„Sezon był dla mnie bardzo dobry” – rozmowa z Rafałem Anikiejem

Sezon dla łyżwiarzy powoli się kończy. Czas zatem na pierwsze podsumowania. Tuż po swoich startach na MŚ w short tracku, które w ubiegły weekend odbyły się w Rotterdamie, krótkiej oceny swoich startów dokonał Rafał Anikiej.


Foto.: PZŁS

DB: Dla Ciebie sezon kończy się w Rotterdamie, na Mistrzostwach Świata. Jak oceniasz ich poziom? Myślę, że samo to, że tu jesteś powoduje, że możesz być z niego bardzo zadowolony.

Rafał Anikiej: Jeśli chodzi o poziom, trzeba przyznać że jest bardzo wysoki. Świadczy o tym choćby to, że lód może nie jest bardzo dobry, a wszyscy jeżdżą całkiem niezłe czasy. Jest duża walka między zawodnikami, jest bardzo, bardzo ciekawie. To prawda, samo to, że tu jestem jest dla mnie jakby nagrodą na koniec sezonu. Cieszę się z tego, że tutaj jestem i uważam, że zawody idą po mojej myśli.

DB: Nagroda za cały długi sezon, pełen dobrych wyników – jak na przykład ten na Pucharze Świata w Dreźnie.

Rafał Anikiej: Można tak powiedzieć. Uważam, że sezon był dla mnie bardzo dobry, ale także męczący. Z Rotterdamu wracamy do Białegostoku, także później pozostanie mi już tylko wypoczywać. Bardzo się cieszę, że na koniec sezonu mogłem tu przyjechać, wystartować na Mistrzostwach Świata.

DB: Po tym sezonie już na pewno możesz powiedzieć jaka formuła zawodów Ci się bardziej podoba – ta, z którą mamy do czynienia choćby podczas Pucharów Świata czy ta tutaj, na imprezach mistrzowskich?

Rafał Anikiej: Mi bardziej podoba się formuła Mistrzostw Świata. Każdy startuje na wszystkich dystansach i to tu można zobaczyć tak naprawdę kto jest w czym dobry. A obserwacja najlepszych zawodników świata na pewno uczy i buduje.

DB: Który z dystansów Tobie najbardziej odpowiada? Po tym sezonie ze startów można wnioskować, że 500 metrów?

Rafał Anikiej: Staram się jeździć na wszystkich dystansach jak najlepiej. Póki co rzeczywiście można dochodzić do wniosku, że najbardziej „podchodzi” mi 500 metrów. Jest to zasługa tego, że to pod to głównie w tym sezonie się przygotowywaliśmy. Aczkolwiek najbardziej podoba mi się 1000 metrów.

DB: Tak czy siak, na Mistrzostwach Świata w Rotterdamie mierzyłeś się na każdym z dystansów. Widać, że w biegach sobotnich jeździłeś już jakby nieco luźniej, niż w piątek, tak mi się przynajmniej wydawało. Z czego to wynikało? Były jakieś większe emocje?

Rafał Anikiej: Tak, zdecydowanie. To były eliminacje, każdy chciał pojechać jak najlepiej, żeby dostać się do dalszych biegów. Biegi rankingowe pojechałem już znacznie spokojniej i znacznie pewniej. Ale nie chodziło tylko o emocje, a także o lód. Teraz dużo lepiej, niż podczas eliminacji, czułem lód. Jest on troszeczkę inny, niż był na treningach i z tego względu musiałem się z nim nieco oswoić.

DB: Niezależnie od lodu jeździsz jednak bardzo ładnie, jeśli chodzi o styl. Brakuje jednak jeszcze chyba nieco szybkości. Masz pomysł na to, jak ją wyzwolić?

Rafał Anikiej: Wydaje mi się, że tu wystarczy trening i ta szybkość przyjdzie, wraz z budowaniem formy w kolejnym sezonie. Nie uważam znowu, że aż tak brakuje mi szybkości. Brakuje mi za to przede wszystkim pewności jazdy i doświadczenia.

DB: I to doświadczenie przychodzi właśnie na takich imprezach jak Mistrzostwa Świata, gdzie jeździsz z najlepszymi. Jakie wnioski możesz wyciągnąć z zawodów w Rotterdamie?

Rafał Anikiej: Myślę, że najważniejszą rzeczą jest to, żebym podchodził do wszystkich biegów tak samo – zarówno do tych bardzo ważnych, jak i do tych mniej ważnych. Muszę jeździć z jak największym spokojem, ale też i skupieniem.

DB: Oby więc był spokój i skupienie, aby ten następny sezon był jeszcze lepszy, niż ten, który mija.

W Rotterdamie rozmawiał Dawid Brilowski