Tenis – US Open: Między prawdą a snem. Jak u di Caprio… – w oczekiwaniu na półfinały

Cztery ostatnie dni wielkoszlemowego US Open (z rekordową pulą nagród 20 milionów dolarów) będą na tyle zaskakujące, że gdy chcemy szukać porównań z historią poprzednich turniejów i odnaleźć pewne analogie musimy ją dobrze „przekopać”. Na kortach w Nowych Jorku w półfinałach singla zagra tylko troje tenisistów, którzy  w CV zapisało sukces w Wielkim Szlemie. Dla pięciu innych to szansa na zapisanie się w pamięci kibiców. 

Uciekający przed upływającym czasem, 37-letnia Amerykanka Venus Williams i 31-letni Hiszpan Rafael Nadal, oraz 28-letni Argentyńczyk Juan Martin Del Potro poznali smak końcowego triumfu w najbardziej prestiżowych turniejach w sezonie. Oni tu w Nowym Jorku bronią honoru „utytułowanych”.  Reszta tenisistów, którzy powalczą o zwycięstwo w Nowym Jorku w decydującym meczu o tak dużą stawkę jeszcze nie grała. W półfinałach kobiet, wszak w imprezie nazywanej otwartymi mistrzostwami Stanów Zjednoczonych, zagrają same Amerykanki. Historia US Open została niewątpliwie nadgryziona zębem czasu, bo nawet obecny kort główny na Flushing Meadows–Corona Park nie pamięta takiego zdarzenia, a liczy sobie 20 lat. Musimy cofnąć się do roku 1981, aby w tej fazie turnieju zobaczyć cztery panie spod „gwiaździstego sztandaru”. Wtedy były to Chris Evert, Martina Navratilova, Barbara Potter i Tracy Austin. Turniej zakończył się triumfem tej ostatniej. Teraz na obiekcie USTA Billie Jean King National Tennis Center zagrają o finał, u boku Venus, Madison Keys, Coco Vandeweghe i wracająca po kontuzji Sloane Stephens, która jeszcze w lipcu była na 934. miejscu w światowym rankingu. Jeżeli wygra awansuje do pierwszej „piętnastki”.

Co ciekawe żadna z nich nie ma szans, aby po US Open objąć prowadzenie w rankingu WTA. Fotel liderki przechodzi w tym roku z rąk do rąk. Po Serenie Williams, Andżelice Kerber i Karolinie Pliskovej prowadzenie w poniedziałek obejmie 23-letnia Hiszpanka Garbinie Muguruza.

Ćwierćfinały kobiet zakończyły supremacją Amerykanek. W rywalizacji mężczyzn tylko Sam Querrey miał szansę awansować do półfinału. Przy przerzedzonych trybunach kortu Arthura Ashe’a w nocy z wtorku na środę Afrykaner Kevin Anderson pokonał reprezentanta gospodarzy. W najwyższym ćwierćfinale Wielkiego Szlema w historii ery zawodowej tenisa, ponieważ obaj panowie mają łącznie 402 cm, w trzech tie-breakach i w jednym secie z wynikiem 6:3 Anderson pokonał Querreya. W międzyczasie Rafael Nadal lepszy od Rosjanina trenującego w Hiszpanii, Andrieja Rublowa i awansował do 26. półfinału Wielkiego Szlema w karierze, w tej statystyce niedościgniony wydaje się być Roger Federer (42 rozegrane mecze o finał). Szwajcar mógł zagrać pierwszy raz w karierze z Nadalem na kortach w Nowym Jorku, ale tę możliwość zabrał mu Juan Martin Del Potro! Argentyńczyk, który odrodził się jak feniks z popiołów w IV rundzie z Dominiciem Thiemem z Austrii (wygrał mecz ze stanu 0:2 w setach) nie dał szans tenisiście liczącym 19 triumfów w Wielkim Szlemie. W minioną noc wygrał ze Szwajcarem tak jak w 2009 roku. Tylko wtedy w ostatnim meczu turnieju. Porażka Federera oznacza, że Nadal pozostanie w rankingu na pierwszym miejscu. Ostatni raz w singlu, w 2003 roku zdarzyło się, że na prowadzeniu w rankingu byli tenisiści z tego samego kraju. Wówczas liderowali Andrea Agassi i Serena Williams.

Stawkę półfinalistów uzupełni Hiszpan Pablo Carreno Busta, który w 2013 roku awansował z 715. miejsca w światowym notowaniu na 65., by na koniec dostać nagrodę od władz ATP za największy postęp w sezonie. Cztery lata później zalicza kolejny, pierwszy awans do półfinału wielkiego szlema. Najbliższym jego rywalem, w piątek, będzie Kevin Anderson. Afryka nie widziała w tej fazie turnieju własnego tenisisty od 1965, od czasu Cliffa Drysdale’a. Busta z Andersonem to swoisty „Aperitif” przed starciem Nadala i Del Potro, wydaje się więc, że organizatorzy wyznaczą ten mecz jako pierwszy w kolejności.

Wcześniej, bowiem w środku nocy z czwartku na piątek czasu polskiego, najpierw Venus Williams i Sloane Stephens, a potem Coco Vandeweghe i Madison Keys spróbują dostać się do sobotniego finału. Każda z nich ma w kodzie genetycznym zapisane ma miano „big hiterki”, a zagraniem one two punch, może rozstrzygać wymiany. Czyli serwis i następne uderzenie po nim, kończące z forhendu lub bekhendu może rozstrzygnąć losy spotkań. Na niedzielę zaplanowano finał mężczyzn. Triumf Williams, Nadala i Del Potro nie będzie sensacją. Innych już tak, więc gdy przyjdzie donosić o zwycięstwie Stephens, Keys, Vandeweghe, (cała trójka była już co najwyżej w półfinale Wielkiego Szlema), Carreno Busty bądź Andersona trzeba patrzeć na ich wzrok, bo tak jak Leonardo di Caprio wpatrywał się w wirujący bączek w „Incepcji”, dzięki czemu dowiadywał się co jest prawdą a co snem, tak i ta piątka tenisistów długo może myśleć czy to prawda czy to sen…

US Open, ćwierćfinały gry pojedynczej kobiet i mężczyzn

Sloane Stephens (USA) – Anastasija Sevastova (Łotwa) [16] 6:3, 3:6, 7:6(4)

Venus Williams (USA) [9] – Petra Kvitova (Czechy) [13] 6:3, 3:6, 7:6(2)

Coco Vandeweghe (USA) [20] – Karolina Pliskova (Czechy) [1] 7:6(4), 6:3

Madison Keys (USA) [15] – Kaia Kanepi (Estonia) 6:3, 6:3

Pablo Carreno Busta (Hiszpania) [12] – Diego Schwartzman (Argentyna) [29] 6:4, 6:4, 6:2

Kevin Anderson (RPA) [28] – Sam Querrey (USA) [17] 7:6(5), 6:7(9), 6:3, 7:6(7)

Rafael Nadal (Hiszpania) [1] – Andriej Rublow (Rosja) 6:1, 6:2, 6:2

Juan Martin Del Potro (Argentyna) [24] – Roger Federer (Szwajcaria) [3] 7:5, 3:6, 7:6(8), 6:4