„Sezon 2018 przestawiam na specjalne tory – Igrzyska Olimpijskie” – Wywiad z Aleksandrą Król

Złoto Uniwersjady, wysokie miejsca w Pucharach Świata oraz bardzo dobry start w snowboardowych Mistrzostwach Świata w Sierra Nevada to tylko niektóre z sukcesów Aleksandry Król, specjalizującej się w slalomie i slalomie gigancie równoległym. O udanym dla niej sezonie i nie tylko, w poniższej rozmowie.

Rafał Walter: W pierwszej kolejności chciałbym się zapytać o pani zdrowie. Za panią długi i wyczerpujący sezon. Jak się pani czuje i czy regeneracja przebiegła pomyślnie po ostatnich występach?

Aleksandra Król: W zasadzie nie narzekam na jakieś poważne kontuzje i z reguły cały czas jestem w formie. Faktycznie w trakcie sezonu byłam lekko kontuzjowana i leczyłam uraz pleców. Z tego powodu odpuściłam nawet mistrzostwa Polski. Potem nabrałam sił i stanęłam na wysokości zadania w mistrzostwach świata, które odbywały się kilka dni później. Obecnie jestem już wypoczęta i niecierpliwie czekam na rozpoczęcie nowego sezonu.

R.W.: Osiągnęła pani kilka bardzo wartościowych wyników w tym sezonie m.in. 4. miejsce w PŚ w Cortina d’Ampezzo, 8. miejsce w MŚ i złoto Uniwersjady. Jak bardzo był to udany sezon dla pani i czy jest pani z niego w pełni zadowolona? Który sukces ceni pani sobie najbardziej?

Aleksandra Król: W sumie jestem zadowolona z bieżącego sezonu. Kwalifikowałam się praktycznie za każdym razem do czołowej ,,16″ Pucharu Świata. Jest to rzecz najtrudniejsza, gdy weźmie się pod uwagę, że w formule wyścigu równoległego w finałach startuje tylko 16 najlepszych zawodniczek z eliminacji. Jazda kwalifikacyjna „na czas” jest kluczem do „finałowych ścigań” i nieprzebrnięcie tego etapu już na wstępie pozbawia szans na wynik w najlepszej „16”. Dlatego cieszę się, że w tym sezonie, zajmowałam w Pucharze Świata choćby 4. miejsce w Cortina D’Ampezzo, 11. miejsce w Winterbergu, czy 15. miejsce w Rogli. Z tego tytułu stałam się zawodniczką, która jest jako jedyna z Polek losowana do kwalifikacji w najlepszej „16”. Uważam, że wywalczone czołowe lokaty w zawodach Pucharu Świata to dobry prognostyk przed nadchodzącym sezonem olimpijskim. Tym bardziej, że w klasyfikacji generalnej PŚ zajęłam ostatecznie 11. miejsce. Oczywiście jestem także zadowolona z 8. miejsca wywalczonego w Mistrzostwach Świata w Sierra Nevada. To jeden z największych sukcesów sportu alpejskiego w Polsce. Z drugiej jednak strony mam pewien niedosyt. Myślę, że było stać mnie na więcej. Czołowa ,,4″ była praktycznie na wyciągniecie ręki. Byłam w stanie wjechać do finałów. Drobny błąd na starcie zaważył, że to reprezentantka Rosji triumfowała. Natomiast, co do Uniwersjady to powiem uczciwie, że to jest inny kaliber zawodów tzn.: mniej wymagający aniżeli puchar świata czy też mistrzostwa świata. Niemniej jednak każde zwycięstwo jest trudno uzyskać. Tym bardziej że do tej pory na Uniwersjadzie miałam pecha, zajęłam choćby 4 miejsce w 2011 roku. W sezonie 2017 był to ostatni dzwonek, aby zdobyć medal, gdyż kończyłam już studia. Wiedziałam, jadąc tam, że jestem mocna i stać mnie na sukces. Dlatego nie miałam innego wyjścia jak zdobyć medal. Każdy inny wynik na tych zawodach byłby rozczarowaniem. Złoto Uniwersjady jest na pewno dobrym podsumowaniem mojego udanego sezonu. Żałuję, że nie udało się powtórzyć w tym sezonie sukcesu z 2013 roku, gdy zajęłam 2. miejsce w zawodach Pucharu Świata w Moskwie w konkurencji slalom równoległy. Wynik ten wciąż uważam za najlepszy w mojej karierze.

R.W.: Czy wyniki uzyskiwane przez panią spowodowały większe zainteresowanie medialne snowboardem?

Aleksandra Król: Ciężko powiedzieć. Snowboard to dość specyficzna konkurencja i ludzie inni aniżeli młodzież, podchodzą do niej z dystansem. Niemniej jednak zauważyłam większe zainteresowanie moją osobą.

R.W.: Zaczęła pani już treningi do przyszłego sezonu. Czy ma pani już gotowy plan przygotowań do sezonu olimpijskiego? I czy ten plan będzie się bardzo różnił od tego z zeszłego roku?

Aleksandra Król: Przygotowania do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Korei, praktycznie rozpocząłem od tego sezonu. To właśnie dwa sezony przed igrzyskami, rozpoczynają się oficjalnie kwalifikacje. Klasyfikacja generalna Pucharu Świata i start w zawodach tejże rangi ma bezpośredni wpływ na kwalifikację olimpijską – kwalifikują się tylko 32 zawodniczki z całego świata. Obecnie, taką kwalifikację olimpijską już posiadam. Realizuje przyjęty plan szkoleniowy. Różni się on od zeszłorocznego, ponieważ trzeba tak, wyważyć formę, by jej apogeum przyszło na start olimpijski – nie wcześniej ani nie później. Dlatego treningi rozpoczęłam praktycznie od razu, po zakończeniu bieżącego sezonu.

R.W.: Nad czym się pani przede wszystkim skupia podczas treningów? Co uważa pani za swoje mocne strony, a co przede wszystkim należałoby poprawić?

Aleksandra Król: Nie chciałabym zdradzać tajników mojego treningu, lecz pracuje nad niuansami. W szczegółach jest klucz do sukcesu. Snowboard alpejski to swoista Formuła 1 na śniegu. Decydują setne sekundy i wyeliminowanie drobnych błędów to mój priorytet.

R.W.: O zwycięstwie lub przegranej może zadecydować jeden błąd popełniony na trasie. Jak ważną rolą odgrywa nastawienie mentalne i psychika w pani przypadku?

Aleksandra Król: Prawdą jest, że popełnienie małego błędu na trasie, to praktycznie koniec marzeń o dobrym wyniku. Żeby to zilustrować, wskazać trzeba, że do czołowej ,,16″ czasy kwalifikacji różnią się setnymi sekundami. Można mieć czas o 0,4 s gorszy od innych zawodników i nie wejść do finałów, ponieważ różnice pomiędzy zawodnikami są nawet rzędu 0,01 lub 0,02 sekundy. Tak właśnie przegrałam bój o ósemkę Pucharu Świata w Niemczech. Holenderka wyprzedziła mnie o 0,01 sekundy. Zamiast co najmniej 8. miejsca skończyłam zawody na 11. miejscu. Muszę być jednak sprawiedliwa. Na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii, pokonałam Austriaczkę także o włos, wjeżdżając do ćwierćfinału 0,03 sekundami. Niemniej jednak taki jest właśnie ten sport. Niuanse i detale decydują o wszystkim. Oczywiście o sukcesie decyduje także przygotowanie mentalne. Jest on ważną stroną sportu, jednakże nawet najgłębsze pozytywne myślenie nie zastąpi dobrego przygotowania fizycznego. Faktycznie moje dobre wyniki przeplatają się z mniej udanymi startami. Jest prawdą, że raz jestem 4.,8.,11.,15., by następnie nie ukończyć zawodów. Jednak zazwyczaj związane jest to nie z nastawieniem psychicznym do zawodów, lecz faktem, że nie odpuszczam, jadę na maksa w eliminacjach. Nie da się wejść do „16” na pół gwizdka. Trzeba mieć dwa dobre czasy, co wymaga agresywnej jazdy. Chciałabym, żeby tylko dobre wyniki trzymały się mojej osoby, lecz czasem po prostu nie da się zjechać dobrze, pomimo że w głowie za każdym razem mam spokój wewnętrzny.

R.W.: Coraz bardziej popularne wśród sportowców jest korzystanie z usług psychologa sportowego. Korzysta pani z pomocy kogoś takiego? Co o tym pani sądzi?

Aleksandra Król: Muszę się pochwalić, iż z wykształcenia jestem magistrem psychologii stosowanej ze specjalizacją w psychologii sportu i sama jestem w stanie udzielić sobie diagnozy. Niemniej jednak korzystam także z usług innych profesjonalistów, a nawet osób niezwiązanych z psychologią, gdyż rozmowa i wymiana poglądów jest zawsze budująca. Mnie to pomaga. Uważam, że korzystanie z takich usług to dobra rzecz i nie raz osoby te umieją wskazać nam jak odreagować, jak wyciszyć się przed startem, a to zawsze pomaga.

R.W.: Była pani czterokrotnie na Uniwersjadzie oraz na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi – czy obie imprezy da się ze sobą porównać? Jakie ma pani wspomnienia z tych wydarzeń?

Aleksandra Król: Nie ma co ukrywać, że na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi wypadłam słabo. Wtedy byłam młodą, niedoświadczoną zawodniczką i samo zakwalifikowanie się na Igrzyska Olimpijskie było dla mnie sukcesem. Natomiast na Uniwersjadach jeździłam dobrze. Zajmowałam 1., 4. i 5. miejsce. W sezonie 2017 był to ostatni dzwonek, aby zdobyć medal. Wiedziałam, jadąc tam, że jestem mocna i stać mnie na sukces. Dlatego nie miałam innego wyjścia jak zdobyć złoty medal. Niemniej jednak imprez tych nie da się porównać sportowo. Są to dwa odrębne bieguny. Po prostu inna bajka. Igrzyska Olimpijskie to najtrudniejsze zawody w karierze każdego sportowca. Wiem, że co poniektórzy kibice przyzwyczaili się, że zawodnicy z Polski, wygrywając Uniwersjadę jadą na Igrzyska Olimpijskie po worek medali, lecz rzeczywistość nie jest taka kolorowa. Samo zakwalifikowanie się na Igrzyska Olimpijskie jest nie lada wyzwaniem, a każdy, kto uprawiał, kiedykolwiek sport zimowy wie, że wywalczenie dobrego miejsca jest rzeczą kosmicznie trudną. Są przecież zawodnicy z innych krajów (niekoniecznie studenci), gdzie infrastruktura narciarska i snowboardowa, przewyższa polskie możliwości w zakresie gór. Tym samym ilość tras i osób uprawiających sport. W moim przekonaniu tylko Mistrzostwa Świata to zawody porównywalne do Igrzysk Olimpijskich. Startują w nich ci sami zawodnicy, co na Igrzyskach Olimpijskich. Tym bardziej jestem zadowolona ze swojego 8. miejsca. Moje wyniki napawają optymizmem i czuje się mocna, jednak Igrzyska Olimpijskie to specyficzne zawody po prostu kosmos. Mimo to jestem dobrej myśli.

R.W.: Przed panią sezon olimpijski. Jakie ma pani cele z nim związane?

Aleksandra Król: W tym sezonie skupiałam się głównie na Mistrzostwach Świata i jak się okazało, podołałam temu zadaniu. Plan minimum – ósemka – wypełniłam w całości. Sezon 2018 przestawiam na specjalne tory – Igrzyska Olimpijskie. Jest to zadanie priorytetowe i nie ukrywam, że powtórzenie sukcesu z mistrzostwa świata byłoby czymś naprawdę dobrym. Jednak za wcześnie, by snuć domysły. Na razie muszę wejść dobrze w sezon. Pierwsze starty pozwolą zweryfikować, w jakiej będę formie. Mam także nadzieję, że uda mi się w tym sezonie pozyskać dodatkowe środki na komplet nowych desek snowboardowych, gdyż te, na których jeżdżę, są już dosyć stare. Chciałabym także opłacić serwismena, gdyż środki własne ze stypendium za wyniki sportowe, chciałabym stricte przeznaczyć na zagraniczne trenowanie.

R.W.: W minionym sezonie rywalizowaliście w Pjongczangu. Jak podoba się Pani trasa olimpijska?

Aleksandra Król: Nie mam żadnych zastrzeżeń w zakresie trasy. W zasadzie podoba mi się. Stok jest o zmiennych parametrach nachylenia, co promuje zawodników technicznych, a nie siłowych. Miałam okazję startować na tej trasie w bieżącym sezonie, gdzie po pierwszym przejeździe byłam 5. Na torze jednak jadąc na maksa, w drugim przejeździe popełniłam duży błąd i upadłam. Dojechałam do mety, ale mimo bardzo dobrego pierwszego czasu zdobyłam tylko 18. miejsce. Mimo wszystko uważam, że trasa jest ok.

R.W.: Bardzo dziękuję za rozmowę.