Wtorek z kolarstwem: Gliczarów naszymi oczami


Wielkimi krokami zbliża się kolejne Tour De Pologne. Ostatnimi czasy wizytówką naszego wyścigu stał się podjazd pod Gliczarów Górny, który obrósł już legendą. Czy rzeczywiście ta góra powinna budzić respekt i być uważaną za jedną z najtrudniejszych na świecie? Kilka dni temu sprawdziliśmy to sami.

Dane techniczne

Różne źródła podają różne dane, więc ciężko określić dokładne liczby, które opisują podjazd pod Gliczarów Górny. Posłużymy się wiec tymi, które widnieją na tablicy stojącej w Białym Dunajcu, czyli tam, gdzie cała zabawa się zaczyna. Zatem podjazd ten ma 5,4 km długości, średnie nachylenie trasy to 5,7%, a przewyższenie wynosi 310 metrów. Najbardziej stromy kilometr natomiast ma średnio 12% nachylenia, a najbardziej strome 100 metrów to 16,7% nachylenia.

Liczby te nie są oczywiście tak powalające, jak te, które opisują niektóre podjazdy w Alpach czy Pirenejach, ale nie wyglądają na papierze źle. Ale jak to się przekłada na rzeczywistość?

Nasze wrażenia

Na gliczarowski podjazd wjeżdża się z centrum Białego Dunajca około kilometr za charakterystycznym kościołem, skręcając w prawo. Tak naprawdę podjazd znaleźć nie jest trudno, gdyż wyznaczają go znaki, na których napisano „Szlak Tour De Pologne”.

Początek podjazdu pokonujemy między zabudowaniami, a wyjeżdżając spomiędzy domów wjeżdżamy na bardzo stary i bardzo wąski drewniany mostek. Odcinek ten nie jest jeszcze jakiś bardzo trudny, ale mocno techniczny, więc trzeba uważać. Tuż za mostkiem, kiedy to mamy w nogach około 500 metrów, zaczyna się pierwsza lekka stromizna. jednak jest ona na tyle krótka, że można wjechać na nią siłą rozpędu, a na pewno tak robią rozpędzeni zawodowcy.

Do drugiego kilometra podjazdu jedzie się naprawdę płynnie i zaskakująco łatwo. Droga jest dużo szersza niż na początku, a prowadzi przez malownicze podhalańskie łąki i polany. Nachylenie to około 3-4%, więc dla zawodowców to nic. Po upływie dwóch kilometrów wjeżdżamy do Gliczarowa Dolnego, gdzie chwilami droga prowadzi nawet w dół. Tutaj kolarze raczej nie przejmują się tym, że droga wznosi się ku górze, a tym, że mamy sporo zakrętów a zabudowania Gliczarowa Dolnego praktycznie stykają się z drogą. Naprawdę trzeba uważać żeby komuś nie wpaść do pokoju czy kuchni albo nie wylądować ze zwierzętami w szopie.

Gliczarów Dolny położony jest w dosyć gęstym lesie, więc w lato kolarze doświadczają tam bardzo przyjemnego uczucia chłodu i mogą trochę orzeźwić się przed tym co czeka ich za chwilę. A czeka ich zakręt w lewo, po którym ….

Po którym oczom ukazuje się legendarna polana, na której szczycie stoi po prawej stronie drogi samotne drzewo. Drzewo, które na początku tego odcinka oddalone jest od nas o około 400 – 500 metrów, ale żeby je dostrzec to trzeba swoją głowę naprawdę mocno odchylić ku górze. Jednym słowem zaczyna się mordęga. Najpierw pokonujemy około 150-200 metrów ostrego podjazdu, po których czeka nas zakręt w prawo. Zakręt nieźle wyprofilowany, na którym choć troszkę możemy odetchnąć. Jednak gdy z niego wyjedziemy, to czeka nas dojazd do zakrętu w lewo. Niby blisko, na oko ze 100 metrów, czyli na wyciągnięcie ręki, ale dojazd ten zajmuje naprawdę długo. W naszym przypadku nie był to dojazd, a dojście, które również sprawiło nam niemałe problemy, w końcu to tutaj jest te mityczne nachylenie 23%!!!. Ku naszej uciesze, tuż za zakrętem trasa leciutko się spłaszczyła, a na poboczu stał obelisk, na którym widnieje informacja, że jesteśmy na kultowym podjeździe Tour De Pologne. Było o co się oprzeć i złapać oddech.

Gdy ponownie wsiedliśmy na rower, do Gliczarowa Górnego pozostało około 1,5 km. 1,5 km bardzo trudne, ale już nie niemożliwe do pokonania całkiem niezłym tempem, więc dla zawodowców na pewno nie będące wielkim problemem, choć kilka naprawdę trudnych odcinków znajduje się i na finiszowych momentach podjazdu.

Z czego możemy być dumni?

  • Na pewno z tego, że mamy taki podjazd, że mamy taką trasę, którą przeklinają nie tylko amatorzy, ale i zawodowcy, że mimo iż stosunkowo krótki, to podjazd ten jest selektywny i oddziela prawdziwych górali od tych słabszych, a sprinterzy nawet przez chwilę nie myślą o dotrzymaniu koła faworytom wyścigu.
  • Podjazd pod Gliczarów naprawdę jest położony w pięknej okolicy. Większość czasu to droga prowadząca środkiem polan, po których biegają owce, a gdy jesteśmy na odcinku, który nie odcina wzroku, to przed sobą widzimy piękną panoramę Tatr, która naprawdę robi wrażenie.

Co jest do poprawy?

  • No i tutaj dochodzimy do sedna sprawy. NAWIERZCHNIA! Miejscami naprawdę jest tragicznie i nie wiemy jak organizatorzy po prostu nie wstydzą się puszczać gwiazd światowego kolarstwa na takiej drodze. Doły, bardzo strome pobocza, zabudowania tuż przy drodze, a do tego droga bardzo brudna. Oczywiście są to wiejskie tereny i jest to logiczne, a pewnie kilka dni przed wyścigiem droga ta jest w jakiś sposób odświeżana. Jednak raczej nie jest co roku „klejona”, a pobocza nie są odpowiednio profilowane. Powstaje zatem pytanie, z którym chcemy Was zostawić. Czy naprawdę przy milionowym nakładach na wyścig, jego organizatorzy nie mogą zafundować gminie remontu drogi i położenia nowego, równego asfaltu? Kolarze są przyzwyczajeni do równych podjazdów, gdzie nie jedzie się jak po tarce, a tak w Polsce jest nie tylko na tych stromych kawałkach podjazdu, ale już w samym Białym Dunajcu, gdzie jeszcze jest płasko, a prędkość kolarzy może kiedyś spowodować tragedię.



Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password