Short track – Puchar Świata: Z Budapesztu Dawid Brilowski [felieton]

Za nami pierwsze finały. Sobotnią rywalizację całkowicie zdominowali Koreańczycy, którzy pokazali, że w sezonie olimpijskim będą stanowili nieprawdopodobną siłę. Na szczęście znalazł się także Europejczyk, który nieco ich poskromił.

Udział Polaków w Pucharze Świata zakończył się niezwykle szybko. Do udziału w finałach zakwalifikował się jedynie Bartosz Konopko. I on miał jednak nieprawdopodobnego pecha, gdyż bieg popsuł mu… upadający przez nim Chińczyk.

Na etapie półfinału nie mieliśmy już zatem nikogo. Cóż, pozwolę sobie dziś spuścić nad występami naszych rodaków zasłonę milczenia, a do podsumowań przejdziemy we wtorek lub środę.

Póki co kilka zdań o innych. Bo ci rozegrali już przecież pierwsze finały. Dystanse 1500 i 500 metrów okazały się niespodziewanie nieudane nie tylko dla naszych reprezentantów. Tragicznie wypadła na nich choćby Suzanne Schulting. Młoda Holenderka – również z powodu pecha – nie przeszła nawet kwalifikacji. Nie dużo lepiej spisał się jej reprezentacyjny kolega – Sjinkie Knegt – który na swoim koronnym dystansie 500 metrów odpadł już w ćwierćfinale.

Bardzo słabe wyniki notowała także Sofia Prosvirnova. Niewiele ugrały także jej rodaczki, z których najlepsza okazała się Ekaterina Efremenkova, która zajęła… ostatnie miejsce w finale B na 1500 metrów. Zawaliła wreszcie też Mistrzyni Świata – Elise Christie. Ta, która w zeszłym sezonie totalnie zdominowała rywalizację na wszystkich dystansach, teraz totalnie sobie nie poradziła.

Nigdy jeszcze nie widziałem tak bezradnej Christie, jak w trakcie finału na 1500 metrów, gdy bezskutecznie próbowała przebić się z końca stawki. I choć ostatecznie – dzięki wykluczeniu Suk Hee Shim zajęła 4. miejsce, nie mogła uznać tego startu za udany. Fatalny weekend zwieńczyła upadkiem już na pierwszym wirażu półfinałowego biegu na 500 metrów.

Nie tak wielkie jak Europa, ale swoje problemy miała także Ameryka. JR Celski dwukrotnie upadał, w tym raz pociągając za sobą Johna Kruegera. W reprezentacji Kanady zaś bardzo średnio wypadli Charles Hamelin i Samuel Girard. Ekipa spod znaku klonowego liścia te niepowodzenia odbiła sobie jednak startem kobiet, gdzie Kim Boutin zdobyła srebro na 1500 metrów, a Marianne St-Gelais była czwarta w sprincie.

Całe zawody zdominowała jednak Korea Południowa. Fakt iż ten kraj poskromił nie tylko Europę i Amerykę, ale także – a może przede wszystkim – Azję. Koreańczycy zdobywali medale jako jedyny z azjatyckich narodów. Byli przy tym szybcy i bezbłędni. Łącznie zgarnęli aż siedem krążków z dwunastu, które obecnie rozdano, w tym to właśnie w ich ręce wpadły trzy z czterech złotych medali.

Ich dominacja na 1500 metrów w sezonie olimpijskim to żadna niespodzianka. To, co udało im się wykonać na 500 metrów było już mniej spodziewane. U kobiet Minjeong Choi i Suk Hee Shim pojechały fenomenalnie. U mężczyzn również dwóch Koreańczyków stanęło na podium. Limowi i Hwangowi nie udało się jednak zdetronizować króla tego dystansu. A tym ponownie okazał się ulubieniec węgierskiej publiczności – Shaolin Sandor Liu.

Pomimo bardzo szybkiej jazdy, Koreańczycy podjęli próbę ataku zbyt późno, aby zagrozić Węgrowi. Być może tylko dlatego zobaczyliśmy Shaolina na najwyższym stopniu podium. Nie ulega jednak wątpliwości, że to Węgrzy – z braćmi Liu i Petrą Jaszapati na czele – są tą nacją, która wśród Europejczyków zawodzi tu najmniej.

Przeżyjmy zatem jeszcze raz emocje związane z jedynym póki co zwycięstwem Europejczyka na pierwszym Pucharze Świata w short tracku:


z Budapesztu Dawid Brilowski