Piłka nożna – MŚ U20: Kolejny dzień, kolejne niespodzianki


Drugiego dnia rozgrywanych w Korei Południowej Mistrzostw Świata piłkarzy nożnych do lat 20, na boisku zaprezentowały nam się zespoły z grup C oraz D. Podobnie jak wczoraj, podczas spotkań inauguracyjnych, nie obyło się bez niespodzianek.

GRUPA C

Dzień rozpoczął się od dosyć sporej niespodzianki. Reprezentacja Zambii w ramach pierwszego meczu grupy C zmierzyła się z Portugalczykami. Pomimo iż zespół z Półwyspu Iberyjskiego w swoim składzie nie ma wielkich gwiazd, to właśnie Europejczycy byli zdecydowanymi faworytami spotkania. W pierwszej połowie – mimo wyrównanej gry – wydawało się, że rzeczywiście mają mecz pod kontrolą. Żadna bramka co prawda nie padła, ale Goncalves postraszył rywali groźnym strzałem. Z drugiej strony tym samym, choć może w mniej widowiskowy sposób, odpłacił się Luchanga.

Po 45 minutach w dogodnych sytuacjach mieliśmy więc 1:1, na tablicy wyników zaś – bezbramkowy remis. Z szatni bardziej zmotywowani wyszli jednak gracze z Zambii i to oni już w pierwszych minutach drugiej części spotkania, byli w stanie zadać rywalom cios. Po lewej stronie boiska z piłką zakręcił się Sakala, który oddał jednak piłkę koledze z drużyny. Ten zszedł z nią do środka i huknął… wprost w broniącego Costę. W dobrym miejscu znalazł się jednak Chiluya, który dobił piłkę, wyprowadzając ekipę z Afryki na prowadzenie. Okazało się, że był to tylko pierwszy z ciosów. Drugi wymierzony został 15 minut później, gdy świetne, prostopadłe podanie otrzymał Sakala. Zambijczyk zrobił jeszcze z futbolówką parę kroków i znakomicie uderzył lewą nogą, umieszczając futbolówkę w bramce.

W tej chwili na tablicy wyników było już 2:0 dla Zambii, a Portugalia stała pod ścianą. I mimo iż Europejczycy dwoili się i troili, nie potrafili sforsować defensywy rywali. Dopiero w doliczonym czasie gry gola zdołali wypracować dwaj rezerwowi. Silva uderzył z dystansu, a gdy Banda sparował jedynie piłkę przed siebie, do bramki dobił ją Castro Ferreira. Bramka ta mogła być oczywiście pocieszeniem dla Portugalczyków, ale… było już zbyt późno, aby walczyć choćby o remis. Niespodziewanie zatem to Zambia wygrała mecz 2:1, gwarantując sobie trzy punkty na start rozgrywek.

Drugi z dzisiejszych pojedynków grupy C miał już nieco słabsze tempo. Naprzeciwko siebie stanęli Irańczycy i Kostarykanie. Pomimo iż to ci drudzy częściej utrzymywali się przy piłce, optyczną przewagę utrzymywali Irańczycy. Stało się to dzięki temu, iż to oni potrafili lepiej kreować swoje akcje, dzięki czemu ich ataki zdawały się być nieporównywalnie groźniejsze od ataków rywala.

W pierwszej połowie żadna bramka nie padła. W drugiej jednak obraz gry nie zmieniał się. Irańczycy walczyli, kombinowali i… w końcu udało im się zakończyć akcję sukcesem. Dopiero w 81. minucie dośrodkowaną piłkę w polu karnym zdołał bezbłędnie przyjąć Mehdikhani. Dwoma zwodami Azjata zmylił defensorów rywali po czym technicznym strzałem posłał piłkę do bramki rywala.

Nie można jednak oddać Kostarykanom tego, iż walczyli do końca. Nie tylko częściej utrzymywali się przy piłce (60% na przestrzeni całego meczu), ale również oddali większą ilość strzałów (15:10). Żaden z nich nie był jednak celny. Ta rażąca nieskuteczność okazała się dziś kluczem do tego, iż to Iran wygrał spotkanie, stwarzając przy tym dodatkowo – mimo niekorzystnych statystyk – lepsze wrażenie od rywali.

PortugaliaZambia 1:2 (0:0)
IranKostaryka 1:0 (0:0)

1.  Zambia 3 2:1
2.  Iran 3 1:0
3.  Portugalia 0 1:2
4.  Kostaryka 0 0:1

GRUPA D

Na inaugurację rozgrywek w grupie D doszło do niezwykle ciekawego spotkanie, w którym Japończycy zmierzyli się z ekipą z Republiki Południowej Afryki. Niespodziewanie pierwsze minuty należały do ekipy RPA. Już w 7. minucie gry serią kilku szybkich podań zdołali całkowicie rozmontować japońską obronę i dograć piłkę do Margemana. Ten uderzył mocno, jednak – zdaje się – po jego uderzeniu piłka nie zmierzała w światło bramki. Wszystko zmienił jednak wracający Tomiyasu, który… z pełnym impetem uderzył futbolówkę do własnej bramki.

Niemal od razu po stracie, reprezentanci „Kraju Kwitnącej Wiśni”, ruszyli do ofensywy w celu odrobienia strat. Azjaci postawili na taktykę, zakładającą oddawanie dużej ilości strzału. Z tymi jednak, aż do zakończenia pierwszej części spotkania, świetnie radziła sobie obrona RPA. A nawet w momencie, gdy radzić sobie przestawała… Japończycy obijali piłką poprzeczkę.

Pech azjatyckiej ekipy zakończył się zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy. Piłkę z lewej strony płasko dograł Iwasaki, a w dobrym miejscu do oddania strzału znalazł się Ogawa. I tym razem prawdopodobnie futbolówka nie wpadłaby do bramki, gdyby nie pomógł jej… jeden z obrońców, a konkretnie Malepe. Interweniować próbował jeszcze Mpoto, lecz – jak pokazały powtórki, z którymi zgodzić musiał się również arbiter spotkania – goalkeeper wybijał piłkę już zza linii bramkowej.

Wynik meczu nam się zatem wyrównał, a kwestia zwycięstwa pozostała otwarta. Więcej pomysłu na grę w końcówce mieli jednak Japończycy. To oni stwarzali sobie sytuacje, oddawali sporą liczbę strzałów, próbowali wielu rozwiązań. W końcu udało się Doan’owi, który wykorzystał podanie Kubo, strzelając skutecznie z ostrego kąta. Bramka ta pozwoliła reprezentacji Japonii osiągnąć w pełni zasłużone zwycięstwo.

Równie, a być może jeszcze bardziej emocjonująco było podczas ostatniego meczu dnia. W nim Włosi zmierzyli się z Urugwajczykami.  Faworytami spotkania byli Mistrzowie Ameryki Południowej, co zresztą udowadniali już od pierwszych minut. „Celestes” od pierwszych minut kreowali grę, atakowali i zdawali się mieć pełną kontrolę nad tym co dzieje się na murawie. Nie potrafili jednak swoich szans wykorzystać. Nawet gdy sędzia – korzystając z powtórki video – cofnął akcję i podyktował rzut karny dla Urugwaju, De La Cruz uderzył wprost w bramkarza.

Niewykorzystana „jedenastka”, wcześniejsza kontuzja Wallera oraz upływający czas złożyły się w ciąg rzeczy niesprzyjających piłkarzom z Ameryki Południowej, którzy w drugiej połowie wyraźnie opadli z sił i oddali rywalom zdecydowanie więcej pola. Dzięki temu to Włosi zaczęli częściej dochodzić do sytuacji strzeleckich.

Czwarta drużyna Europy nie wykorzystała jednak swoich szans. Urugwajczycy byli za to bezwzględni. Szalę zwycięstwa na ich stronę przechylił w 76. minucie Rodrigo Amaral. To, co wcześniej nie udało się jego koledze z jedenastu metrów, on wykonał z nieco dalszej odległości. Przy rzucie wolnym posłał piłkę tuż obok muru i umieścił ją wprost w okienku włoskiej bramki. Goalkeeper przy tym uderzeniu pozostał bez szans i musiał skapitulować.

Mimo iż Włosi aż do ostatniego gwizdka próbowali jeszcze zagrozić ekipie „Celestes”, każda ich akcja paliła na panewce. Być może nieco szczęśliwie i przy zaskakująco wyrównanym (szczególnie w drugiej połowie) spotkaniu Urugwaj dopiął jednak swego – wygrał na inaugurację 1:0.

JaponiaRPA 2:1 (0:1)
UrugwajWłochy 1:0 (0:0)

1.  Japonia 3 2:1
2.  Urugwaj 3 1:0
3.  RPA 0 1:2
4.  Włochy 0 0:1


Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password