Ona go od początku prowadziła i przegrała dopiero na samym końcu. Tam właśnie musieliśmy takie rzeczy sprawdzić. Teraz na Puchary Świata trzeba przecież ustalić sobie jakąś taktykę i zawodniczki muszą to wiedzieć gdzie się czują dobrze. Myślę, że jeśli Magda nie jechałaby we wspomnianym biegu cały czas na przodzie, to byłaby 2. lub 3. w finale A. Ale jechała cały czas z przodu i nie mogę mieć do niej zarzutów po tym starcie. Zresztą w Courmayeur świetnie choćby finał B na 1000 metrów pojechała Patrycja Markiewicz. Jestem bardzo zadowolona z całej czwórki. Dziewczyny wykonały naprawdę dobrą pracę.

– A była okazja podpatrzeć jak trenują inne reprezentacje? Mamy sezon olimpijski, na pewno Elise Christie czy Koreanki mają jakieś swoje tajemnice, jeśli chodzi o treningi.

Anna Lukanova-Jakubowska: Zawsze jestem ostrożna co do takiego „wow” na sezon olimpijski. Koreanki będą bardzo chciały, a przy takiej presji mogą po prostu przeszarżować i pojechać poniżej swoich możliwości. Myślę, że trzeba robić swoje najlepiej jak się da. I absolutnie przy tym nie podpatruję innych, bo to zaburza w pewien sposób moje myślenie. Mogę sobie przeanalizować pod koniec sezonu, ale nie w tej chwili. Teraz mogę się patrzeć tylko na nas, jak my pracujemy na treningach, a porównywać z innymi mogę jedynie czasy

rozmawiał Dawid Brilowski

Foto: Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego