Reportaż: Sport jest jeden (2): Nożna, z którą się wojuje!

Drugi odcinek naszego reportażowego cyklu pt.: Sport jest jeden, poświęcamy blind footballowi. Przed Świętami Bożego Narodzenia odwiedziliśmy pod Wawelem piłkarzy z klubu: Tyniecka Nie Widzę Przeszkód Kraków.

Voy!

Marcin Ryszka i trener Mateusz Stawarz

Kapitan zespołu Marcin Ryszka i trener Mateusz Stawarz podczas treningu Fot.: Michał Krogulec

Co robicie? – pyta Marcin Ryszka przed halą sportową. Wynosimy ławki – mówi Piotr Niesyczyński, chwilę przed rozpoczęciem treningu. Ławki poszły na korytarz, materace powędrowały do pozycji pionowej, przykrywając kraty okalające kaloryfery w hali. Piłka będzie się łatwiej odbijać.  Piłka do nogi z grzechotką. Z grzechotką, bo to blind football! Piłka dla ucha, nie dla wzroku! Zanim mecz, to tradycyjnie rozgrzewka. A po niej: Najpierw jest truchcik w miejscu, drugi jest truchcik wolny do przodu, trzeci jest gaz! Mówi trener Mateusz Stawarz. Zawodnicy z końca boiska przebiegają na drugi w interwałowym odstępie, gdzie na środku stoi trener. Potem wracają, a przywołuje ich Piotr komendą voy!  Co po hiszpańsku znaczy idę! Tak, aby zawodnik, który nie widzi, wiedział gdzie ma iść. Idzie za głosem. Potem kierując piłką przy nodze truchtają do trenera, okrążając go. Ten pomaga im klaskaniem. Za chwilę słyszymy: Wszyscy naraz prawym bokiem, krokiem odstawnym  na drugą stronę. Wojować, żebyśmy się nie pozderzali! Krzyczy Mateusz Stawarz, w hali, gdzie akustyka jest fatalna. Następnie słyszymy: Jestem na osi – wojujemy. Przeplatanka. Prawe ramię w moją stronę. Rzeczywiście rytmicznie z okrzykiem voy!,  zawodnicy podążają w stronę trenera, a potem wracają na drugą stronę. Komendę voy! używają także podczas meczu obrońcy. Do meczu, który jest zwieńczeniem treningu zostało jeszcze trochę czasu.

Głos poparcia ze szklanego ekranu

W siedmio osobowym składzie na czele z trenerem zjawili się w trzecią sobotę grudnia przy hali zlokalizowanej w budynku Gimnazjum nr 22 im. ks. Jana Twardowskiego przy ulicy Skwerowej w Krakowie. Był też wspomniany Piotr Niesyczyński – kierownik klubu, który trzyma to wszystko pod względem organizacyjnym. To on mniej angażuje się w grę, chociaż w tę słoneczną sobotę grudnia również był na boisku i ćwiczył z kolegami.  Pozyskuje środki finansowe, aby to wszystko dobrze funkcjonowało. Gdy po treningu idziemy na Tyniecką, a to jest 3 minuty drogi z ulicy Skwerowej, gdzie znajduje się Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy Dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących, aby usiąść na spokojnie i porozmawiać, to mówi, że największą potrzebą klubu jest teraz pozyskanie band, które umożliwią swobodny trening na chociażby świeżym powietrzu. Ich koszty wynosi 50 tysięcy złotych. Wtedy piłka nie wylatywałaby zbyt daleko. Niesyczyński, to mało popularne nazwisko, ale mogliśmy już spotkać się z nim. W pierwszym reportażu o wioślarzach z Krakowa, bohaterem był Robert Niesyczyński, brat Piotrka. Siedmiu: Marcin Ryszka, Martin Jung, Mateusz Krzyszkowski, Maciej Mówiński, Michał Woszczak, Piotrek Ignaciak i bramkarz Maciek Bigaj.  Ale na tym gronie nie kończy się lista zawodników krakowskiego klubu. Gdy byli na konferencji dla niewidomych w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie na początku grudnia, aby rozegrać pokazowy mecz i trening blind footballu był też  drugi z bramkarzy Krzysztof Bednarkiewicz i Michał Kobos. Przyciągnęła nas osoba pana Darka – mówił mi Marcin Ryszka. To pokazowe wydarzenie poprowadził Dariusz Szpakowski, komentator piłki nożnej w TVP.  Dariusz Szpakowski, a wcześniej Rafał Patyra, to osoby, które popierają inicjatywę zwiększenia popularności blind footballu w Polsce. W przyszłym roku na wiosnę będzie ku temu dobra okazja. Klub Tyniecka Nie Widzę Przeszkód Kraków wygrał konkurs na najlepszy projekt społeczny dla niewidomych pt.: Jestem lepszy od … ogólnie rzecz ujmując od polityków. Zgarnęli ponad 1000 głosów, dzięki czemu wygrali 5 000 tysięcy złoty i zorganizują dzień otwarty blind footballu w Krakowie. Myślimy o meczu reprezentacji niewidomych kontra reprezentacja dziennikarzy TVP – mówi Marcin Ryszka, stanowiący kręgosłup reprezentacji Polski i krakowskiego klubu.  To właśnie wielu wychowanków Ośrodka przy Tynieckiej stanowi główną siłę w reprezentacji kraju.

20151219_113301.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Krakowska drużyna podczas gry. Fot.: Michał Krogulec

Droga do profesjonalizmu

20151219_104524

Martin Jung w akcji. Fot.: Michał Krogulec

W 2008 roku m.in. Martin Jung  rozpoczął przygodę z blind footballem przy Tynieckiej w Krakowie. Martin nie pochodzi z Krakowa, tylko z Chocianowic, małej wsi niedaleko Kluczborka. Pod Wawel przyjechał w młodym wieku jako siedmiolatek, osiedlił się wtedy w internacie, a rodzice go przywozili i odwozili na początku. Gdy zaczynał grać profesjonalnie w blind football, to nie było jeszcze piłek z grzechotką. Sami je wykonywaliśmy, wrzucając dzwoneczki do piłki – mówi Martin, którego o mało co, to zabrakłoby na sobotnim treningu, ponieważ jego współlokator, z którym wynajmuje mieszkanie w Krakowie zatrzasnął mu klucze do niego w piątek, gdy napastnik krakowskiego klubu wyszedł z domu nie zabierając ich. Kolega wyjechał z Krakowa, a klucze trzeba było w jakiś sposób dostarczyć szybko.  Przyjechały na następny dzień wraz kierowcą PKS.  To Martin strzelił zwycięskiego gola w meczu z Grecją na 1:0 dla reprezentacji Polski w blind footballu na Mistrzostwach Europy niewidomych w Hereford.  Koniec końców Polska zajęła na nim dziewiąte miejsce. Natomiast na turnieju w Pradze klubowy zespół z Tynieckiej zajął trzecie miejsce wśród klubowych ekip z Europy Środkowej, co jednak oprócz medali nie wiązało się z żadną gratyfikacją finansową. W debiucie na arenie międzynarodowej klub z Krakowa pokonał ekipę z Włoch, Niemiec i Rosji, gdzie blind football jest na wyższym poziomie. To, że u nas będzie to wszystko na wyższym poziomie w przyszłości nie ma wątpliwości Mojżesz, czyli obrońca Mateusz Krzyszkowski.  Trzeba do tego ludzi. Liczymy, że poprzez dzień otwarty blind footballu dotrzemy do większej liczby osób z dysfunkcją wzroku, że przekonamy do tej piłki, nieco innej, specyficznej, większe grono osób – mówi Mateusz, który przeszedł z piłki dla słabowidzących do piłki dla niewidomych, bo jak mówi: Postanowiono tutaj w Krakowie na rozwój tej dyscypliny. Pomagałem chłopakom w przygotowaniach do Mistrzostw Europy jako sparingpartner, ponieważ była potrzeba takich osób w zespole i naturalną koleją rzeczy przeszedłem do zespołu. Czy wyobraża siebie na pozycji Martina Junga, w ataku? Nie. Zawsze preferowałem grę z tyłu. Dla mnie pozycja obrońcy jest najlepsza. Nie jest ona łatwa, bo trzeba słuchać bramkarza, bo on dyryguje obrońcą, a my słuchamy jego. Musimy zwracać uwagę na to, gdzie jest piłka i napastnicy rywala. Zgranie jest bardzo ważne, aby nie zderzać się z kolegami z drużyny. A bramkarzem jest Maciek Bigaj, który też zaczynał trenować wśród osób widzących piłkę, ale jak mówi: pewnego razu, gdy graliśmy w piłkę dla widzących, po namowach trenera, przyszedłem na ten pierwszy trening dla niewidomych i zobaczyłem jak się gra, to spodobało mi się i zostałem już.

Piłka, którą się gra w blind football

Piłka, którą się gra w blind football

Przez Twe oczy, twe oczy zielone. Oszalałem!

Trening kończy się meczem, a potem serią rzutów karnych. Poprzedza to wszystko gra taktyczna w dziadka, czyli parę zawodników staje w kole, a jeden w środku. I to on właśnie próbuje odebrać piłkę która krąży po boisku. Blind football to dyscyplina, którą trzeba usłyszeć, aby ją zrozumieć. Okrzyki na boisku Jungu! Rycha! Mojżesz! nie są dziwne, ponieważ to ksywki zawodników, poprzez które się komunikują w trakcie treningów, spotkań. Napastnik, który ma piłkę, a przed sobą obrońcę, to ten broniący musi wypowiedzieć komunikat voy, aby atakujący po prostu w niego nie wpadł! Bez tego chłopaki, by się zderzały. Gdy dochodzą emocje boiskowe to łatwo o tym komunikacie zapomnieć – dodaje trener Mateusz Stawarz.  Każdy z zawodników, oprócz bramkarza Maćka, ma czarną opaskę na oczy. Przed meczami rangi międzynarodowej zaklejamy opatrunkami okulistycznymi oczy, na to naklejana jest gaza, jeszcze jeden plaster i na to wszystko gogle, aby w 100% zawodnik nie widział – mówi Marcin Ryszka.  A my dodatkowo w klubie nakładamy opaski na gogle, aby jak najmniej ucierpieć.  Dwie ekipy czteroosobowe rozegrały mecz, padły gole, były okrzyki, były też karne. Aby zawodnik wiedział, jak ma wykonać karne trener Mateusz, czy też kierownik Piotrek krzyczeli: lewy, prawy (róg bramki) poklepując w tym sobotnim przypadku ścianę z narysowaną bramką, bo gdy grają na dworze, to są to słupki. Pada także komenda środek, środek! Wtedy strzelający jedenastkę jest przygotowany do strzału. Gdy było wiadomo, że najlepszy był Team Marcina Ryszki, to mogliśmy usłyszeć radość jak po wywalczony awansie naszych piłkarzy do Mistrzostw Europy we Francji, gdy w szatni po meczu z Irlandią Kamil Grosicki śpiewał piosenkę Zenka Martyniuka: Przez Twe oczy, twe oczy, zielone. Oszalałem! Tego dnia w Krakowie słowa tej piosenki rozbrzmiały przy ul. Skwerowej w Krakowie. Ten dzień powtórzy się w kolejne soboty kolejnych miesięcy i zapewne też w inne dni. Grupa kilku, kilkunastu ludzi zapaleńców do gry w piłkę przyjdzie, aby wojować. Przysłowie: kto mieczem wojuje, od miecza ginie, nabiera tutaj innego brzmienia. Kto nie wojuje, ten nie gra! Bo w meczu na arenie międzynarodowej, brak komendy: voy jest karane jako faul. Oni wojują, a my chętnie posłuchamy, bo cisza dla gry chłopaków z Tynieckiej wskazana. Trochę w tej grze magii zaczerpniętej z opery, czy teatru, gdzie dla głównych aktorów widowiska cisza w poczynaniach oglądających – wskazana! Podczas Igrzyska Paraolimpijskich w Rio de Janerio będzie można zobaczyć blind football. Od igrzysk w Atenach 2004 można ją oglądać. Oczywiście w danej drużynie występuje pięciu zawodników. I jak w hokeju, zawodnicy mogą zmieniać się co chwilę.

Michał Krogulec

Pierwszy odcinek cyklu o niepełnosprawnych wioślarzach można przeczytać Tutaj!