Pjongczang za 30 dni: Co nas może zdziwić w Korei Południowej

Mówić o jakimś państwie, że jest krajem absurdów, nie mieszkając tam jakiś czas to tak jak pójść z morsami na zimową kąpiel, stać ubranym ciepło na brzegu i pytać się co im tak zimno. Ale jako, że jestem klasycznym przedstawicielem Cebulandii, pośmieję się troszkę z innego podwórka… 

Wbrew pozorom poradników jak radzić sobie w Korei Południowej jest co niemiara. Co można się z nich dowiedzieć?

Po pierwsze: po angielsku to się nie za bardzo dogadasz… Wydawałoby się, że tak rozwinięty kraj, słynący z tak znamienitych firm jak Samsung czy Hyundai siłą rzeczy świadczy o znajomości języka angielskiego… Otóż podobno nie… Podobno nawet w Seulu na język Szekspira reagują podobnie jak w Katowicach na koreański…

Po drugie: powietrze: w Polsce „synonimem” czystości powietrza jest Kraków. Już nawet Górny Śląsk nie ma tak wyśrubowanych norm zanieczyszczeń. Korea Południowa będzie więc świetnym miejscem dla maruderów, którzy smog winią za wiele złych spraw. Wizyta w niektórych rejonach organizatora tegorocznych igrzysk spowoduje, że po powrocie do grodu Kraka będzie oddychał pełną piersią.

Po trzecie: tempo, tempo, tempo… Przerwa obiadowa? Zapomnij. Papierosek? W żadnym wypadku! Koreańczycy pracują dużo, szybko, każda przerwa uznawana jest za niepotrzebną stratę czasu. To niestety bardzo odbija się na liczbie samobójstw, której współczynniki przekroczyły już te występujące w Japonii…

Po czwarte: Kelner co to za mięso? Pies? A dałbym głowę, że wieprzowina… Tak, w Korei te czworonogi można spotkać w charakterze potrawy…

Po piąte: owoce morza. Nie tylko krewetki i inne dostępne w polskich marketach w postaci mrożonej, ale także strzykwy, osłonice, kraby pływające, jeżowce, abalone…

Po szóste: operacje plastyczne: kto lubi ryzyko to zadaje się z Tajlandkami, jednak na jednego ze światowych liderów o miano najbardziej poprawionego chirurgicznie kraju, gdzie poprawia się wszystko, łącznie z kształtem kolan. Trudno więc stwierdzić czy ta piękna Koreanka nie była brzydką Koreanką albo jeszcze gorzej…

Po siódme: wiza nie będzie potrzebna: Wuj Sam jest wyrodnym wujem i wymaga wizy na wizytę u siebie, przynajmniej dla swoich polskich siostrzeńców (czy bratanków). Korea jet za to dobrą ciocią. Dla obywateli UE ruch jest bezwizowy, a na terenie tego kraju Polak może bez pozwoleń przebywać 90 dni.

Po ósme: upychacz w metrze: to w ogóle chyba jakaś azjatycka tradycja. Ja wiem, że w Polsce metro ma aż dwie nitki, nie licząc tego co na kopalni wiezie górników do pracy, ale typów zwiększających pojemność powyżej nominalnej nie ogarnę…

Po dziewiąte: trzęsienia ziemi. Tu też bywają. Mieszkańcy się do nich przyzwyczaili, są na to przygotowani. Dla Polaka może to być problem.

Po dziesiąte (u mnie ostatnie): uczciwość: w Polsce często rzeczy zmieniają właściciela. Nie w Korei. Tutejsi mieszkańcy są grzeczni, nie śmiecą i nie przywłaszczają sobie nie swoich rzeczy…

Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password