Wtorek z kolarstwem: Tragiczna komedia czy komiczna tragedia?


Za nami pierwsza część Tour de France, bo ciężko 9 dni nazwać tygodniem. Niestety, w wyścigu nie jedzie już Rafał Majka. „Wielka Pętla” toczy się dalej, zatem podsumujmy pierwsze 9 etapów wyścigu.

„Nuda, nic się nie dzieje” można było zacytować z filmu „Rejs” podczas pierwszych 8 etapów Tour de France. Co prawda były niestety kraksy, upadki, niesłuszna dyskwalifikacja Petera Sagana i kilka sprinterskich pojedynków, które zazwyczaj wygrywał Marcel Kittel, nawet o 6 milimetrów. Decyzja sędziów w sprawie dyskwalifikacji mistrza świata jest już komiczna. Chyba nie oglądali oni powtórek sytuacji, dzięki którym można było stwierdzić, że tragiczny upadek Marka Cavendisha nie był spowodowany atakiem łokciem Sagana.

Zazwyczaj scenariusze etapów były podobne. Ucieczka zdobywała przewagę na którą jej pozwolił peleton i w odpowiednim momencie odjazd został dogoniony. Wyjątkiem były tylko czasówka i piękny samotny triumf Lillana Calmejana w Station des Rousses. W klasyfikacji generalnej poza Planche des Belles Filles nic się nie działo.

Było nudno, lecz do czasu, do długo zapowiadanego 9. etapu. 7 podjazdów z czego 3 poza kategorią i trudne zjazdy, łącznie 5 kilometrów przewyższeń. Decydujące dla losów wyścigu okazały się nie podjazdy, a zjazdy. To na nich działy się największe tragedie 104. edycji Tour de France. Niestety, zjazd z Col de la Biche okazał się pechowy dla Rafała Majki. Obolały reprezentant Polski dojechał do mety i za to wielkie brawa dla niego. Brawa także dla Michała Kwiatkowskiego, który po wykonaniu swojej pracy (fantastyczny jak dotąd wyścig zwycięzcy Mediolan-San Remo) na ostatnich 10-15 kilometrach pomógł Majce dojechać do mety. Na tym właśnie polega kolarstwo. To sport dla prawdziwych mężczyzn.

Dla Rafała Majki miał być to przełomowy Tour de France, do którego przygotowywał się wieloma miesiącami. Kolarstwo to nieprzewidywalny sport i niedzielny etap to potwierdził. W jednej sekundzie stała się tragedia, która wyeliminowała Polaka z wyścigu. Podobną tragedię jak ta Majki przeżyli ważny pomocnik Christophera Froome’a, Geraint Thomas (można go nazwać największym pechowcem roku, bo wcześniej po kraksie wycofał się z Giro) i Richie Porte. Australijczyk z grupy BMC wydawał się być najgroźniejszym rywalem Chrisa Froome’a do zwycięstwa w całym wyścigu.

Pech nie ominął samego lidera. Na szczęście dla kolarza Sky nie była to tragedia. Na Mont du Chat Froome musiał zmieniać rower. Co zrobił Fabio Aru? Zaatakował i to od razu jak zobaczył, że Froome sygnalizował problemy. Mistrz Włoch tłumaczył, że nie widział kłopotów lidera, chociaż jechał za nim i wszystko widział. Tłumaczenie Włocha – po prostu komedia. Czego atakował gdy z przodu jechał jego kolega z zespołu Jakob Fulgsang? Może po prostu czuł, że tylko w takiej sytuacji można zgubić Froome’a?

Wydaje się, że Tour de France jest już rozstrzygnięty. Froome’owi zagrozić mogą raczej tylko Aru i Bardet, którzy zostawali po ataku Brytyjczyka na Mont du Chat. Inni wielcy Quintana i Contador tragicznie nie trafili z formą. Ekipa Bardeta AG2R szalała na 9. etapie. Francuz ostatecznie zaatakował na zjeździe, ale akcja się nie powiodła. Na szczęście nie skończyło się to tragedią. Po minięciu linii mety wielką tragedię przeżył inny reprezentant gospodarzy. Warren Barguil przegrał o milimetry z Rigoberto Uranem, który cudem nie uniknął tragedii na zjeździe i miał problemy z przerzutką. Mimo to Barguil cieszył się z koszulki najlepszego górala.

Co do trasy 9. etapu to organizatorzy przesadzili z trudnością. Naprawdę nie można było przewidzieć tragedii na tym etapie i go skrócić. Zjazdy były zbyt trudne i niebezpieczne jak na ten moment wyścigu. Tak wiele rzeczy się jeszcze rozgrywa, a różnice czasowe nie są duże. Najlepszym komentarzem całej sytuacji jest wypowiedź Dana Martina. „Organizatorzy dostali to, czego chcieli” – powiedział Irlandczyk, który leżał w kraksie, ale był w stanie pojechać dalej.

Michał Kwiatkowski powiedział, że kolarze sami zrobili ten etap trudnym. Jednak czy organizatorzy nie mogli tego przewidzieć? Czy nie można było uniknąć tragedii? Tych zmarnowanych miesięcy przygotowań i uszczerbków na zdrowiu. 9. etap wyeliminował 13 kolarzy, z czego aż 3 z pierwszej dziesiątki klasyfikacji generalnej. Ci co nie stracili i jadą dalej mogą mówić o szczęściu. Niech to szczęście będzie się uśmiechać do wszystkich uczestników Tour de France do samego Paryża.



Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Lost Password