Siatkówka: Siatkarze na zakręcie. Kiepski rok i niepewna przyszłość [podsumowanie sezonu poolimpijskiego]


To nie był dobry rok dla siatkarskiej reprezentacji mężczyzn. Kadra pod wodzą nowego trenera – Ferdinando de Giorgiego – przez cały sezon grała słabo. Nie wyszedł nam występ w Lidze Światowej, nie udało się także zrealizować głównego celu, czyli zdobyć medalu na rozgrywanych w Polsce mistrzostwach Europy. Na osłodę kibicom pozostało kibicowanie złotym juniorom, którzy – w przeciwieństwie do starszych kolegów – nie zawiedli oczekiwań.

fot. Inga Świetlicka/igrzyska24.pl

Poolimpijskie rewolucje

Po nieudanym występie i braku awansu do strefy medalowej na igrzyskach w Rio podjęto decyzję o zmianie szkoleniowca polskiej reprezentacji. Stephane’a Antigę na stanowisku zastąpił Włoch Ferdinando de Giorgi, który w poprzednich latach dwukrotnie zdobywał z zespołem z Kędzierzyna Koźla tytuł mistrza Polski. Znający polskie realia i zawodników trener miał zbudować drużynę, która zdobędzie medal na mistrzostwach Europy przed własną publicznością. Nic jednak z tego nie wyszło.

Reprezentacja Polski w porównaniu z rokiem olimpijskim zmieniła się bardzo nieznacznie – niewiele pojawiło się w niej nowych twarzy, a trzon zespołu stanowili siatkarze, którzy w kadrze grali od lat. Podczas gdy inne ekipy przechodziły kadrowe rewolucje i odważnie sięgały po młodych zawodników, w Polsce postawiono na doświadczenie. Do podstawowego składu przebił się jedynie Bartłomiej Lemański, a pozostali młodzi siatkarze z szerokiej kadry dostawali niewiele szans na zaprezentowanie swoich umiejętności. Nawet jeśli zagrali dobre spotkanie, w kolejnym meczu ponownie siadali na ławce rezerwowych.

Zespół bez formy, trener bez pomysłu

Sezon reprezentacyjny był dla Polaków pasmem porażek. W Lidze Światowej rozegraliśmy kilka niezłych meczów na samym początku. Jednak gdy doszło do spotkań, decydujących o awansie do Final Six, gra Biało-Czerwonych posypała się jak domek z kart. Brakowało pomysłu na tę drużynę, brakowało formy i lidera, który pociągnie za sobą zespół, brakowało też zaangażowania. No i brakowało trenera, który potrafiłby dotrzeć do zawodników, wstrząsnąć nimi i zmotywować do lepszej gry.

Nie lepiej sytuacja wyglądała na mistrzostwach Europy w Polsce. Ponownie zobaczyliśmy ekipę, będącą raczej zbitkiem indywidualności niż prawdziwą drużyną. Zawodnicy z podstawowego składu nadal byli bardzo daleko od optymalnej formy, o czym najlepiej świadczy fakt, że na głównego bombardiera zespołu wyrósł dokooptowany do składu w ostatniej chwili Łukasz Kaczmarek. Gra Polaków zupełnie się nie kleiła, zawodnicy byli bezradni i sprawiali wrażenie, jakby w tym składzie spotkali się pierwszy raz w życiu. Kompromitujący styl, w jakim Biało-Czerwoni pożegnali się z mistrzostwami Europy, stanowi najlepsze podsumowanie sezonu reprezentacyjnego. Straconego sezonu.

Na drugim biegunie

Podczas gdy śledzenie poczynań seniorskiej reprezentacji przyprawiało o ból głowy, triumfalny marsz od zwycięstwa do zwycięstwa kontynuowali polscy juniorzy. Podopieczni trenera Sebastiana Pawlika dokonali rzeczy niezwykłej – przez trzy lata nie przegrali ani jednego meczu, w kategorii kadetów i juniorów wygrywając wszystko, co było do wygrania – dwukrotnie mistrzostwo świata, dwukrotnie mistrzostwo Europy oraz Olimpijski Festiwali Młodzieży Europy. Przygodę z juniorską siatkówką drużyna Pawlika zakończyła w najlepszy możliwy sposób – złotym medalem mistrzostw świata w Czechach, w trzech setach pokonując reprezentację Kuby. Najbardziej wartościowym siatkarzem turnieju został kapitan zespołu Jakub Kochanowski, który kilka tygodni później z ławki rezerwowych oglądał porażkę starszych kolegów w mistrzostwach Europy.

Co dalej, czyli giełda trenerska

Po fatalnym sezonie wyciągnięto już pierwsze wnioski. PZPS zwolnił trenera de Giorgiego, który nie spełnił żadnego z postawionych celów. Wydaje się, że to dobre posunięcie, bo Włoch najwyraźniej nie poradził sobie z prowadzeniem reprezentacji. Nie potrafił doprowadzić zawodników do dobrej formy, dokonywał wątpliwych wyborów kadrowych i w rezultacie przegrał wszystko w wyjątkowo kiepskim stylu. Pozostaje pytanie, kto zostanie jego następcą.

Głośno mówi się o tym, że nadszedł czas, by kadrę przejął polski trener. Na giełdzie nazwisk pojawiają się różne kandydatury. W gronie faworytów wymienia się m.in. Andrzeja Kowala i byłych reprezentantów kraju: Piotra Gruszkę Pawła Zagumnego, Jakuba Bednaruka i Roberta Prygla, łącząc ich w najróżniejsze konfiguracje. Padł nawet pomysł, by kadrę prowadziło jednocześnie trzech szkoleniowców (Gruszka, Zagumny, Bednaruk), ale trudno sobie wyobrazić taką sytuację. Kto miałby być wtedy pierwszym, kto drugim, a kto trzecim trenerem? Każdy miałby własną wizję budowania zespołu, co w prostej linii prowadziłoby do konfliktu. Ponadto, Paweł Zagumny wyraźnie stwierdził, że trenerem – przynajmniej w najbliższej przyszłości – być nie zamierza. Równie dziwną propozycją było wysunięcie kandydatury Jacka Nawrockiego – obecnego szkoleniowca kobiecej reprezentacji – który jednak zdecydowanie odciął się od tego pomysłu. Bardziej sensownie brzmiały medialne spekulacje na temat Vitala Heynena – belgijskiego szkoleniowca, który trzy lata temu z reprezentacją Niemiec zdobył brązowy medal mistrzostw świata, a w tym sezonie do strefy medalowej Eurovolleya doprowadził swoich rodaków. Heynen ma więcej doświadczenia i sukcesów trenerskich na koncie niż wszyscy byli reprezentanci Polski razem wzięci, może więc na trzy lata przed igrzyskami byłby bezpieczniejszą opcją?

W kontekście prowadzenia seniorskiej reprezentacji rzadko wymienia się nazwisko Sebastiana Pawlika, a szkoda. Trener Pawlik wie najlepiej, którzy z jego złotych chłopców są już gotowi do gry w dorosłej reprezentacji i wokół nich – z pomocą grupy bardziej doświadczonych graczy – mógłby budować nową kadrę. Pawlik to taki polski odpowiednik Siergieja Szlapnikowa, obecnego trenera Rosjan, którego do niedawna nikt nie znał. Szlapnikow tymczasem przez lata odnosił sukcesy z młodzieżowymi reprezentacjami Rosji, zgarniając medal za medalem. Gdy w końcu dostał szansę poprowadzenia seniorskiej kadry, oparł ją na swoich młodych podopiecznych. Z początku ogrywał zawodników w Lidze Światowej (Rosja awansowała do finałów), a przed imprezą docelową do drużyny dołączył kilku doświadczonych liderów i stworzył ekipę, której nikt w Europie nie potrafił pokonać. Może warto pójść tym tropem?

Trzy lata do Tokio

Decyzja o wyborze nowego trenera reprezentacji zostanie podjęta w na przełomie roku, PZPS na razie prowadzi rozmowy z różnymi kandydatami. Najważniejszym zadaniem, postawionym przed nowym szkoleniowcem, będzie wywalczenie awansu i dobry występ na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio w 2020 roku. System kwalifikacji do igrzysk nie został jeszcze zatwierdzony. FIVB przedstawiła wstępny projekt (szczegóły TUTAJ), jednak wiążące decyzje zapadną dopiero w lutym przyszłego roku.

Wszystko wskazuje jednak na to, że walka o olimpijskie przepustki pośrednio rozpocznie się już w przyszłym sezonie. Zwycięzca mistrzostw świata 2018 zapewni sobie udział w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. Pozostałe reprezentacje powalczą o bezcenne punkty rankingowe. Bo tylko odpowiednio wysoka pozycja w rankingach (światowym i – w przypadku Polaków – europejskim) da w 2019 roku możliwość występu w turniejach kwalifikacyjnych do igrzysk.

Reasumując – dla naszej kadry przez najbliższe trzy lata nie będzie już nieważnych turniejów. Na każdym trzeba będzie walczyć o jak najlepszy wynik, bo w ten sposób będziemy się krok po kroczku przybliżać do Tokio. Szkoda, że rok poolimpijski – czas, który inni wykorzystali na budowanie nowych drużyn z myślą o kolejnych igrzyskach – u nas został trochę przespany. Trzeba jednak wierzyć, że można to nadrobić, a nowy trener da reprezentacji nowy impuls i poprowadzi do sukcesów.



Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password