Siatkówka – LŚ: Zwycięska Francja i historyczna Kanada

W emocjonującym finale rozgrywek tegorocznej Ligi Światowej reprezentacja Francji pokonała aktualnych mistrzów olimpijskich z Brazylii. Trójkolorowi zdobyli drugie złoto w historii tych rozgrywek, jednak największą niespodziankę sprawili Kanadyjczycy, którzy stanęli w Kurytybie na najniższym stopniu podium.

Niesamowici Francuzi

Reprezentacja Francji ma niesamowity bilans w tegorocznej Lidze Światowej. Podopieczni trenera Tillie przegrali tylko jeden mecz – w ostatnim pojedynku fazy interkontynentalnej ulegli w tie-breaku Włochom, ale to nie miało znaczenia – zawodnicy byli już pewni awansu do turnieju finałowego. W brazylijskiej Kurytybie, gdzie rywalizowało sześć czołowych ekip tegorocznej „światówki”, „Trójkolorowi” podtrzymali zwycięską passę, choć wygrywanie nie przychodziło im łatwo. W fazie grupowej rozegrali dwa pięciosetowe pojedynki – z drużynami Stanów Zjednoczonych i Serbii. W półfinale w czterech setach pokonali sensację tegorocznych rozgrywek – Kanadę. W finale znów czekał ich zacięty bój, tym razem z mistrzami olimpijskimi.

Mecz o złoto Ligi Światowej 2017 lepiej otworzyli gospodarze. Walczący na stadionie w Kurytybie Brzylijczycy po wyrównanym początku, zdołali odskoczyć przeciwnikowi w końcówce inauguracyjnej partii, którą wygrali do 21. Francja błyskawicznie odpowiedziała i w drugiej odsłonie meczu narzuciła ekipie Canarinhos swój styl gry. Wygrana do 15 dobitnie świadczy, jak jednostronny przebieg miał drugi set. Trzecia partia meczu była niezwykle wyrównana, na prowadzenie wychodziła raz jedna, raz druga ekipa. Brazylijczycy popełnili kilka kosztownych błędów w końcówce i to podopieczni Laurenta Tillie objęli prowadzenie 2:1 w setach. Gospodarze nie złożyli jednak broni i następny set zagrali koncertowo. Prowadzili od początku do końca i bez większych problemów doprowadzili do tie-breaka. Wojnę nerwów w piątej partii wygrali Francuzi, którzy po ataku Trevora Clevenota z lewego skrzydła mogli świętować drugie w historii zwycięstwo w Lidze Światowej. Najwięcej punktów w meczu zdobył N’Gapeth – 29. Francuski przyjmujący odebrał dwie nagrody indywidualne – dla najlepszego przyjmującego turnieju i dla najbardziej wartościowego gracza finałów Ligi Światowej. Po drugiej stronie siatki brylowali Wallace i Lucas, którzy zapisali na swoim koncie po 22 oczka.

Pierwszy raz „Trójkolorowi” triumfowali w Lidze Światowej przed dwoma laty, a rok temu zakończyli rozgrywki na najniższym stopniu podium. Czy tegoroczna dominacja automatycznie czyni z Francuzów faworytów do medali zbliżających się mistrzostw Europy w Polsce? Niekoniecznie. Reprezentacja Francji to specyficzna drużyna. Eksperci siatkarscy od lat widzą w niej potencjał na zdobywanie medali wielkich imprez – Toniutti, Grebennikov i N’Gapeth uważani są za najlepszych zawodników na swoich pozycjach na świecie – a mimo to Trójkolorowi co sezon najlepszą formę prezentują w Lidze Światowej. A na docelowej imprezie mistrzowskiej zjada ich trema i grają poniżej oczekiwań.

Sensacyjna Kanada

Największe zaskoczenie tegorocznych rozgrywek Ligi Światowej to postawa reprezentacji Kanady. Siatkarze z kraju Klonowego Liścia pod wodzą Stephane’a Antigi zaimponowali już w fazie interkontynentalnej. Przegrali co prawda cztery mecze, ale w pokonanym polu pozostawili między innymi ekipy z USA i Włoch, dzięki czemu awansowali do turnieju finałowego. W Kurytybie ulegli gospodarzom w czterech setach, ale zdecydowane zwycięstwo 3:0 nad Rosją zapewniło awans awans do półfinału Final Six. W nim przegrali z Francją 1:3, ale najważniejszy pojedynek dzień później rozegrali z ekipą Stanów Zjednoczonych.

W „małym finale” początkowo Kanada grała bardzo nerwowo. Niepewność rywali wykorzystali siatkarze Johna Sperawa, pewnie wygrywając inauguracyjną odsłonę do 18. Później jednak sąsiedzi z północy doszli do głosu i zdołali narzucić Jankesom swój styl gry. Zawodnicy z Kraju Klonowego Liścia grali zespołowo i niezwykle walecznie. Mecz był wyrównany, ale to Kanadyjczycy zachowali więcej zimnej krwi w końcówkach i popełniali mniej błędów od Amerykanów. W rezultacie zwyciężyli w trzech kolejnych partiach i zasłużenie wywalczyli pierwszy w historii medal w rozgrywkach Ligi Światowej. A Amerykanie? Cóż, Amerykanie zagrali jak to Amerykanie w roku poolimpijskim. Przebudowana i odmłodzona reprezentacja USA dopiero się ze sobą zgrywa i tegoroczne rozgrywki traktuje treningowo. Na kolejną wielką imprezę drużyna ze Stanów Zjednoczonych będzie już przygotowana znacznie lepiej.

Dream team Ligi Światowej 2017:

Najlepsi przyjmujący: Ricardo Lucarelli (Brazylia) i Earvin Ngapeth (Francja)
Najlepsi środkowi: Graham Vigrass (Kanada) i Kevin Le Roux (Francja)
Najlepszy libero: Blair Cameron Bann (Kanada)
Najlepszy rozgrywający: Benjamin Toniutti (Francja)
Najlepszy atakujący: Wallace De Souza (Brazylia)

MVP: Earvin Ngapeth (Francja)

Klasyfikacja końcowa:
1. Francja
2. Brazylia
3. Kanada
4. USA
5. Rosja
5. Serbia

7. Belgia
8. Polska
9. Bułgaria
10. Argentyna
11. Iran
12. Włochy

Finał: Brazylia – Francja 2:3 (25:21, 15:21, 23:25, 25:19, 13:15)
Brazylia: Bruno (1), Wallace (22), Souza (6), Lucas (8), Lucarelli (22), Mauricio Borges (5), Thales (L) oraz Raphael, Buiatti (1), Eder (6) oraz Tiago (L)
Francja: Clevenot (12), Toniutti (2), Ngapeth (29), Le Roux (8), Boyer (18), Chinenyeze (4), Grebennikov (L) oraz Rossard T. (2), Lyneel i Brizard

Mecz o 3. miejsce: USA – Kanada 1:3 (25:18, 20:25, 22:25, 21:25)
USA: Sander (14), Jaeschke (12), Christenson (1), Mcdonnel (2), Patch (12), Smith (2), Shoji E. (L) oraz Shoji K. (1), Muagatutia, Jendryk (2) i Clark (3)
Kanada: Sanders, Perrin (13), Maar (3), Vernon-Evans (12), Vandoorn (1), Vigrass (12), Bann (L) oraz Barnes (11), Van Berkel (4), Derocco (1) i Szwarc