Michał Kłusak: Nie ma nic piękniejszego dla sportowca, niż reprezentowanie kraju na igrzyskach

Michał Kłusak to obecnie najlepszy polski alpejczyk w konkurencjach szybkich. Mimo braku pomocy od Polskiego Związku Narciarskiego robi wszystko, by pojechać na igrzyska w Pjongczang. O tym jak sobie radzi bez wsparcia PZN i o czym marzy, opowiedział nam w wywiadzie.

 

Szymon Frąckiewicz: Na początek chciałbym zapytać o to, jak Pan ocenia początek sezonu w swoim wykonaniu? Optymalna forma jeszcze nie przyszła? Dotychczasowe wyniki w tegorocznym Pucharze Świata chyba nie były wymarzone? Jednak biorąc pod uwagę 6. miejsce w zjeździe w Val Gardenie 1 grudnia w zawodach niższej rangi wnioskuję, że są jeszcze rezerwy, prawda?

Michał Kłusak: Forma zaplanowana jest na luty. Startów w Pucharach Świata nie mogę zaliczyć do udanych, choć były też pozytywne momenty. Niestety nie udało się uzyskać obiecanego wsparcia od Polskiego Związku Narciarskiego więc można powiedzieć, że nadrabiam stracone treningi właśnie na zawodach Pucharu Świata. Co do startów w zawodach FIS w Val Gardenie, gdzie „zjechałem” swoje najlepsze punkty w karierze, to myślę, że właśnie treningowe starty na Pucharach Świata zaowocowały. Z przejazdu na przejazd czuję się pewniej i mam nadzieję, że już niebawem będę mógł pokazać na co mnie stać.

SF: Jakie są Pańskie plany i cele na dalszą część sezonu?

MK: Planem głównym jest Kwalifikacja Olimpijska i najlepsze w życiu przejazdy w Pjongczang, ale mam jeszcze kilka mniejszych zadań, jak np. zdobycie punktów w Pucharze Europy.

SF: Wszystko wskazuje na to, iż wystąpi Pan na igrzyskach w Pjongczang. Czy wizja dostąpienia zaszczytu reprezentowania Polski na największej imprezie czterolecia to dla Pana duża motywacja?

MK: Dopóki nie dostanę nominacji olimpijskiej jestem tylko kandydatem. Oczywiście jest to mój cel, motywacja i wyzwanie. Jestem ogromnie zmotywowany, żeby spełnić to marzenie i mocno wierze, że mi się uda. Nie ma nic piękniejszego dla sportowca, niż reprezentowanie kraju na igrzyskach olimpijskich.

SF: Co chciałby Pan osiągnąć na koreańskich stokach?

MK: W tym momencie jestem skoncentrowany na spełnieniu kwalifikacji olimpijskich, więc o tym nie myślę. Jeżeli uda się pojechać do Pjongczang, to chcę walczyć o „20” w zjeździe, super gigancie i superkombinacji.

SF: Jakie opinie o olimpijskich trasach krążą wśród zawodników? Koreańczycy zdołali stworzyć ośrodek o standardach równych ośrodkom europejskim i amerykańskim?

MK: Niestety nie udało mi się być na próbie przedolimpijskiej na stokach Jeongseon, ale z relacji zawodników wynika, że ośrodek jest bardzo nowoczesny, choć dosyć mały. Natomiast trasa do konkurencji szybkich nie jest strasznie stroma, ale ma kilka imponujących skoków (40-60 m).

Olimpijskie trasy w Pjongczang /Photo By Republic of Korea via StockPholio.net

SF: Ma Pan jakieś szczególne oczekiwania, czy też przeczucia, co do koreańskiej organizacji? Ponoć na miejscu ma działać 85 wolontariuszy-robtów. Jeden z nich niósł nawet niedawno ogień olimpijski.

MK: Miałem okazje trenować w USA z kadrą Korei Południowej i zapytałem ich o roboty-wolontariusze, ale sami nie wiedzieli co to będzie i tak samo jak ja bardzo chcą się przekonać jak będą funkcjonowały. Ja osobiście nie byłem jeszcze tak daleko na wschód, byłoby to wspaniałe doświadczenie poznać nową kulturę, ludzi i porozmawiać z robotem.

 

SF: Zmieniając nieco temat rozmowy – jak to się stało, że zdecydował się Pan na profesjonalne uprawianie narciarstwa alpejskiego?

MK: Muszę zacząć od tego, że narciarstwem zainteresowali mnie rodzice. Ja zdecydowałem, że chcę pójść w tym kierunku, kiedy wybrałem Szkołę Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem, ale prawdziwe profesjonalne narciarstwo zaczęło się 4 lata temu, kiedy zacząłem współpracę z Janem Wojtaszkiem – byłym trenerem takich gwiazd jak Aksel Lund Svindal, Kjetill Jansrud, Lasse Kjus, Kjetil Andre Aamodt, czy Ole Kristian Furuseth; trenerem-konsultantem oraz Arkadiuszem Szyderskim – wicemistrzem świata w kulturystyce – trenerem kondycyjnym i mentorem. Razem z całym teamem: Jan Wojtaszek, Arkadiusz Szyderski, Mariusz Kłusak, Weronika Wółczańska (fizjoterapeutka) wkładamy w pracę całe serce i mimo braku wsparcia z Polskiego Związku Narciarskiego staramy się uprawiać profesjonalne narciarstwo.

SF: Co jest Pańską motywacją w codziennych treningach?

MK: Kocham to co robię, lubię dostać wycisk na treningu, uwielbiam rywalizację i adrenalinę. To jest moja największa motywacja, a wyniki i możliwość reprezentowania Polski to nagroda za wysiłek i poświęcenie.

SF: Jak widzi Pan przyszłość narciarstwa alpejskiego w naszym kraju? Czy ta dyscyplina będzie się u nas rozwijać?

MK: Jest to bardzo ciężkie pytanie. Chciałbym, żeby Polskie narciarstwo rozwijało się jak najprężniej. Mamy sporo zdolnej młodzieży, której trzeba stworzyć warunki i dać możliwość rozwoju oraz uczciwej rywalizacji. Niestety bez zaangażowania związku i działaczy będzie to nieosiągalne. Wiem z własnego doświadczenia, że bez pomocy rodziców nie da się nic osiągnąć w narciarstwie, czy to w Polsce czy za granicą. Z tym, że za granicą system wyłapuje i dba o najlepszych. Leży szkolenie w klubach, szkołach sportowych i kadrach. Szkoda, że w skokach narciarskich da się stworzyć system dla kilkunastu zawodników, a nie da się pomóc dziesiątkom narciarzy.

Przypominamy również o trwającej zbiórce pieniędzy na wyjazd Michała do Pjongczang.

Szymon Frąckiewicz546 Posts

Na stronie od lipca 2016. Wielbiciel tenisa i skoków narciarskich. Specjalizuje się także w pisaniu o narciarstwie alpejskim, baseballu i softballu oraz kolarstwie. Fan muzyki alternatywnej, pasjonat geografii.

Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password