Wtorek z kolarstwem: rozmowa z Darią Pikulik


Dziś w ramach wtorku z kolarstwem ponownie powrócimy na tor. Prezentujemy wywiad z Darią Pikulik, w którym nasza utalentowana zawodniczka opowiedziała o Mistrzostwach Europy, Mistrzostwach Świata i najbliższej przyszłości.

Chciałbym zacząć od gratulacji brązowego medalu Mistrzostw Europy

Daria Pikulik: Dziękuję bardzo!

Wróciła Pani z Berlina w bardzo dobrym nastroju?

Daria Pikulik: Na pewno było dużo ciężej zdobyć medal w tym roku, niż w ubiegłym. Tam było srebro, ale nie było to aż takie męczące, jak tegoroczny brąz, który naprawdę dużo nas kosztował. Jestem bardzo zadowolona.

Był jednak podczas ME pewien mankament. Nie ukończyła Pani wyścigu punktowego. Co tam się stało?

Daria Pikulik: Niestety to nie był mój dzień. Od początku miałam bardzo ciężkie nogi, a punktowy był od razu dzień po drużynie. Wyścig drużynowy bardzo dużo mnie kosztował, bo jestem rozkręcającą i wszystkie trzy biegi przejechałam w pełnym gazie. Do tego doszło to, że miałam po prostu zły dzień. To się złożyło na to, że wyścigu punktowego nie ukończyłam.

Wróćmy jeszcze na moment do dalszej przeszłości. To mógł być dla Pani super rok, jeśli chodzi o medale na imprezach mistrzowskich, ale w Hongkongu do krążka zabrakło bardzo niewiele – konkretnie 5 punktów do medalu w omnium. Po tym wyścigu była bardziej radość ze świetnego czwartego miejsca, czy jednak niedosyt?

Daria Pikulik: Bardzo się cieszyłam, gdy zjechałam z toru. Dałam z siebie wszystko na tyle, że nie pamiętam ostatnich dziesięciu rund, bo był taki gaz i takie emocje. Nie mogę też wymagać od siebie nie wiadomo czego – rok temu na igrzyskach zdecydowanie nie poszło mi w omnium, dlatego w tym roku na Mistrzostwach Świata startowałam z nieco innym nastawieniem i uważam, że czwarte miejsce na świecie to super wynik. Ale to dopiero początek. Z roku na rok będę czuć się coraz pewniej i być może za dwa lata będzie medal.

Mówimy teraz o świetnym wyniku w omnium. Wcześniej wspominaliśmy o wyścigu punktowym i jeździe drużynowej. W której z tych konkurencji czuje się Pani najsilniejsza?

Daria Pikulik: Wiem, że dziewczyny potrzebują mnie do drużyny, bo rozkręcam i na pewno robię to najlepiej. Wiadomo, drużyna zawsze jest najważniejszą konkurencją na torze – to pokazuje siłę danej reprezentacji. Choć jeśli chodzi o moje osobiste odczucia – lubię jeździć zarówno indywidualnie, jak i drużynowo. Nie mam żadnej ulubionej konkurencji w tym momencie.

Tegoroczne wyniki z Hongkongu i Berlina wzbudziły w Pani apetyt? Jakie teraz założenia ma Pani na najbliższy czas?

Daria Pikulik: Chciałabym odpocząć. Do Pruszkowa jadę tylko z tego względu, że jest to Puchar Świata w Polsce – będzie moja rodzina, będą moi znajomi. Ale na prawdę jestem już bardzo zmęczona i chciałabym odpocząć po tym sezonie. Tak naprawdę tylko czekam, kiedy będzie koniec i będę mogła zrobić sobie porządne roztrenowanie.

A co dalej, po sezonie? Jest Pani przecież również aktualną Mistrzynią Polski orliczek na szosie. To jest do pogodzenia czy jednak przyjdzie taki moment, w którym wybierze Pani między torem a szosą?

Daria Pikulik: Jest to do pogodzenia, ale trzeba mieć dobre osoby, które cię prowadzą. Najważniejsze to to, aby trener był bardzo mądry i umiał pogodzić te konkurencje. Chciałabym jeździć i tor i szosę. Jestem młodą zawodniczką i nie chcę ograniczać się do jednej dyscypliny i jednego rodzaju kolarstwa. Być może kiedyś, kiedy będę już starszą zawodniczką, będę mogła wybierać. Teraz chcę jeździć tu i tu, osiągać wyniki i na szosie i na torze, być kompletną zawodniczką.

przed Pucharem Świata w Pruszkowie rozmawiał Dawid Brilowski



Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password