„Po prostu to lubię i nie umiem się tego pozbyć” – wywiad z Katarzyną Pawłowską


Katarzyna Pawłowska to wielokrotna medalistka zarówno Mistrzostw Polski, Mistrzostw Europy, jak i Mistrzostw Świata. Z naszą mistrzynią rozmawialiśmy na temat pechowego, usłanego kontuzjami sezonu, ale także na temat przyszłości.

Ma Pani w swojej gablocie mnóstwo medali. Czy któryś jest dla Pani w jakiś sposób szczególny?

Katarzyna Pawłowska: Jest tych medali dość sporo. Czy któryś jest szczególny? Muszę się chwilę zastanowić, bo wszystkie mają dla mnie ogromną wartość. Jakbym miała wybierać, byłby to ten pierwszy tytuł Mistrza Świata. Moja pierwsza tęczowa koszulka ma swoje specjalne miejsce – wisi na ścianie i przypomina mi o tym osiągnięciu.

W gablocie ma Pani zarówno medale Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy, jak i choćby Mistrzostw Polski. Jest również medal z ostatnich Mistrzostw Europy. Jak Pani ocenia występ w Berlinie? Brąz w drużynie to myślę świetny wynik, szczególnie że z rekordem Polski?

Katarzyna Pawłowska: Tak, medal z Berlina jest już w domu, znalazł swoje miejsce pośród pozostałych medali. Myślę, że możemy być z niego bardzo zadowolone. Wywalczyłyśmy go po zaciętej walce z Francuzkami. Nie było łatwo, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. Wynik cieszy oczywiście tym bardziej, że dwukrotnie w Berlinie pojechałyśmy rekord Polski. Do tego wiele osób nie wierzyło, że uda nam się go zdobyć. To jest motywujące, że mimo przeciwności losu zebrałyśmy się i pojechałyśmy po bardzo dobry wynik.

Mówi Pani o przeciwnościach losu. Czy za jedną z ich można uważać Pani wcześniejszą kontuzję? Tą nabytą podczas Tour de L’Ardeche?

Katarzyna Pawłowska: To była niestety jedna z wielu kontuzji nabytych w tym roku, który nie był dla mnie łaskawy. Kraksa z Tour de L’Ardeche dość mocno pokrzyżowała mi plany. Wykluczyła mnie ze startu w szosowych Mistrzostwach Świata, na które – nie ukrywam – przygotowywałam się bardzo mocno. Późniejsze przygotowania do Mistrzostw Europy też były takie „w kratkę” – nie wiedziałam do końca, w którym miejscu jestem. W drużynie poszło jak najlepiej, później w omnium nie było jednak tak, jak chciałam. Jak to się mówi – jak coś się pieprzy, to do końca. Więc na koniec jeszcze się przewróciłam. Także kolejna kontuzja…

No właśnie – ten sezon był fatalny, jeśli chodzi o kontuzje. A ciągną się one za Panią tam naprawdę od samego początku. Pierwszej doznała Pani przecież podczas… przedsezonowej prezentacji zespołu.

Katarzyna Pawłowska: To był straszny pech. Sama ta kontuzja, jako przecięcie nogi nie była wtedy na tyle groźna, co bakteria, jaka dostała się do mojego organizmu. Fakt, było tam 30 szwów, ale naprawdę groźniejsza była ta bakteria – pałeczka ropy błękitnej. Niewielu rzeczy przestraszyłam się w życiu tak jak tego, gdy doktor, który się mną zajmował powiedział mi właśnie, że to jest ta bakteria. Bo to przecież jeden krok od sepsy. Dlatego tak wiele czasu zajęło leczenie tej kontuzji. Była antybiotykoterapia, która pomagała tylko wtedy, kiedy antybiotyki brałam, a gdy je odstawiałam wszystko wracało. Dopiero zabiegi w komorze hiperbarycznej pomogły, a zajęło to sześć tygodni. Wracać do peletonu, który był już wówczas w połowie sezonu, jakby nie patrzeć, nie było łatwo.

Aż nieprawodopodobne ile nieszczęśliwego przypadku się na siebie naszło w tej sytuacji. W tym momencie jest już wszystko dobrze z nogą?

Katarzyna Pawłowska: Tak, z nogą tak. Nie odczuwam żadnych problemów związanych z tą kontuzją. Fakt, rany goją się wolniej, ale nie mogę narzekać na żadne dolegliwości związane z dziwnymi przypadłościami. Także z tym jest super.

A poza nogą?

Katarzyna Pawłowska: Tutaj już nieco gorzej, bo nadal mam problemy po kraksie na Mistrzostwach Europy. Tu nie jestem jeszcze w pełni wyleczona. Robię wszystko, żeby jak najszybciej wrócić do optymalnej dyspozycji, ale cały czas doskwiera mi potrzaskany bark i dość mocno opuchnięte biodro. Ale walczę!

Walczyć musi Pani jakby podwójnie, bo łączy Pani przecież i tor i szosę. Traktuje Pani te dwie dyscypliny na równi, czy jednak pojawia się w którymś kierunku większa sympatia?

Katarzyna Pawłowska: Generalnie jazda na rowerze sprawia mi przyjemność, lubię to robić. Mimo wszystko tor zawsze będzie dla mnie czymś specjalnym. Po wielu perypetiach, które przytrafiły mi się w ubiegłym roku czy wcześniej, gdzie już czasem miałam tego wszystkiego dosyć, cały czas ciągnie mnie do jazdy. Nie oszukam się – po prostu to lubię i nie umiem się tego pozbyć. Choć już wiele razy przychodziły myśli, żeby to zostawić, nie umiem tego zrobić. Czuję się na torze, jak ryba w wodzie.

Więc teraz myślę, że apetyt na zwycięstwa na torze jest podwójny? Szczególnie po szosowych Mistrzostwach Świata, na których nie mogła Pani wystartować z powodu kontuzji?

Katarzyna Pawłowska: Pewnie, że tak! Każdy lubi wygrywać i motywacja zawsze jest duża. Kontuzje i ten sezon trzeba już zostawić w przeszłości i skupić się na przygotowaniach i zrobić coś fajnego w tym sezonie, a później skupić się już na kwalifikacjach olimpijskich, które zaczynają się dla nas w przyszłym roku.

Jest na czym się skupiać, bo te igrzyska zaczynają powoli pukać do drzwi, a tymczasem już za chwilę start Pucharu Świata na torze. Pierwszy weekend Pucharu Świata mamy w Pruszkowie. Jakie stawia sobie Pani cele na ten weekend?

Katarzyna Pawłowska: Wywrotka w Berlinie pokrzyżowała mi plany, jeśli chodzi o przygotowania. Przez kilka dni nie było mnie na treningu przez mocny ból w biodrze. W tej sytuacji celem będzie po prostu dać z siebie wszystko i pojechać dobry wyścig zarówno w drużynie, jak i w wyścigu punktowym – tak, żebym sama była z siebie zadowolona. Dokładnego celu nie ma. Pojadę tak, żebym mogła później spojrzeć sobie po prostu w twarz i powiedzieć sobie: „okej, lepiej się nie dało”.

A jak w dalszej części sezonu? Jest impreza, którą będzie traktowała Pani szczególnie?

Katarzyna Pawłowska: Jeżeli chodzi o sezon torowy, to będą to oczywiście Mistrzostwa Świata. Po Pucharze Świata w Pruszkowie będę miała przerwę, bo jednak organizm domaga się jednak odpoczynku – nie dość, że te kraksy mocno mnie zmęczyły, to przychodzi też taki moment, że trzeba zamknąć gdzieś rower, tak żeby kilka dni nie patrzeć na niego i nabrać chęci do ścigania. Później przygotowania do Mistrzostw Świata i miejmy nadzieję, że wszystko tam zagra. Jeśli zagra – będzie dobrze.

Miejmy nadzieję, że zagra nie tylko na torze. Jeśli chodzi o kolarstwo szosowe, zmieniła Pani zespół. Team Virtu to dla Pani duża zmiana?

Katarzyna Pawłowska: Myślę, że jest to bardzo duża zmiana, patrząc na to, że w Boels Dolmans spędziłam przecież cztery lata. Zmieni się dla mnie praktycznie wszystko, ale jestem tym bardzo podekscytowana. Cieszę się na tą zmianę – myślę, że będzie to takie nowe otwarcie, już bez kraks, bez dziwnych przypadłości. Teraz będzie można znowu skupić się na nowych celach, walczyć. Mam dobre przeczucia i myślę, że będzie dobrze.

rozmawiał Dawid Brilowski



Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password