Wywiad z Beatą Stremler

Na początku marca ogłoszone zostały rankingi na podstawie których rozdano kwalifikacje w jeździectwie. Polska zdobyła dwie przepustki w ujeżdżeniu. Jedną z nich zawdzięczamy Beacie Stremler. Mistrzyni Polski z 2011 roku i dwunasta zawodniczka Mistrzostw Europy w Rotterdamie zgodziła się udzielić naszemu portalowi krótkiego wywiadu. Rozmowę przeprowadził Mateusz Górecki.

beata-stremler1Igrzyska24: Przede wszystkim serdecznie gratulujemy awansu na Igrzyska w Londynie. Kiedy tak naprawdę uwierzyła Pani w szanse na kwalifikację i jak się Pani czuje teraz jako już pełnoprawna posiadaczka olimpijskiej kwalifikacji?

Beata Stremler: Bardzo dziękuję. Na ubiegłorocznych Mistrzostwach Europy w Rotterdamie doszły mnie słuchy, że nie zdarzyło się jeszcze, aby finalista ME nie zakwalifikował się na Igrzyska Olimpijskie. Od tego momentu zaczęłam wierzyć, że może i mi się uda.
Moment zdobycia 100% kwalifikacji był prawdziwym momentem szczęścia i refleksji nad całą pracą, którą razem z Martinim wykonaliśmy oraz nad chwilami zarówno niepowodzeń, jak i sukcesów, jakie razem przeszliśmy. Fakt, iż jeżdżę na tym koniu, od jego trzeciego roku życia i że teraz jedziemy razem na Igrzyska, jest dla mnie największą formą nagrody, jaką mogłam sobie wyobrazić, za ciężką pracę ostatnich wielu lat.

Igrzyska24: Jak ocenia Pani swoje szanse w Londynie?

Beata Stremler: Szczerze mówiąc, w ogóle ich nie oceniam. Nie potrafię powiedzieć, jaką formę będziemy mieć podczas Igrzysk, nie wiem, jaką formę będzie mieć konkurencja, dlatego też nie zajmuję się obstawianiem moich szans. Wiem jedno, ja na pewno dam z siebie wszystko i dana mi szansa reprezentacji mojego kraju podczas tak cudownego wydarzenia, będzie dla mnie wielkim zaszczytem.

Igrzyska24: Jak ocenia Pani szanse na start Pani kolegi Michała Rapcewicza, a co za tym idzie i drużyny w konkurencji zespołowej, na Igrzyskach?

Beata Stremler: Wygląda na to, że ogłoszenie kwalifikacji Michała Rapcewicza jest już jedynie formalnością, więc na 99% będziemy mieć drużynę na Igrzyskach!

Igrzyska24: Jak będą wyglądały Pani przygotowania do najważniejszej w życiu sportowca imprezy?

Beata Stremler: Mam zamiar wystartować w kilku bardzo poważnych imprezach jeździeckich, aby mieć szansę zmierzenia się z bardzo mocną konkurencją. Nie chcę jeździć wielu zawodów, aby Martini miał wystarczająco ochoty i energii na starty. Planuję raczej niewiele, ale trudnych turniejów. W domu staram się bardzo zwracać uwagę na rozluźnienie, gimnastykę i zadowolenie Martiniego.

Igrzyska24: Ile koni zabierze Pani ze sobą do Londynu i jak one będą podróżowały do Wielkiej Brytanii?

Beata Stremler: Na Igrzyska zabiorę prawdopodobnie tylko Martiniego. Zostanie on przewieziony ciężarówką poprzez profesjonalną firmę zajmującą się transportem koni sportowych.

Igrzyska24: Nieodłącznym elementem Pani występów są konie. Czy Pani praca z nimi ogranicza się tylko do treningów, czy zajmuje się Pani nimi także poza treningami. na przykład czyszczeniem, karmieniem itp.?

Beata Stremler: Jestem jeźdźcem zawodowym, z czym wiąże się większa liczba koni do jazdy w ciągu dnia. Czas nie pozwala mi w związku z tym niestety na ich samodzielne czyszczenie, czy przygotowywanie do jazdy. Do tych zadań zatrudniłam luzaka, Bartosza Chomkę, któremu w pełni ufam i który znakomicie pomaga mi w tych bardzo ważnych obowiązkach. Kontakt z końmi nadrabiam pod koniec dnia, odwiedzając je w ich boksach.

Igrzyska24: Jak długo musiała Pani pracować nad swoimi końmi, aby osiągnęły poziom, który dał Wam oraz im kwalifikację olimpijską?

Beata Stremler: Martini jest moim pierwszym koniem, z którym zdobyłam kwalifikację na Igrzyska. Właściwie, to jest pierwszy koń, z którym udało mi się dobrnąć do międzynarodowego poziomu Grand Prix. Cała droga od momentu kupna Martiniego, jako 3 letniego „dziecka”, do Igrzysk Olimpijskich zajęła nam 8 lat.

Igrzyska24: Co spowodowało, że wybrała Pani taką konkurencję w swoim życiu? Nie jest to popularny w Polsce sport.

Beata Stremler: Szczerze, to chyba nie ma wielu młodych dziewczynek, które nie chciały kiedyś pojechać do stajni i spróbować swoich sił w siodle. Ja nie byłam tu wyjątkiem. Po pewnym czasie, większość z nich jednak zaczyna interesować się innymi sprawami, a ja po prostu jakoś nie mogłam skończyć jeździć. Na początku uprawiałam skoki i ujeżdżenie. Ujeżdżenie wygrało, gdyż bardziej pasjonowała mnie praca nad detalami i elegancja w jeździe, niż czas i adrenalina.

Igrzyska24: Czy mogłaby Pani przybliżyć trochę czytelnikom zasady ujeżdżenia, jak to wygląda z Pani perspektywy?

Beata Stremler: Ujeżdżenie to dyscyplina, w ktorej wyszkoleni sędziowie, oceniają w skali od 0 (element nie wykonany), do 10 (perfekcyjne wykonanie) elementy wykonywane przez jeźdźca i konia w trakcie programu. Występują różne poziomy trudności programów, mamy poza tym programy obowiązkowe oraz dowolne z muzyką dopasowaną do ruchu konia. Bardzo ważna jest harmonia wykonania danego programu, koń musi być zadowolony, komunikacja między jeźdźcem, a koniem powinna być jak najmniej widoczna. Widz, powinien odnosić wrażenie, że jeździec jedynie siedzi na górze, a koń sam wykonuje dane elementy. Ujeżdżenie jest bardzo techniczną dyscypliną, wymagającą ogromnego wyczucia, cierpliwości i pokory.Igrzyska24: Bardzo dziękujemy za rozmowę. Życzymy Pani powodzenia w przygotowaniach i samym starcie. Jak to się mówi w środowisku jeździeckim? „Połamania kopyt”?

Beata Stremler: Nie, dziękuję (śmiech)- tak należy na „połamanie kopyt” odpowiadać.